Jezus pozwalał zapraszać się na posiłki. Lubił przebywać z ludźmi i rozmawiać z nimi. Najlepiej czuł się wśród grzeszników, ludzi błądzących. Dialogi z nimi dostarczały mu prawdziwych „witamin”. Oni zaś byli Mu wdzięczni, że nie pogardza nimi i ma zawsze dla nich czas. Jezus nie odwracał się też od faryzeuszów, jednak zapewne czuł się wśród nich nieco skrępowany. Patrzyli bowiem na Jego zachowanie i często obserwowali, czy przypadkiem nie naruszy etykiety uświęconej przez tradycję, przekazywaną z pokolenia na pokolenie. Nikt też z nas nie akceptowałby, gdyby cała uwaga skupiała się przy stole na naszych gestach, wypowiadanych słowach, jedynie po to, aby wykazać nam jakiś błąd naruszający savoir vivre.
Jezus zaproszony przez faryzeusza, nie umył sobie rąk przed jedzeniem. Wywołało to oczywiście zdziwienie u gospodarza, stróża wiekowych zasad. Tego typu reakcję łatwo zauważyć po samym wyrazie twarzy. Sami wiemy, że nie trzeba słów, aby rozpoznać, czy ktoś jest nam przychylny, czy też nie. Stół dla Żyda był jak ołtarz, który domaga się czystości rąk, zanim się go dotknie. Gospodarzowi, w dodatku faryzeuszowi nawet nie przyszłoby na myśl, że może być inaczej. A jednak. Jezus wykorzystał tę okoliczność, aby mówić o czystości wewnętrznej. Czystość rytualna, zewnętrzna w ogóle nie angażuje serca. Jest spełnieniem tylko przepisu. Chrześcijaństwo jest skoncentrowane na wnętrzu człowieka. Można przywdziać na siebie odświętne, wyprasowane szaty i iść do kościoła, a sercem być bardzo daleko od Pana. Jezus wykazał faryzeuszowi, a poprzez niego całemu temu ugrupowaniu, że są pełni zdzierstwa i niegodziwości. Zdzierstwo (harpage) zakłada gwałtowne działanie pozbawiające kogoś dóbr. Jest w nim zachłanność, chęć taniego bogacenia się. Natomiast nikczemność wiąże się z czynieniem zła, pozbawieniem zasad moralnych. Czymże jest więc zewnętrzna czystość kielicha, misy, o którą troszczyli się faryzeusze w porównaniu z ich brudnym wnętrzem. Dlatego Jezus nazwał ich dosłownie „głupcami” (w tł. polskim mamy słowo łagodniejsze: „bezrozumni”, por. w. 40). Naczynia mają formę zewnętrzną jak i wewnętrzną. Podobnie człowiek ma nie tylko zewnętrzną powłokę, lecz także wnętrze, w którym się myśli, podejmuje decyzje. Bóg jest twórcą całości a nie części.
Wnętrze każdego człowieka jest brudne, splamione, jeśli nie zdzierstwem i nikczemnością, to na pewno sądami, uprzedzeniami, złymi myślami. W sakramencie pokuty dokonuje się oczyszczanie naszego serca. Obyśmy z niego często korzystali. Jezus sugeruje nam także inną możliwość nadawania połysku naszemu wewnętrznemu „ja”. Jest nią jałmużna. Ukryte zaradzanie ludzkiej biedzie wpływa na człowieka w sposób odświeżający. W języku hebrajskim jałmużna jest widziana jako sprawiedliwość, należność dla ubogiego. Jesteśmy bowiem dystrybutorami Bożych darów. Otrzymaliśmy talenty, dobrą pracę, aby mieć także środki dla potrzebujących. W języku zaś greckim jałmużna kojarzy się z miłosierdziem świadczonym drugiemu. Jest dowodem na wrażliwość serca. Zazwyczaj udzielając komuś jakiegoś wsparcia, nie myślimy, że taka postawa ma swój ciąg dalszy. Okazuje się, że wnętrze zostaje dotknięte oczyszczającą łaską. Oczy widzą wtedy ten sam świat, ale inaczej, bardziej miłosiernie. Dlatego św. Paweł zaznacza, że „dla czystych wszystko jest czyste” (Tt 1, 15). Poza tym wzrasta nasza zażyłość z Panem, pogłębiają się więzy nami a Nim.
Jezus będąc zaproszonym przez faryzeusza nie okazał mu braku serdeczności. Prawda mająca na celu wyprowadzenie kogoś z błędu, jest zawsze oznaką miłości do niego. Dzięki szczerości Jezusa względem tego człowieka, skrupulatnie wypełniającego prawo, dowiadujemy się o mocy jałmużny. Każde więc spotkanie, chociaż wydawałoby się pozornie szorstkie, Jezus wykorzystuje jako lekcję objawiającą i pouczającą.



