Uzdrowienie głuchoniemego

Jezus w swojej działalności publicznej przekraczał granice Izraela. Chciał przez to pokazać, że jego misja obejmuje także pogan. Bóg uczynił Go bowiem darem dla wszystkich ludzi. Również nasza dobroć, która objawia działającego w nas Boga, nie może być wybiórcza i kierować się względami polityki czy czyjegoś pochodzenia. Chrześcijaństwo ma wymiar powszechny. Jezus zwracając się do pogan nie myślał o nich w kategoriach wyższości Żyda nad obcymi, czyli gojami. Nadto musiał wzbudzać zaufanie, skoro w Dekapolu przyprowadzono do Niego głuchoniemego. Kto jest głuchy, nie potrafi dobrze mówić. Jego dźwięki są niezrozumiałe. Wydobywa to tekst grecki. Z jednej strony podkreśla głuchotę tego człowieka, z drugiej zaś zaznacza że mówił z trudnością (por. Mk 7, 32). Nasz przekład połączył jego smutną rzeczywistość, zaznaczając, że był „głuchoniemy”. Jest prawdą, że nasza mowa zależy od słuchu. Jeśli go mamy, wówczas rozwija się w nas zdolność mówienia. Bez tego podstawowego organu, nie potrafilibyśmy wypowiadać się w zrozumiały sposób. Stracilibyśmy kontakt z otoczeniem i najprawdopodobniej unikalibyśmy ludzi, pogrążeni w kompleksach.

Jezus uleczył go w sposób cichy. Nie chciał wzbudzać żadnej sensacji. Fakt ten zachowuje swoją wymowę  także dla nas. Dobro świadczy się bez rozgłosu, kamer czy reklamy. Kto nie ma odniesienia do Boga, chciałby w jakiś sposób „uwiecznić” swój chwalebny czyn i znaleźć się wśród wygrawerowanych darczyńców na różnych tablicach. Jezus miał inne pragnienia. Dążył nie do osiągnięcia własnej chwały, lecz do ukazania ludziom Ojca, który dokonywał poprzez Niego licznych i wzbudzających podziw cudów. Kto ma więź z Bogiem wystrzega się ostentacyjnych postaw. Pragnie natomiast, aby poprzez jego czyny jaśniała dobroć Boża.

Skromność Jezusa jest widoczna także w sposobie uleczenia głuchoniemego. W starożytności wierzono, że ślina ma właściwości terapeutyczne. Umieszczenie zaś palców w uszach też nie uchodziło za jakiś nadzwyczajny gest, związany z ówczesną medycyną. Zewnętrznie Jezus nie odbiega więc sztuką leczenia od terapeutów Jego epoki. Natomiast odróżnia Go od wszystkich medyków moc Jego słowa. Głuchoniemy zaczął słyszeć i prawidłowo mówić jako skutek wypowiedzianego nad nim effata, czyli otwórz się. Później gesty Jezusa oraz to aramejskie słowo powtarzano w czasie chrztu w pierwotnym Kościele w Rzymie i Mediolanie, przed wyrzeczeniem się szatana. Chciano w ten sposób uzbroić przyszłych chrześcijan przed atakami złego ducha.  

Aklamacja „otwórz się” zadecydowała o wszystkim. Sprawiła całkowite uzdrowienie dotychczas głuchoniemego. Wiemy z ewangelicznego przesłania, że Jezus otwiera oczy, Pisma, umysł (por. Łk 24, 31.32.45), serce (Dz 16, 14; 17, 3), uszy oraz „rozwiązuje” język. Uszy ogrywają fundamentalne znaczenie, dzięki bowiem usłyszanemu słowu można prawidłowo mówić. Prawda ta odnosi także do poziomu duchowego. Jeśli ktoś słyszy słowo Boże w tym sensie, że jest ono jego przewodnikiem, wówczas myśli i mówi zgodnie ze słowem Bożym, czyli prawidłowo. Testem w tym względzie będzie nasza postawa wobec życiowego krzyża. Jeśli przyjmujemy go, ponieważ wiemy, że mamy w nim zagwarantowaną pomoc z nieba, wtedy będziemy też prawidłowo o nim mówić. Nie jest on bowiem karą, dopustem Bożym, ale narzędziem, którym Bóg posługuje się, aby nasze drogi spotkały się z Jego drogami.

 Uzdrowienie dokonane przez Jezusa wywołało wielki entuzjazm wśród pogan, będących świadkami tego wydarzenia. Nawet Jego nakaz milczenia nie zdołał powstrzymać radości tych ludzi. Przekazywali je, podobnie jak apostołowie obwieszczali Dobrą Nowinę (por. Łk 9, 2). Widać wyraźnie, że Ewangelia i fakty, które jej towarzyszą nie może być przemilczana. Trzeba ją rozgłaszać. Jezus zabraniając opowiadania o uzdrowieniu, kierował się swoją mądrością. Nie chciał, aby poganie myśleli, że jest jedynie uzdrowicielem. Jeszcze nie ogłosił całej prawdy dotyczącej Jego osoby. Wiedział, że zbawcze posłannictwo miał dokonać przez krzyż, a nie przez uzdrowienia, którym zawsze towarzyszył aplauz ludu. Niemniej przykład z uzdrowionym głuchoniemym zachęca nas, abyśmy prawidłowo mówili i byli pełni uznania dla cudów, które mają miejsce także dzisiaj. Oby były dla nas znakiem prawdziwej tożsamości Jezusa jako Boga i człowieka w jednej osobie.

ks. Stanisław Witkowski MS