Kto, kogo, gdzie i jak?

Jezus ostrzega przed szatanem, który ma moc wrzucić nas do piekła. Tak, ale nie zrobi tego bez naszego pozwolenia. Nikogo szatan nie zastąpi w zdecydowaniu o czyimś „tak” albo „nie”. Może się wtrącać, przeszkadzać, oszukiwać, ale decyzji za nas nie podejmie. Jest w tym fakultecie ograniczony na nasze szczęście. Jeżeli mu się to uda, to tylko dlatego, że ktoś mu uwierzył i na to pozwolił.

Moc taką posiada tylko Bóg, ale On też nie zrobi tego bez naszego pozwolenia. Bóg „wtrącił” szatana do piekła, ale była to konsekwencja nieposłuszeństwa anioła opartego na pysze, która dorównywała jego świetności. Także to była świadoma decyzja stworzenia, aby Boga odrzucić. Bóg taką możliwość dał każdemu stworzeniu, aby każde rozumne stworzenie – anioł i człowiek – miało świadomość tego, że jest zdolne stanąć naprzeciw Boga bez Boga. Ale z jasnym skutkiem: na zawsze. Z tym, że anioł nie został przez nikogo oszukany: sam z siebie Boga odrzucił. My zostaliśmy okłamani. To nasze jedyne usprawiedliwienie.

Bóg ma tylko jedno pragnienie w stosunku do swoich rozumnych stworzeń: uczynić je uczestnikami wiecznego szczęścia i w tej dziedzinie dodatkowo oddał siebie samego w ofierze życia, męki i śmierci drugiej Osoby Boskiej. Jezus pokonał te trudności życiowe –  choroby, starość i śmierć – swoim zmartwychwstaniem ogłaszając tym samym panowanie życia wiecznego nad życiem doczesnym już tutaj na ziemi.

„W Chrystusie dostąpiliśmy udziału my również, z góry przeznaczeni zamiarem Tego, który dokonuje wszystkiego zgodnie z zamysłem swej woli, byśmy istnieli ku chwale Jego majestatu – my, którzy już przedtem nadzieję złożyliśmy w Chrystusie”. W tych słowach św. Paweł przypomina nam, że przeznaczeniem każdego człowieka jest przyjaźń z Bogiem w wieczności. Bóg tego chce, i pragnie, abyśmy też tego chcieli, co On chce. Mamy tylko jedno życie na umocnienie w sobie tego przekonania i trwanie w ostrożności wobec tych, którzy temu planowi się sprzeciwiają.

Szatan miał swoje „pięć minut”, w których nie brakowało mu ani inteligencji ani wiedzy do tego, aby powiedzieć Bogu „tak”. Wpadł w sidła własnej pychy, którą pielęgnował w sobie aż do końca nie odrzucając tej myśli jako pokusę tylko przytakując jej jako okazję do podkreślenia samego siebie bez Boga. To niebezpieczny trend, który zawsze oddala nas od Boga: samowystarczalność, która oparta jest na przekonaniu, że istnieję bo mogę istnieć. Nie! Istnieję dlatego, że Bóg tego chce. Ale On nikogo nie zmusza do swego towarzystwa.

Obyśmy zawsze chcieli być blisko Niego. Jak zadbamy o to w czasie, to będziemy się tym cieszyć w wieczności.

ks. Karol Porczak MS