POJEDNANIE Z KOŚCIOŁEM Centrum Pojednania La Salette, Dębowiec
Varia   ❯   POJEDNANIE Z KOŚCIOŁEM
23 marca 2010

POJEDNANIE Z KOŚCIOŁEM

Z arcybiskupem archidiecezji częstochowskiej Stanisławem Nowakiem rozmawia ks. Bohdan Dutko MS

Dlaczego tak wiele osób utożsamia Kościół ze stanem duchownym?

Bo ludzie nie rozumieją, że Kościół to Lud Boży. Bo nie rozumieją tajemnicy Kościoła. Jest to zapewne jakiś brak w podstawowej katechezie; nie wiedzą, że jest to Mistyczne Ciało Chrystusa, dalszy ciąg posłannictwa Chrystusowego.

Co Ksiądz Arcybiskup myśli o deklaracjach w rodzaju: Bóg tak, Kościół nie! Mówię tak Jezusowi, lecz nie Kościołowi?

foto. ks. Bohdan Dutko MS

Jeśli rozumie się misję Chrystusa – zbawienie – musi się przyjąć prawdę o Kościele. Trzeba o tym pamiętać. Jeśli nie rozumie się Chrystusa, to nie rozumie się i Kościoła. Jest to, niestety, częsta choroba naszych czasów. Gdy mówimy Kościołowi nie, tym samym mówimy nie Chrystusowi. Nie można przynależeć do Chrystusa, nie przyjmując prawdy o Kościele. Prawda o Kościele wiąże się nierozerwalnie z całością prawdy naszej wiary.

Młode pokolenie zarzuca Kościołowi, że jest przestarzały i skostniały w formie i treści przekazu. Czy rzeczywiście Kościół boi się nowości… nowych myśli, nowych wyzwań?

Kościół nie może bać się nowych wyzwań, bo jest posłany do wszystkich czasów, wszystkich pokoleń, wszystkich narodów. Idźcie na cały świat, powiedział Chrystus, nauczajcie wszystkie narody. Kościół w zasadniczy sposób sprzeciwiłby się Chrystusowi, gdyby nie był dla ludzi wszystkich czasów, dlatego stwierdzenie, że Kościół boi się swoich czasów jest absurdalne. Boi się ten, kto nie dość zawierzył Jezusowi. Chrystus powiedział: bramy piekielne Go nie przemogą. Owszem, bramy piekielne będą, czyli będzie obecne działanie zła i to nieraz bardzo intensywne, ale ostatnie słowo będzie należeć do Chrystusa.

Księże Arcybiskupie, myśląc o świecie nie unikniemy problemu mediów. Dlaczego media są zainteresowane bardziej stroną instytucjonalną Kościoła niż stroną duchową?

No cóż, media są nastawione na sukces zewnętrzny, sensację, służą człowiekowi, który pragnie zaspokoić swoją ciekawość, realizować zewnętrzne potrzeby. Ludzi mediów często nie interesują głębsze wartości. Trudniej je pokazać, dlatego nastawieni są do nich negatywnie. Niestety, kto nie rozumie Bożych spraw, nie będzie także na nie wrażliwy. Mówiąc o Kościele będzie szukał jego zewnętrznej strony i pokazywał wyłącznie jego negatywy. Kościół jest podobny do drzewa jabłoni, z której spadają jabłka zdrowe i zgniłe. Można pokazywać tylko te zgniłe i tym się fascynować, ale takie podejście prowadzi do poważnego błędu.

Żyjemy w świecie zglobalizowanym, w którym internet pozwala łączyć się z innymi bez potrzeby bezpośredniego spotkania. Powstaje wirtualna wspólnota, której członkowie uważają, że nie mają potrzeby uczestniczyć we wspólnocie Kościoła. Mówią wprost: dlaczego mam chodzić do Kościoła?

Pewnie nie zeszli w głąb, nie weszli w siebie. Chrystus wołał, by wypłynąć na głębię. Tak bym to tłumaczył.

