Trędowaty, który upadając na kolana przed Jezusem prosił o uzdrowienie, nie spodziewał się takiej reakcji Pana. Jezusowi aż się dosłownie wnętrzności Jego ludzkiego ciała przewracały (jak sugeruje to uczucie język grecki, w którym Ewangelia Marka została zapisana) tak był dotknięty cierpieniem tego człowieka. Podobnie w liście do Hebrajczyków w pierwszym czytaniu natchniony autor listu mówi, że Bóg przysiągł w gniewie, rozgniewał się na pokolenie Hebrajczyków na pustyni. Bóg się nie gniewa. Bóg się zadręcza naszym oporem i tępotą umysłu, że musi wprowadzać coraz to mocniejsze środki zaradcze.
A my je interpretujemy jako działania wkurzonego Boga…
Nawet sobie tego nie wyobrażamy, jak szkaradnym i destrukcyjnym stanem jest grzech. Nie czujemy, nie widzimy, nie rozumiemy tego, co natychmiast dostrzega, niewinny od momentu poczęcia, Zbawiciel. Przechodzi Jezus przez wszystkie możliwe za Jego życia okoliczności, w których starał się ukazać swoje współczucie – ludzkie współczucie – wobec ludzi, którzy się do Niego zbliżali. Nawet Jego śmierć na krzyżu, po okrutnej męce, nie porusza już wielu ludzi, którzy na wizerunek krzyża patrzą. A przecież taką mocą dysponuje grzech: zabija wcielonego Boga NA ŻYWO. W ten sposób Bóg chciał nam pokazać, jak bardzo osobiście przeżywa każdą krzywdę lub ranę zadaną nam samym przez grzech. Nawet dzisiejszy psalm w refrenie przypomina: „Nie zatwardzajcie serca waszych, gdy mnie słyszycie”. Przecież Bóg chce nam tylko pomóc w restauracji tego stanu, który utraciliśmy przez grzech pierworodny. Nie jesteśmy, bo nigdy nie byliśmy, przeznaczeni do potępienia, tylko do szczęścia wiecznego. Taki był plan, który zniweczyć może tylko osobista niechęć kogoś to tego, aby ten plan przyjąć. Bóg chce nam zawsze pomóc. Oddał nam w tym celu samego Siebie w Swoim Synu. Spróbujmy zrozumieć, jak bardzo Bóg przeżywa nasze utrudzenie i postanawia: Ojciec, Syn i Duch Święty, bardzo stanowczo, abyśmy uwierzyli, że Jestem-Który-Jestem mieszka w Eucharystii pomiędzy nami DLA NAS i cierpi w sposób ludzki na widok krzywdy, którą sobie sami zadajemy.
Nawet w dzisiejszej Ewangelii Jezus odsyła uzdrowionego do kapłanów, aby ZATWIERDZILI uzdrowienie od trądu – które zasadniczo nie przydarzało się wcale – na świadectwo dla nich – kapłanów –, że Bóg czyniący cuda uzdrowienia z nieuzdrawialnego trądu jest MIĘDZY NIMI.
Surowość nakazu Jezusa nie dotyczyła tego, aby uzdrowiony nie mówił nic nikomu, ale żeby właśnie tylko i wyłącznie powiedział o cudzie kapłanom. Niech także i oni mają okazję do doświadczenia dostrzegalnej ulgi, jaką przynosi oczyszczenie z trądu.
Bo taką samą ulgę można dostrzec u penitenta po otrzymaniu przez niego rozgrzeszenia.

ks. Karol Porczak MS


