Jarzmo, ale lekkie

Jarzmo grzechu psuje nasze relacje z Bogiem i ustawicznie sprowadza naszą sytuację do ślepego zaułka. Głównie jest to ciągłe zdawanie sobie sprawy z tego, że jak się nie odwołamy do autorytetu Boga to nic się nie poprawi. Granicą naszego postępowania jest zawsze sumienie, które musi – jeżeli jest uczciwe ­– przyznać się do prawdy, że pewnych spraw nie można już dalej rozwijać jeżeli nie chce się zerwać relacji z Bogiem. W tym jest niebezpieczeństwo, że wielu jest takich, którym taka opcja wystarcza do tego, aby usprawiedliwić swoją niewiarę. Bo tak jest wygodniej!

Jezus właśnie dzisiaj mówi, aby wziąć JEGO jarzmo na siebie. A Jego jarzmo jest to samo co nasze: zaprowadza Jezusa – jako człowieka – do tych samych „ślepych zaułków” co nasze. Jest zmęczony powolnością w rozumowaniu swoich uczniów, jest otaczany ludźmi, którzy potrzebują uleczenia, pocieszenia i nauczania. I w końcu także On jest wystawiany na próby przez faryzeuszy, uczonych w piśmie i samego szatana. Ale jedno w Jego jarzmie jest zawsze takie samo: Ojciec jest tym, który Jezusa nigdy nie opuszcza, a Jezus ze swej strony jest tym, którego nigdy nie opuszcza myśl, że Ojciec Mu zawsze pomoże.

W takiej konfiguracji relacji co może być niebezpieczne dla Jezusa?

Nawet sąd, ukrzyżowanie i śmierć były dla Jezusa wydarzeniem opatrznościowym, w którym Bóg przygotował szersze rozumienie historii, do której potrzebował takiego jak Jezus – niezrywającego z Nim – Bogiem Ojcem ­­– relacji.

I w tym jest słodycz, którą Jezus doskonale rozumiał. Nie ma takiego utrudzenia, któremu Bóg by nie dał rady.

I to przynosi ukojenie.

Ks. Karol Porczak MS