Varia Centrum Pojednania La Salette, Dębowiec
Varia
2 listopada 2021

Odczytać Plan Boży

O płciowości i płodności człowieka z dr Wandą Półtawską rozmawia ks. Bohdan Dutko MS

Pani doktor, rozmawiamy nazajutrz po obchodach dnia świętości życia i w roku duszpasterskim pod hasłem „otoczmy troską życie”. Jak dziś głosić ewangelię życia?

Zawsze jednakowo. Prawdy się nie zmieniają. Zmieniają się natomiast okoliczności. W tym roku mamy 40-lecie encykliki papieża Pawła VI „Humanae vitae”. Przed 40. laty, rozpoczęła się wielka kampania nowych środków antykoncepcyjnych. Byli nawet tacy, którzy się spodziewali, że Kościół zaakceptuje te nowe rozwiązania. Encyklika udzieliła na to odpowiedzi, i dlatego doczekała się kontestacji.
Dzisiaj mamy dokładnie taką samą sytuację. Nie zmieniło się nic, ponieważ nadal są zwolennicy antykoncepcji, nastawieni antynatalistycznie; chcą sterować ludzką płodnością w kierunku ograniczania jej. Cel pozostał ten sam, zmieniły się tylko metody realizacji.

Kościół zawsze broni życia ludzkiego, także nienarodzonych dzieci przed ich rodzicami. Istnieje problem wychowania pary małżeńskiej do rodzicielstwa odpowiedzialnego, ponieważ rodzicielstwo jest często nieodpowiedzialne. Całe moje życie zajmuję się tą problematyką i próbuję ludziom wskazać, jak mają realizować rodzicielstwo odpowiedzialne, to znaczy takie rodzicielstwo, które jest realizacją planu bożego – jak mówi encyklika „Humanae vitae”.

Kościół, i księża powinni stale powracać do tego dokumentu Pawła VI – jako do bazy, którą potem Jan Paweł II rozwinął w „Familiaris consortio”. Para małżeńska ma realizować nie swój plan, ale boży plan, czyli przyjąć zarówno dziecko jak, ewentualnie, swoją bezdzietność. Ludzie natomiast chcą manipulować swoją płodnością.

Ojciec Św. Jan Paweł II powiedział, że wszystkie problemy rodziny rozwiązuje genealogia divina. Pan Bóg stwarza człowieka jako osobę duchowo-cielesną. Stworzył ciało człowieka dlatego, że chciał nie tylko stworzyć człowieka na swój obraz i podobieństwo – do tego służy dusza – ale także przez ciało została dana możliwość współdziałania z Nim. Pierwszą parę ludzi Pan Bóg stworzył sam. Potem – zrezygnował z samodzielności stwarzania i oddał swoją stwórczą moc w ręce ludzkie – ciało służy do tego, aby małżonkowie mogli razem z Bogiem współdziałać. To nadaje człowiekowi nieprawdopodobnej godności, jest nobilitacją. Małżonkowie są dopuszczeni do wielkiego zadania – do stwarzania wraz z Bogiem nowych ludzi. Doświadczenie życia jednak pokazuje, że małżonkowie nie rozumiejąc planu bożego, chcą go realizować po swojemu i dokonują nadużyć.

Czy każdy człowiek ma prawo do rodzicielstwa?

Nie, nie każdy człowiek ma powołanie do małżeństwa, które ma być realizacją planu bożego a nie ludzkiego.
Małżeństwo ma być drogą do nieba, a bywa drogą ku zatraceniu, przez zbrodnie zabijania niewinnych dzieci i gwałcenia praw bożych przy użyciu sztucznych manipulacji. Dziś w takich czasach żyjemy.

Czy ten dar płodności, nie przekracza możliwości człowieka?

Nie, jakkolwiek jest trudny dlatego Bóg chce im pomóc łaską sakramentu. Konieczne jest zrozumienie odmienności zadań, odmienności, którą nasze czasy jakby usiłują zniwelować..
Potrzeba właściwej koncepcji kobiecości i męskości, które dojrzewają do ojcostwa i do macierzyństwa. W planie bożym mężczyzna jawi się jako siewca życia, kobieta – jako strażniczka życia. Małżeństwo ma stworzyć trwałą rodzinę.