Nowe wspólnoty i ruchy w Kościele rodzą często różnego rodzaju napięcia i emocje. Papież Benedykt XVI nie krył wobec nich swojej sympatii, być może jeszcze bardziej niż Jan Paweł II. Będąc kardynałem napisał w książce Moje życie, że przyszłość Kościoła to małe wspólnoty. A zmarły tragicznie ks. bp Chrapek mówił wręcz, że są one nadzieją Kościoła. Jak postrzega Ksiądz Arcybiskup rolę nowych rzeczywistości w Kościele w Polsce?

J. Ratzinger jeszcze jako biskup rzeczywiście tak mówił. Była taka moda i wszyscy uważali, że ta mała trzódka uratuje Kościół. A więc twórzmy małe trzódki, idźmy w ruchy. Wydaje się jednak, że popełniono błąd, gdy zostawiono masy i zaczęto lekceważyć religijność ludową, masową i podśmiechiwać się z niej. To wielki błąd, wielki grzech. Trzeba było czynić jedno i nie zaniedbywać drugiego. Kościół jako mała trzódka to była wizja Karla Rahnera. On głosił tę teorię i wierzył, że to ocali Kościół. Za tym poszedł Sobór Watykański II, który uznał, że parafia jest wspólnotą wspólnot. Bo rzeczywiście mała wspólnota daje możliwość głębszego doświadczenia wiary, także pomaga, gdyż jej członkowie wspierają się wzajemnie. We wspólnocie to lepiej widać i jest bardziej skuteczne. Człowiek ma potrzebę relacji z braćmi, a nie bycia w anonimowym tłumie.

Kiedyś św. Dominik, będąc w Paryżu, spotkał pielgrzymów z Niemiec, ale nie znając języka niemieckiego martwił się, że nie może im głosić Dobrej Nowiny. Powiedział wtedy do brata Bertranda: „Pomódlmy się, abyśmy mogli ich zrozumieć i dzielić się z nimi Dobrą Nowiną”. To ciekawe, że nie modlił się o to, aby to Niemcy jego zrozumieli. Księże Arcybiskupie, co i jak czynić, abyśmy jako Kościół mogli rozumieć współczesny świat i współczesnego człowieka?

To jest ważny problem i bardzo trudne zadanie. Nie ma ludzi, których można by wykluczyć z ewangelizacji, nie wolno nikogo przekreślać. Jeżeli mój brat nie rozumie Bożych spraw, to trzeba próbować „wejść w jego skórę”, aby go zrozumieć. To pierwszy krok. Trzeba być bratem w jego słabości, ale nigdy w grzechu. Przybliżyć się do niego, by mu pomóc. Trzeba wychodzić do człowieka, zbliżyć się do niego, aby móc nieść orędzie miłości Chrystusa Zmartwychwstałego.

A jak rozumieć słowa papieża Jana Pawła II: „Idźcie i głoście na dachach, idźcie i głoście na ulicach”?

No właśnie tak – dosłownie. Teraz dużo ludzi (na przykład wspólnoty neokatechumenalne) tak właśnie postępuje. Chodzą po ulicach, wchodzą do szpitali, urzędów, barów czy restauracji. Są też nowe sposoby prowadzenia rekolekcji przy pomocy różnych ruchów. Niedawno takie rekolekcje z wielkim sukcesem przeprowadził Ruch Przymierza Rodzin. Zaangażowanych było kilkadziesiąt osób, które poszły dosłownie na ulice, siadały, czytały, modliły się razem, żeby na wszystkie możliwe sposoby głosić Chrystusa.

Na rekolekcjach wielkopostnych można zaobserwować, że rano przychodzą osoby po sześćdziesiątce, wieczorem ta sama średnia wieku. Ludzie około 40−tki to rodzynki. Nie ma pokolenia dwudziesto- i trzydziestolatków. Nie ma przełożenia tradycji religijnej na młodsze pokolenia. Nie ma młodych…

Tak, to rzeczywiście jest wielki problem, że młodzież ucieka. Statystyki mówią, że w ostatnich latach frekwencja młodych w Kościele spadła o 15%… Trzeba za nimi podążać. Musimy mieć niespokojne serce dobrego pasterza i szukać zagubionych owiec.

