Jeszcze nie teraz (J 16, 12-15)

Nikt z nas nie wie, jak potoczy się nasze dalsze życie. Jest to tajemnica pokryta dość szczelną zasłoną. Pozostają nam jedynie przypuszczenia, które jednak mogą nie mieć nic wspólnego z rzeczywistością. Nie znamy więc przyszłości. Bóg ją zakrył przed nami. Podobnie uczynił Jezus ze swoimi uczniami. Nie odsłonił przed nimi, co ich czeka, ponieważ mogliby się przestraszyć późniejszej misji. Wiemy, że apostołowie z wyjątkiem Jana, ponieśli śmierć męczeńską. Gdyby ten fakt został im objawiony zaraz na początku ich powołania, z pewnością nie podjęliby ryzyka pójścia za Chrystusem.

Jezus jest świetnym pedagogiem. Nikomu nie nakłada ciężaru ponad siły. Od dziecka nie wymaga, aby kochało kogoś, kto zniszczyłby zbudowane przez niego konstrukcje piaskowe. Poganinowi nie nakazuje, aby nie czcił mamony. Natomiast przed chrześcijaninem będzie stawiał wysoko poprzeczkę, ponieważ wcześniej uzdolni go, aby ją pokonał. Nie dziwi więc fakt, że Jezus mówi także do nas: „jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz znieść nie możecie” (w. 12). Rzeczywiście, bez Ducha Świętego nie można sprostać żadnej przeszkodzie, ani ponieść żadnego ciężaru. Będąc z Nim każde brzemię okaże się dla nas lekkie.

Apostołowie sprzeciwiali się Jezusowi, gdy zapowiadał swoją mękę. Kiedy zaś zobaczyli Go pojmanego przez wrogów, wszyscy uciekli (por. Mk 14, 50). Ich wcześniejsze deklaracje o wierności do końca „przeminęły z wiatrem”. Nie dziwimy się temu, mając na uwadze przesłanie zawarte szczególnie w Ewangelii Jana. Nie otrzymali jeszcze Ducha Prawdy. Bez Niego nie można być wiernym Jezusowi. Dobra Nowina polega na tym, że Chrystus udziela stopniowo swego Ducha i uzdalnia do akceptacji rzeczywistości, która otwiera się przed nami. Co więcej, daje moc do składania świadectwa o jedynym Bogu. Jeśli wcześniej nie uczynił tego w nas, to znaczy, że nie byliśmy na tyle dojrzali, aby przyjąć ożywiającego Ducha. Chrystus dostraja się do naszych możliwości. Liczy się z naszym wzrastaniem w wierze i szanuje wypowiedziane przez nas „nie” lub „tak”.

Duch Prawdy działa we wnętrzu człowieka i doprowadza do Prawdy, którą jest Jezus (por. J 14, 6). Wtedy zmienia się już nasza optyka. Widzimy wszystko przez pryzmat naszego Mistrza. Odkrywamy dwa fundamentalne wydarzenia, które rozstrzygnęły o naszej teraźniejszości i przyszłości. Chodzi o śmierć i zmartwychwstanie naszego Pana. Śmierć w znaczeniu szerszym obejmuje także nasz krzyż, zmagania, prześladowania. Natomiast zmartwychwstanie wskazuje na kres udręk, zwycięstwo i ostateczny triumf. Mając w sobie tę perspektywę, która jest darem Ducha Prawdy, można stawić czoła wszelkim bolesnym przeciwnościom. Śmierć zwiastuje zmartwychwstanie, jak to miało miejsce w życiu Jezusa. Trzeba nam tylko przyjąć fakt, że Duch Święty prowadzi każdego według własnej pedagogii, jednego szybciej, drugiego wolniej. Obyśmy na każdym poziomie dojrzewania we wierze wypowiadali jedynie „tak”. Wówczas Duch Prawdy napotyka otwarte drzwi i może w nas skutecznie działać. Natomiast każda zwłoka, dystans wobec Niego byłby znakiem, że musi jeszcze czekać ze zbawczą interwencją.

ks. Stanisław Witkowski MS