Każdy z nas odczuwa radość, gdy czuje, że znalazł słuchaczy, którzy postępują według udzielonych im wskazówek. Podobnie jest z Jezusem, Nauczycielem prawdy. Słuchanie i postępowanie zgodnie z Jego nauczaniem napawa Go szczęściem, ponieważ widzi, że Jego misja jest nadal kontynuowana.
Kazanie Jezusa na równinie (Łk 6,20-49) stanowi w Ewangelii Łukasza krótszą wersję Kazania na górze znajdującego się u Mateusza (Mt 5-7). Ilekroć Mistrz z Nazaretu naucza, kładzie nacisk na słuchanie i wypełnianie słowa. Samo „ucho” nie wystarcza. Duch Boży otrzymywany w trakcie słuchania, pragnie objawić się przede wszystkim w czynie. Wiara w niewidzialnego Boga czyni Go obecnym, dostrzegalnym jedynie w naszych postawach. To właśnie one mogą komuś otworzyć oczy na pozaziemski świat. Czyny są jak owoce. Jedne smakują, inne w ogóle nie nadają się do spożycia. Owoc ściśle łączy się z rodzajem drzewa. Dobre drzewo wydaje dobre owoce. Odwołując się do naszych spostrzeżeń, wiemy, że jabłoń obdarzy nas soczystymi jabłkami. Winogrona zaś nie wyrosną na krzewach z kolcami. Tego typu proste obserwacje służą Jezusowi do wyrażenia głębokiej prawdy, że człowiek może owocować, zadziwiać innych swoimi postawami, jeśli tylko słyszy i kieruje się słowem Bożym. Natomiast gdy jedynie słucha i nie wciela go w życie, wówczas staje się jak bezowocny cierń. Zamieszka w nim niezadowolenie i zniechęcenie. Będzie nimi zarażał innych, a przecież mógłby im przywracać nadzieję i wzbudzać wiarę, gdyby spotkało się w nim słuchanie wraz z czynieniem.
Jezus podsumowuje te obserwacje kładąc nacisk na serce człowieka. Dobroć człowieka nie jest przypadkowa. Rodzi się w sercu, które według mentalności hebrajskiej jest źródłem i siedzibą myśli, słów i decyzji. Jeśli jest ono karmione słowem Bożym, rodzącym w nim echo, wtedy rozstrzyga o dobroci człowieka i manifestuje się na zewnątrz. Wówczas mówimy o kimś, że to dobry człowiek. Jest w nim spójność mówienia i czynienia. Gdy natomiast docierają do serca dobre słowa, ale nie znajdują w nim rezonansu, wtedy widać to także na zewnątrz. W tym właśnie kontekście Jezus mówi dalej: „Czemu to wzywacie mnie <Panie, Panie>, a nie czynicie tego, co mówię. Wiara jest kompletna wtedy, gdy towarzyszą jej czyny, a słuchanie prowadzi do świadectwa. Rzeczywistości te powinny być nierozdzielne jak sakrament małżeństwa.
Jezus w ostatecznej konkluzji swego kazania jeszcze raz powraca do tego samego tematu, czyli otwartego ucha i czynu. Człowiek postępujący w ten sposób, buduje fundamenty domu na skale. Kopie głęboko, ponieważ wznosi go na równinie, nawiedzanej przez powódź. Drugi natomiast budowniczy jest opanowany przez lenistwo. Nie podejmuje wysiłku, aby zabezpieczyć dom na przyszłość. Jest tak krótkowzroczny, że nie myśli o powodzi, która może nadejść zupełnie niespodziewanie. Konstrukcja pierwszego budowniczego przetrwa każdy kataklizm, druga zaś jest skazana na upadek. Znów mamy do czynienia z sugestywnym obrazem. Słuchanie i wcielanie słowa okazują się skałą w życiu człowieka, gdy napotyka sytuacje kryzysowe. Natomiast samo słuchanie jest czymś tak płytkim, że nie stanowi żadnego zabezpieczenia w obliczu zagrożeń i życiowych prób.