Czytamy w Apokalipsie, że „Bóg stoi u drzwi i kołacze. Jeśli ktoś Go wpuści to będzie z nim wieczerzał”. Parafrazując te słowa możemy powiedzieć: oto do drzwi Kościoła kołacze wielu ludzi, czy drzwi naszego Kościoła nie są za mocno zamknięte? Kiedyś Czesław Miłosz wołał do nas, abyśmy mieli więcej szacunku dla słabiej wierzących. Czy nie jest tak, że za mało tworzymy przestrzeni na wspólne wieczerzowanie?

Trzeba nam się ciągle bić w piersi… Trzeba pamiętać, że są granice ludzkich serc; człowiek może się zamknąć w sobie, lecz Chrystus potrafi go otworzyć. Należy położyć nacisk na długą, wielką modlitwę, nie oczekując szybkiego sukcesu ewangelizacyjnego. Nie jest to takie łatwe. Sukces jest zawsze pewnym oszustwem. Poza tym chrześcijaństwo nie jest religią sukcesu tylko męczeństwa, umierania.

foto. ks. Bohdan Dutko MS

Czy przypadkiem nie brakuje nam w Polsce ludzi z proroczym myśleniem, którzy mają odwagę myśleć o Kościele o krok dalej niż kolejna koronacja, peregrynacja, czy jakaś zbożna akcja duszpasterska?

Na pewno byłoby lepiej dla Kościoła, gdyby takich protagonistów było więcej. To prawda, potrzeba wielu takich proroków wśród proroków, którzy wydają się mniejszymi, choć są większymi. Jest ogromne zapotrzebowanie na takich charyzmatycznych przywódców. Bóg jednak nie zawsze daje ludzi, których na to stać, a jeśli nie daje wielkich wodzów, albo daje ich niewielu, to musimy zgodzić się na tych, którzy są.

Co Ksiądz Arcybiskup myśli, gdy słyszy o Kościele toruńskim i łagiewnickim…

Głupie, niesłuszne, nieprzemyślane. Ktoś to rozróżnił tendencyjnie. Nie ma takich Kościołów, to jest przewrotność. Ja jestem związany i z Łagiewnikami i z Maryjnością i nie widzę tutaj odmienności. Można natomiast mówić o różnych charyzmatach, że w Łagiewnikach kładzie się bardziej akcent na Miłosierdzie Boże, a w środowisku Radia Maryja bardziej na Maryjność, chociaż nie całkiem. Tutaj trzeba też powiedzieć o Jasnej Górze, że ma wymiar Maryjny. Pod imieniem Maryi istnieje Kościół trzymający się mocno tradycji.

Proszę o słowo dla tych, którzy z nadzieją patrzą w stronę Kościoła, ale jeszcze dziś są poza nim lub na jego obrzeżach i brak im odwagi, aby zapukać, by ten Kościół stał się ich domem, rodziną. Proszę o słowo do nich.

Szukajcie a znajdziecie, pukajcie a będzie wam otworzone. Można inaczej to ująć: niech szukający próbują się modlić, a usłyszą pukanie Chrystusa. Dlatego pukanie do wrót Kościoła i pukanie Jezusa do ludzkich serc trzeba zawsze traktować łącznie. Kościół jak matka czeka na nich z otwartymi ramionami.

Księże Arcybiskupie, dwadzieścia pięć lat sakry biskupiej, dwadzieścia lat posługi Kościołowi częstochowskiemu. Czy łatwo było kochać ten Kościół, czy łatwo było mu służyć? Jak Ksiądz Arcybiskup oddawał swoje życie, swój trud dla tej Oblubienicy?

Przyznam tutaj, że jestem taki dziwny– nie było mi trudno. Po to jestem, aby służyć. Wolałbym, żeby było lepiej, żeby ludzie byli bardziej otwarci na słowo Boże, ale nigdy się nie zniechęcałem, bo prócz obojętnych jest tylu wspaniałych ludzi; jedno rekompensuje drugie i dlatego wciąż idę naprzód.

foto. ks. Bohdan Dutko MS

Częstochowa, marzec 2010 r.