Bóg przez cały czas mnie kochał Centrum Pojednania La Salette, Dębowiec
Varia   ❯   Bóg przez cały czas mnie kochał
10 kwietnia 2020

Bóg przez cały czas mnie kochał

Z Muńkiem Staszczykiem, liderem zespołu T. Love rozmawia ks. Bohdan Dutko MS

Rozmawiamy w Sanktuarium Matki Bożej Płaczącej. W jednym z utworów napisałeś, że „chłopaki nie płaczą”. Jak to było z Twoim płaczem w Medjugorie?

To były łzy syna marnotrawnego. Droga mojego nawrócenia doprowadziła mnie do Maryi. Wcześniej w ogóle nie rozumiałem roli Maryi.

Pochodzę z Częstochowy i wyrastałem pod egidą Matki Bożej Częstochowskiej. Spacerowałem z babcią na Jasną Górę. Lubiłem klasztor i kaplicę, ale dopiero od pięciu lat jestem w świadomej relacji z Maryją.

Starszy ksiądz po spowiedzi powiedział mi: „chłopie, tobie potrzebne jest większe duchowe przeżycie, jedź do Medjugorie”. Także mój kolega salezjanin ks. Dominik Chmielewski powiedział: „Jedź, bo ja też tam przeżyłem swoje nawrócenie, to jest święte miejsce. Zabierz żonę i jedź”.

I…

W 2013 roku pojechaliśmy z Martą, moją żoną i zamieszkaliśmy u s. Agnieszki z włoskiej wspólnoty Nowe Horyzonty. Członkowie tej wspólnoty wychodzą na ulicę do ludzi upadłych, głównie narkomanów i prostytutek. I ona wzięła nas w obroty. Weszliśmy na górę objawień. Obok nas Rosjanie, Węgrzy, Włosi, kakofonia języków, taka językowa wieża Babel, i wszyscy odmawiali różaniec. To jakiś absurd, co ja tu robię? Nigdy wcześniej różańcem się nie modliłem. Najpierw dla mnie była to jakaś abstrakcja, ale zacząłem „łapać” rytm tej modlitwy, sens zatapiania się, powtarzania itd., i zaczęło mi to sprawiać przyjemność.

Zaczęły dziać się małe cudeńka. Na Mszy św. „zawiesiła” się komórka Marty, i „od-wiesiła” się w drodze powrotnej na terenie Chorwacji. Zrobiliśmy zdjęcie Maryi w kościółku pod Medjugorie, na którym jest poświata…

Zaczęliśmy czuć atmosferę, bliskość… Podczas Mszy w języku włoskim poczułem bliskość Maryi. Mówię do siebie, Zygmunt, jaki by byłeś głupi… Matko, przepraszam Cię za to wszystko. Maryjo moja kochana, Ty mnie tak bardzo kochasz, przepraszam Cię za moje życie… Cieszę się i ryczę… Patrzę na moją żonę i widzę, że też ryczy. Poczułem powrót… Zaczęliśmy modlić się codziennie różańcem, i tak jest do dziś.

Co się wydarzyło w 1998 roku?

W tamtym roku uczyniłem pierwszy krok na drodze nawrócenia, która cały czas trwa. Nie wyparłem się Boga, nie, tylko pochłonął mnie show biznes, popularność, wszystkie zabawki tego świata: używki, alkohol, marihuana, narkotyki, kobiety. Byłem bardzo skoncentrowany na sobie.

Ale do kościoła nie chodziłeś?

Zdarzało mi się wejść do kościoła z okazji komunii naszych dzieci. Były też spowiedzi kompletnie niepoważne, bez rachunku sumienia…

I nadszedł maj…

Zadzwonił do mnie o. Wojciech Jędrzejewski, dominikanin – dziś mój przyjaciel, który zaprosił mnie na spotkanie z młodzieżą w Warszawie w kościele na Służewiu. Byłem wtedy w okresie zachłystywania się popularnością zespołu i żyłem w nieustającej balandze, w ciągu alkoholowym i narkotykowym, uzależniony od amfetaminy.

Poszedłem skacowany. Powitał mnie z uśmiechem młody ksiądz. Salka pełna młodzieży. Fajnie gadają, fajnie pytają. Myślę, kurde, fajny ten Wojtek. Na pożegnanie dał mi książkę francuskiego teologa W co wierzę. Zacząłem czytać i nastąpiła we mnie fascynacja Chrystusem. Pierwsza spowiedź po 12 czy 16 latach, nie pamiętam. Ta spowiedź była wstrząsem, dużym oczyszczeniem i skończyła się wielkim płaczem.

To był początek, który trwa już dwadzieścia lat. Wojtek odegrał dużą rolę w moim nawróceniu.

Czy były sytuacje, o których powiedziałbyś dziś, że Bóg pukał do twoich drzwi?

