Jestem szczęśliwy Centrum Pojednania La Salette, Dębowiec
Varia   ❯   Jestem szczęśliwy
15 kwietnia 2020

Jestem szczęśliwy

O ogarkach dla Pana Boga i męskich łzach wylewanych za filarem w kościele z Maciejem Skoczeniem rozmawia ks. Bohdan Dutko MS

 

 Jak to się stało, że poruszasz się na wózku?

Mam złamany kręgosłup i niedowład dwóch kończyn. W 2008 roku latałem w okolicach Limanowej na paralotni. To było w terenie leśnym i zahaczyłem o czubki drzew. Spadłem z wysokości 24 metrów, czyli szóstego−siódmego piętra. Wiem, że Bóg mnie ochronił i dzięki temu żyję.

Jaka była twoja pierwsza reakcja?

Kiedy uderzyłem o ziemię i jak opadł kurz i pył, to szybko składałem obietnicę, że przestaję pić, kląć i palę. Od razu Panu Bogu rzuciłem ogarkami. Chciałem, żeby Pan Bóg mnie uratował bo wiedziałem, że to jest poważny wypadek. Zostałem przewieziony do szpitala w Limanowej a następnie do szpitala Rydygiera w Krakowie. Wydawało mi się, że mam nogi takie jak dziesięć nóg, potężne balony. W szpitalu uświadomiłem sobie ile zła w życiu narobiłem. Dostałem takie wewnętrzne natchnienie, żeby wołać o księdza. Wtedy nie myślałem, czy wyjdę czy nie wyjdę z tego, a tylko pragnąłem się wyspowiadać.

To znaczy, że przed tym feralnym lotem piłeś, kląłeś…?

Byłem złym człowiekiem, byłem kawałem drania, absolutnego, despoty, awanturnika, krzykacza, uzależniony od alkoholu.

 Przyszła ci do głowy taka myśl, że „Bóg mnie pokarał?”

Mimo, że niekiedy jeszcze widzę Boga jeszcze jako sędziego sprawiedliwego, to jeśli chodzi o wypadek, to bardziej widzę w tym rękę Boga, że zostałem uratowany, bo prawie sto procent osób, którzy spadają z takiej wysokości po prostu ginie.

A jak długo leżałeś w szpitalu.

Po pięciu miesiącach z rehabilitacją w łącznie wróciłem do domu na wózku. Mądrzy ludzie z fundacji nauczyli mnie, moją żonę, rodzinę, żeby nie robić dodatkowych uchwytów, gdyż to wszystko, niby na początku pomaga, ale później nie pomagają w normalnym funkcjonowaniu.

 

Byłeś mężem i ojcem…

Tak, byłem w małżeństwie. Myślałem, jak ja bym zareagował będąc w odwrotnej sytuacji, że to żona miałaby wypadek? Żona stanęła na wysokości zadania. Czyniła wszystko, aby scalić nasze małżeństwo.

 Przeżyliście kryzys małżeński.

Po wypadku nie stałem się od razu lepszym człowiekiem. Rzuciłem Panu Bogu ogarkami, ale we mnie nie było żadnej poprawy. Użalałem się nad sobą, a to już jest prosty mechanizm do picia. Alkohol to jest równia pochyła w dół. Dotknąłem dna. Świat mi legł w gruzach. Żona dłużej nie wytrzymała i zostawiła mnie. Przez dwa i pół roku byliśmy w separacji ale dziś już znów jesteśmy razem.

Jak to się stało?

Będąc na dnie, zacząłem chodzić do Łagiewnik do sanktuarium Miłosierdzia Bożego, gdzie stałem tam za filarem i płakałem. Wypłakiwałem mój ból, jak to mi było źle, że zostałem sam. To był ciekawy czas.

Pan Bóg dotknął mojego serca i zobaczyłem tak naprawdę, całe zło, które robiłem dzieciom i żonie. Napisałem list do żony, oskarżając siebie za złe rzeczy, które uczyniłem. Uważam, że przeżywałem wtedy moje nawrócenie. Pan Bóg wydobywał mnie z mojej pychy i mojego egoizmu i przeciągnął mnie na swoją stronę. Powolutku, z miesiąca na miesiąc, z roku na rok, prowadzi mnie drogą trzeźwości. Dziś jestem we wspólnocie neokatechumenalną.

Jak do niej trafiłeś?

Dostałem pragnienie łażenia po Krakowie i przyglądania się różnym wspólnotom w Kościele. Absolutnie nie wiedziałem w ogóle dlaczego to robię. I tak trafiłem na katechezy dla dorosłych w sanktuarium Jana Pawła II w Krakowie. Wcześniej nic nie wiedziałem o neokatechumenacie. Łaziłem na te katechezy i poczułem w sercu, że Bóg tam mnie przyprowadził. Wtedy nie rozumiałem po co, dzisiaj już wiem! Bóg kładzie absolutnie nowy fundament dla mojego życia. Nie jesteśmy już w separacji. Żona powróciła do mnie, i to nie jest żadna moja zasługa.

Pan Bóg buduje dalej?

Tak, każdego dnia. Teraz moje życie jest lepsze niż przedtem, kiedy chodziłem na nogach. Mam wózek sportowy (śmiech)! Jak ktoś patrzy na mnie, to może się użala i myśli, że taki biedny jestem…, a ja mówię: bracie, jaki ja jestem szczęśliwy.


Czytaj o podobnych świadectwach w najnowszej książce ks. Bohdana Dutko MS  „Stał się cud