Świadomość nierozerwalności małżeństwa , świadomość dozgonności powinna towarzyszyć ludziom przed podjęciem decyzji o zawarciu sakramentu małżeństwa. Muszą przygotować się do tego wielkiego zadania.

Czymś naturalnym jest płodność, skąd zatem mamy do czynienia z przypadkami bezpłodności? Czy są jakieś działania człowieka związane z jego płciowością, które mogą wpływać na tzw. bezpłodność zawinioną?

Niepłodność nie jest chorobą samą w sobie, ale musi być objawem jakiejś choroby. Jest cały szereg przyczyn niepłodności. Bywają takie sytuacje, w których ludzie sami – świadomie lub nie – uszkodzili swoją płodność. W mojej praktyce lekarskiej, miałam przypadki niepłodności wtórnej kobiety, po dokonanych zabiegach chirurgicznych, lub np. stosowaniu antykoncepcji.
Poza tym trzeba odróżnić bezpłodność od bezdzietności. Znam wiele przypadków małżeństw uważanych za bezpłodne, a były one tylko bezdzietne.
Bezpłodność może występować na skutek różnych niedoborów, które dadzą się leczyć. Chodzi o to, aby ludzie, którzy pragną dziecka sprawdzili jaka jest ich sytuacja: czy oni naprawdę nie mogą stać się rodzicami? Jeśli nie mogą – istnieje inne rozwiązanie, np. adopcja, lub podjęcie roli duchowego ojca czy matki jak np. jest to możliwe w zawodzie nauczycielskim.

Jakie jest zdanie pani doktor na temat nowoczesnych procedur medycznych związanych z płodnością człowieka?

Aktualnie opinią ludzi manipulują środki przekazu, które nie przekazują ludziom informacji etycznych o wartościach wyższego rzędu. Na przykład o bezpłodności mówi się z powodów politycznych: w Europie stworzono prawo, które pozwala na manipulacje stojące w sprzeczności z etyką katolicką. Jest to więc walka ideowa. Przeciwnicy dekalogu próbują udowodnić, że człowiek sam może decydować o drugim człowieku, czemu przeciwstawia się Kościół, jako ten, który broni wartości najwyższych.

Obecnie w medycynie następuje regres etyczny, rozwija ona tylko procedury techniczne. Pozwalają one na sztuczne połączenie komórek matki i ojca – w szklance. Ośrodki medyczne prześcigają się w „nowoczesności”. Trwa wyścig ambicji lekarskich.

W rezultacie poddaje się człowieka technice weterynaryjnej jak hodowlane zwierze. To już się nie mieści w kategoriach człowieczeństwa, to jest przeciwko człowiekowi. Nastąpił niewątpliwy postęp techniczny, tylko że człowieka nie można traktować jak przedmiot. Nie można nim manipulować. Nie można sprowadzić do rzędu zwierząt wyższego gatunku. Ale ludzie pozwalają na to.

Kościół Katolicki całą działalnością pokazuje ludziom prawdę o nich samych chcąc ich ratować od zdegenerowania, i od potępienia wiecznego. Karol Wojtyła w całym swym pasterzowaniu chciał pomóc odnaleźć ludziom ich godność dziecka bożego i ich powołanie do świętości, rozwinął teologię ciała pokazując właściwą rolę ciała i płciowości.

W dyskusji za „In vitro” jest głośno podnoszony argument prawa do posiadania dziecka. Czy posiadanie dziecka jest prawem?

Rodzice nie są „posiadaczami” dziecka, bo dziecko nie jest rzeczą. Dostają je niejako w depozyt od Boga, mają obowiązek wychować je i ponieść odpowiedzialność za jego los. A los dziecka to nie tylko życie tu, na ziemi, ale to także wieczność – tak jak los matki i ojca. Dla katolika jest to kwestia bezdyskusyjna. Katolicy nie potrzebują dyskusji, tylko świadków. Trzeba świadków, że jest możliwa piękna miłość i małżeństwo szczęśliwe, które nie manipuluje ani sobą, ani dzieckiem, które jest wierne sobie, które jest wierne przysiędze małżeńskiej. Trzeba świadków, że wartości te są osiągalne.