Pamiętam kilka spotkań, które były takim pukaniem. Przytoczę jedno. Był rok 1990, wróciłem z Anglii z wizją ulepszenia zespołu, żeby stał się bardziej profesjonalny. Nagrywaliśmy płytę Pocisk miłości, i podczas sesji nagraniowych przyjechał jakiś facet z Lublina i odwoził nas samochodem do Warszawy.

Siedziałem na tylnym siedzeniu z kolegą Jankiem. Popiliśmy piwo, paliliśmy jakąś trawę i ten facet zapytał mnie: po co ty robisz to, co robisz? Jak to po co, jak to po co, stary, dla ludzi, dla ludzi, żeby było fajnie, żeby zagrać duże koncerty. Ok., ok., ale w ogóle po co? Zacząłem się śmiać. Zadajesz mi dziwne pytanie, ale o co ty mnie właściwie pytasz? Byłem zdenerwowany. Pytam cię, czy nie mógłbyś tego robić na przykład dla Boga?

Ogarnął mnie śmiech. Janek, słyszysz powiedziałem, o co ten gość mnie pyta i wysiadłem. To był rok 1990, minęło osiem lat i nastąpił pierwszy krok na drodze nawrócenia.

Poznałeś miłość Maryi?

Tak, ciągle poznaję. Zły kombinował, żebym w ogóle nie poznał Maryi. Ale dzięki Bogu to światło na mnie spłynęło… Szatan nie ma z Nią żadnej szansy. Mam krótki staż relacji z Maryją, ale czuję Jej ogromne wsparcie. Każdego dnia chcę iść z Maryją. Jak mnie dopada pożądliwość, to oddaję się Maryi mówiąc: zrób coś z tym, proszę pomóż, i pomaga. Maryja studzi męskie namiętności, bo jest kobietą. Sprawia, że łagodnieję. Z Maryją jest lepiej. Odkąd Maryja pojawiła się w moim życiu, dużo rzeczy dzieje się na plus.

Moim największym problemem były grzechy hedonistyczne: nadużywanie alkoholu i nieczystość. Z tym wszystkim zacząłem się zwracać do Maryi. Zostałem chwycony za rękę. Poczułem jakąś łagodność. Maryja przeprowadza mnie. Maryja wchodzi w mój grzech pożądliwości i oczyszcza moje serce. Jestem w krucjacie trzeźwości, odpuściłem na rok alkohol.

Mieszkamy w Warszawie we Włochach w parafii saletynów i bardzo lubię chodzić na poranne msze. Maryja jest przepiękną kobietą matką, którą można kochać, nie w kategoriach namiętności.

Modlisz się na różańcu?

Przez całe lata tkwiłem mocno we wszystkich „zabawkach” i wracają różne demony, ale mam narzędzia, wiem, czego można użyć. Zacząłem rozumieć różaniec. Odmawiam różaniec pompejański. Różaniec odegrał dużą rolę. Różaniec jest poważnym egzorcyzmem. Różaniec mi się podoba. Przez ostatnie lata dostałem mnóstwo różańców. W ostatniej trasie jacyś faceci po cichu dali mi różaniec, mówiąc: masz różaniec, bo się za ciebie modliłem. Mam cały worek różańców. Zdarza się, że ja też komuś przekazuję. Miałem kilka takich sytuacji, że chłopak przychodzi do mnie i mówi, że ma problem z pornografią, to ja mu mówię: nie jestem księdzem, ale masz różaniec i módl się do Maryi, bo z pornografią nie ma żartów.

Mój syn, który po wielu latach poszedł do spowiedzi, powiedział: różaniec to jest czad. Różaniec ma moc! Modlitwa różańcowa odmawiana przez nasze babcie, a wykpiwana przez media, jest solą ziemi…

Maryja Cię wysłuchuje?

Prosiłem Maryję o trzeźwość… Latem byłem z żoną na wczasach we Włoszech. Siedzę z ludźmi, piją wino, wódkę, a ja piję colę, albo piwo bezalkoholowe. I jest to możliwe…

Myślę, że podobnie będzie z nieczystością… Bóg daje czystość, bo dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Mówią o tym miliony świadectw, mega cuda. Bóg, odebrał mi pazerność. Ja ze swoimi demonami długo walczyłem i walczę. Jest dużo lepiej, ale zawsze wraca pokusa nieczystości. Kiedyś nie rozumiałem siły pornografii, nie widziałem jak wciąga. Nie rozumiałem grzechu masturbacji…

Jaka jest cena popularności?

Różna. Znam smak bycia popularnym. Wielu ludzi robi fajną muzykę, a wielu wariuje na punkcie swojego ego. Największą pułapką jest pycha i ego, bo wydaje ci się, że jesteś lepszy od innych. Trzeba się modlić za gwiazdy rocka. Szow−biznes to jest bardzo niebezpieczny zawód. To, o co normalny człowiek musi się starać, ty masz na wyciągnięcie ręki. Przychodzą koledzy, klepią cię po plecach, leją wódkę, kobiety się uśmiechają.

Żyć nie umierać, wspaniale, tylko potem nagle upadasz na ryj.

