Bóg dotykający Ziemię

Wspaniała świątynia Salomona została ukończona. A mądry król w swojej modlitwie – jednej z najdłuższych i najpiękniejszych w Piśmie świętym – zadaje retoryczne pytanie: „Czy jednak naprawdę zamieszka Bóg na ziemi? Przecież niebo i niebiosa najwyższe nie mogą Cię objąć, a tym mniej ta świątynia, którą zbudowałem”. Ma rację, a jednak świątynia powstała. W jej sercu została umieszczona Arka Przymierza, która zawierała „nic, poza Tablicami Mojżesza”. Ale to „nic” jest  właśnie tym „wszystkim, co potrzebujemy mieć”.

Tamta świątania została zburzona. Następna, zbudowana przez Heroda Wielkiego, przetrwała tylko do 70. roku. Ale obie świadczyły o tym, że Bóg zgodził się do nas przybliżać w swoim majestacie uobecnionym w świątyniach Jemu poświęconych. Tych chrześcijańskich także i chyba w tych niechrześcijańskich. Jednak najdoskonalszą doczesną sposobność do spotkania odnalazł we Wcieleniu.

Dzisiaj jego dotyk spotyka się przede wszystkim z czterema palcami kapłana wypowiadającego słowa konsekracji. Kiedy je wypowiada i trzyma w palcach chleb w kształcie okrągłego opłatka, Bóg dotyka Ziemi przez jego palce i przez chwilę pozwala się unieść w górę, aby wzrok ludzi obecnych na Eucharytii spoczął na Hostii przez moment zastygając w bezgłośnym wyznaniu „Pan mój, i Bóg mój!” A potem następuje najbardziej intymne spotkanie Boga z człowiekiem w małym komunikancie spoczywającym na języku przyjmującej komunię osoby aby wejść przez tą ludzką bramę do serca, wnętrza, duszy i życia ludzkiego istniejącego  niepowtarzalnie w każdym z nas.

Pięknie ten „mikrostyk” wyraził C. K. Norwid w swoim wierszu „Pielgrzym”:

Nad stanami jest i stanów-stan.
Jako wieża nad płaskie domy
Stercząca, w chmury…
Wy myślicie, że i ja nie Pan,
Dlatego że dom mój ruchomy
Z wielbłądziej skóry …
Przecież ja — aż w nieba łonie trwam,
Gdy ono duszę mą porywa,
Jak piramidę!
Przecież i ja — ziemi tyle mam,
Ile jej stopa ma pokrywa,
Dopokąd idę! …

W dzisiejszej Ewangelii Jezus stopniowo odwodzi inspektorów faryzeiskich z Jerozolimy od przypisywania obecności Bożej w zupełnie mało ważnych sytuacjach, miejscach i przedmiotach. Można się dokładnie myć, odwracać od przedmiotów nieczystych, a Bóg i tak przenika te ludzkie „zabezpieczenia” i widzi samo serce człowieka. Czy tego człowiek chce, czy nie – ON je widzi takim, jakie naprawdę jest.

W następnych wierszach Ewangelia, kontynuując przypomniane dzisiaj wstępne zabiegi Jezusa odwodzące od nieistotnych ceremoniałów, przywoła nieśmiertelną prawdę: „Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka [przez usta i poprzez wszystkie jego zmysły], co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz to, co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym”.

Dobrze by było to zawsze pamiętać…

ks. Karol Porczak MS