„Nie miłować nieprzyjaciół to nie znać Boga;
miłość zaś wszystkich prowadzi do doskonałości”
św. Jan Chryzostom
Dzisiejsze słowo Boże stawia nas przed trudnym wyborem. W Księdze Powtórzonego Prawa słyszymy mocne słowa przekleństwa: „Przeklęty będziesz w mieście i przeklęty będziesz na polu”. Nie chodzi tu o karę zewnętrzną, lecz o konsekwencję życia zamkniętego na Boga. Przekleństwo oznacza życie bez relacji, bez miłości, bez komunii. Jest to stan serca, które nie zna Ojca, a więc nie zna też siebie. Człowiek, który nie żyje miłością, żyje w lęku, rywalizacji i samotności. To jest dopiero prawdziwe nieszczęście.
Na tym tle słowa Jezusa z Kazania na Górze objawiają zupełnie nową perspektywę: „Miłujcie waszych nieprzyjaciół”. Jezus nie neguje przykazania miłości bliźniego, które wszyscy znają. Idzie dalej. Objawia sprawiedliwość nową, nadmiarową, sprawiedliwość, która nie opiera się na wzajemności ani interesie. Kochać tych, którzy nas kochają, nie jest jeszcze miłością w pełnym sensie. Jest to naturalne, a nawet konieczne dla przetrwania. Każdy potrafi kochać tych, od których otrzymuje dobro. Nawet celnicy i poganie to czynią. Taka miłość może być w rzeczywistości formą egoizmu — kocham drugiego, bo jest mi potrzebny.
Jezus objawia coś zupełnie innego: miłość bezinteresowną, miłość, która nie szuka własnej korzyści. Jest to miłość Ojca. Ojciec sprawia, że słońce wschodzi nad dobrymi i złymi, i zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Bóg nie kocha dlatego, że ktoś jest dobry. Kocha, ponieważ jest Ojcem. Kocha, ponieważ drugi jest Jego dzieckiem. To jest istota Boga.
Dlatego Jezus mówi: „Abyście się stali synami Ojca waszego, który jest w niebie”. Nie chodzi o to, aby zasłużyć na bycie dzieckiem Boga. Chodzi o to, aby objawić to, kim już jesteśmy. Etyka chrześcijańska nie jest zbiorem zewnętrznych nakazów, lecz zaproszeniem, aby żyć zgodnie z własną tożsamością. Jesteś dzieckiem Boga — więc żyj jak dziecko Boga. To znaczy: kochaj jak Ojciec.
Najbardziej radykalne objawienie tej miłości widzimy na krzyżu. Jezus nie kocha swoich przyjaciół, lecz oddaje życie za swoich nieprzyjaciół. Tam objawia się prawda o Bogu i prawda o człowieku. Bóg nie jest sędzią, który czeka, aby ukarać. Jest Ojcem, który oddaje życie za swoje dzieci, nawet wtedy, gdy są daleko. A człowiek nie jest niewolnikiem ani sierotą — jest synem, nieskończenie kochanym.
Miłość nieprzyjaciela nie jest przede wszystkim przysługą dla nieprzyjaciela. Jest drogą naszego własnego wyzwolenia. Kiedy kocham nieprzyjaciela, przestaję być niewolnikiem lęku, gniewu i urazy. Staję się wolny. Staję się podobny do Ojca. Jeśli nie kocham, pozostaję zamknięty w sobie, w logice świata, który dzieli ludzi na przyjaciół i wrogów. To jest właśnie przekleństwo: życie bez miłości, życie bez komunii.
Wielki Post jest czasem, w którym Jezus prowadzi nas na szczyt, jak w górskiej wędrówce. Dochodzimy do punktu, z którego widzimy wszystko w nowym świetle. Widzimy, że prawdziwym problemem nie jest to, że inni są naszymi nieprzyjaciółmi, lecz to, że nasze serce nie zna jeszcze w pełni miłości Ojca. Dopóki nie odkryję, że jestem bezwarunkowo kochany, nie będę zdolny kochać bezwarunkowo.
Dlatego Jezus kończy to nauczanie słowami: „Bądźcie więc doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski”. Doskonałość nie oznacza bezbłędności moralnej. Oznacza pełnię miłości. Oznacza serce, które kocha jak Ojciec. Oznacza miłosierdzie.
Dziś Pan zaprasza mnie, abym spojrzał na konkretne osoby w moim życiu — także na te, które są trudne, które mnie ranią lub których nie rozumiem. To właśnie tam objawia się prawda mojej wiary. To właśnie tam mogę stać się synem Ojca.
Prośmy o łaskę, abyśmy w tym Wielkim Poście pozwolili Ojcu kochać nas takimi, jacy jesteśmy. Bo tylko ten, kto doświadcza miłości, może kochać. A tylko ten, kto kocha, naprawdę żyje.