Ludzie żyją na głodzie duchowym?

Mają ogromny głód duchowy. Każdy potrzebuje duchowości i szuka jej na różne sposoby. Ludzie potrzebują Boga, Kościoła, tylko nie biorą tego, co jest naprawdę blisko. To, że dziś jest taki atak na Kościół katolicki, to

nic dziwnego. Katolicy nigdy nie mieli łatwo. Mówienie, że Kościół ogranicza wolność, to jest jakaś ciemnota, kompletna nieprawda!

Jak odnajdujesz się ze swoją wiarą w szow−biznesie, który wydaje się przestrzenią niewiary…?

Jedni wyśmiewają, drudzy przybiją piątkę. Generalnie chrześcijanie są zawsze narażeni na jakieś złośliwości. Chrystus 2000 lat temu też nie miał łatwo. Nie jestem atakowany, niektórzy mówią, że zwariował na starość. Stary zbereźnik robił to i tamto, a teraz wrócił do Boga. To są takie uproszczenia i schematy

myślowe. Nie ma nic gorszego jak schemat. Chrześcijaństwo nie jest modne. Wszystko inne jest modne, ale nie nasz polski katolicyzm. Być katolikiem to obciach. Wielu powtarza zasłyszane banały i stereotypy… Warto spróbować. Sam spróbowałem. Z Bogiem trzeba być szczerym. Bóg wie wszystko. On jest miłosierny, ale to nie znaczy, że wszystko wolno robić. Wspaniałe w chrześcijaństwie jest to, że każdego dnia mam szansę zaczynać na nowo. Bóg mi wszystko przebacza! Kto tak kocha ludzi?

Tylko Bóg! Kocha każdego z nas, bo jesteśmy Jego dziećmi. To nie jest żadna ściema ani jakieś nawiedzenie, tylko fakt. Nie ma co nosa do góry nosić, że jestem lepszy od innych, że mam już bilet do Nieba, że mogę ci wypisać receptę na zbawienie.

Zawód artysty jest niebezpieczny, podbija bębenek i prowadzi do…

Do pychy. W byciu artystą jest strasznie dużo pychy. Masz fanów, ludzie kupili twoją płytę, cieszy cię to, to jest normalne, chcesz być lepszy od innych, ale to też wyzwala zazdrość, ja to znam, bo to przeżywałem.

Pycha, ulubiony grzech złego, ona może dopaść każdego, a szczególnie tego, kto odnosi sukces:  popularnego księdza, aktora, muzyka. Mnie też dopadła wówczas, gdy byłem świeżo nawrócony.

Pycha to ulubiona zabawka szatana. Trzeba się modlić za księży, za wszystkich, za gwiazdy rocka, wszyscy ze świecznika są narażeni na pychę. Pycha jest mocna, a diabeł jest sprytny i przebiegły.

Łatwo było odciąć się i zostawić stare życie?

Jasne, że nie. To jest proces. Tak było z moim ulubionym św. Pawłem, który prześladował wyznawców Chrystusa, a później stał się gorliwym wyznawcą Jezusa i jednym z filarów Kościoła. Takich przemian jest w Biblii wiele. Nie jestem na tym etapie żebym był kompletnie wyzwolony ze swoich grzechów i chyba nigdy tak nie będzie. Nie można się odciąć od przeszłości i pluć na siebie. Wszystko oddaję Bogu, nic mądrzejszego nie można zrobić. Niejednokrotnie się zarzekałem i obiecałem coś Maryi, że teraz to już na pewno, i g…

To, co można, to tylko oddać, to prosić pokornie, wyznając: nie dam rady. Grzech ma to do siebie, że idzie seryjnie, najpierw mały, potem większy, coraz większy… Oddałem moje grzechy Bogu na spowiedziach i dalej będę oddawał. Zobaczyłem, że Bóg nic więcej ode mnie nie potrzebuje.

Zapytam na koniec, a skąd się wziął pseudonim Muniek.

To śmieszne, bo nikt mnie tak nie nazywał, zawsze byłem Zygmuś. W IV Liceum Ogólnokształcącym im. Henryka Sienkiewicza w Częstochowie, do którego chodziłem, w I klasie był przedmiot Wychowanie muzyczne, które prowadził bardzo luźny profesor, który traktował nas bardzo fajnie. Na pierwszej lekcji

powiedział do nas: niech każdy przedstawi się i powie, jaką lubi muzykę. Kiedy przyszła kolej na mnie, wstałem, powiedziałem dzień dobry, jestem Zygmunt, lubię muzykę rockową. A on, w domu mówią na ciebie Muniek? Nie – odpowiedziałem. Następnego dnia kolega z drugiej ławki, z którym zresztą po latach założyliśmy zespół T. Love prosząc mnie o kanapkę powiedział „Muniek”, i tak zostało. Niektórzy mówią do mnie Zygmunt – na przykład rodzice, ale żona mówi Muniek.

 (…)

Całość rozmowy ukarze się niebawem w książce „Świat i Kościół”.