Jedną z dróg realizowania rodzicielstwa jest adopcja dzieci…

Trzeba bardzo ostrożnie mówić o adopcji, cudze dziecko mogą brać tylko ludzie dojrzali i odpowiedzialni. Bo na przykład miałam taki przypadek, że dziecko zostało adoptowane jak miało dwa lata a oddane z powrotem jak miało czternaście lat, bo było trudne – nie takie jakiego przybrani rodzice się spodziewali.

Wiadomo, że wiele małżeństw nie mających dzieci, po modlitwie papieża czy po spotkaniu z nim, lub też po modlitwie przy Jego grobie doczekało się dziecka. Czy Jan Pawła II, gdy zostanie wyniesiony na ołtarze, nie zostanie patronem małżeństw oczekujących potomstwa?

Znam takie pary małżeńskie. Na przykład małżeństwo z Poznania, które prosiło mnie, aby zawieść ich intencje do papieża i są przekonani, że mają córeczkę tylko dzięki wstawiennictwu Ojca św.

Ojciec św. Jan Paweł II chciał być nazwany papieżem odpowiedzialnego rodzicielstwa. Wiele małżeństw modli się do Niego o pośrednictwo, bo kochał dzieci i nigdy nie przechodził obok nich obojętnie

Proszę na koniec o słowo dla tych, którzy są otwarci na życie.

Zawsze jest nadzieja. To, że dziś nie mają dzieci, wcale nie oznacza, że nie będą mieli jutro. Znam taką parę, która pierwsze dziecko miała po dwunastu latach małżeństwa. Nie wiadomo dlaczego. Można mieć dziecko wymodlone. Wiele takich przypadków przypisuje się Ojcu Pio. Pan Bóg wysłuchuje…

Zapytałam kiedyś Ojca św. czy istnieje jeszcze w Kościele Katolickim obowiązek rodzicielstwa, bo nikt o tym już nie mówi. „Nie bój się, jest, jest…” – odpowiedział.

27 października 2021

Mieć życie wieczne

Nie dziw się, że powiedziałem ci: «Trzeba wam się powtórnie narodzić. Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha». W odpowiedzi rzekł do Niego Nikodem: «Jakżeż to się może stać?» Odpowiadając na to rzekł mu Jezus: «Ty jesteś nauczycielem Izraela, a tego nie wiesz? Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, że to mówimy, co wiemy, i o tym świadczymy, cośmy widzieli, a świadectwa naszego nie przyjmujecie. Jeżeli wam mówię o tym, co jest ziemskie, a nie wierzycie, to jakżeż uwierzycie temu, co wam powiem o sprawach niebieskich? I nikt nie wstąpił do nieba oprócz Tego, który z nieba zstąpił – Syna Człowieczego. A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne” (J 3, 7-15).

Biskup Jan Niemiec, homilia 21 kwietnia 2020 r.

Nikodem pyta: „Jakżeż to się może stać?” Jezus mu mówi: „Ty jesteś nauczycielem Izraela, a tego nie wiesz?” Co to znaczy?

Jakub
Izrael, naród wybrany, miał imię od Izraela, czyli Jakuba. Patriarcha Jakub, kiedy zmagał się z Bogiem, kiedy był w ciemności, Pan Bóg go zapytał, jakie jest jego imię, a on odpowiedział: Jakub! Wtedy Pan Bóg zmienił mu imię Jakub na Izrael. Co to znaczy?
Imię Jakub oznacza dokładnie tego, który chwyta swojego brata Ezawa za piętę. To jest ten, który kombinuje w życiu, który oszukuje. Jakub, żeby być szczęśliwym, oszukuje swojego brata Ezawa, później oszukuje swojego ojca Izaaka, od którego podstępnie przyjmuje błogosławieństwo. To jest historia człowieka ziemskiego. I co się w nim dzieje?
Kiedy przed Bogiem wyjawia prawdę o sobie, mówiąc że jest Jakubem, wtedy Pan Bóg mówi: dobrze, że poznałeś prawdę o sobie, że wszystko, na czym budowałeś zbankrutowało, rozsypało się, teraz będziesz się nazywał Izrael. Izrael, to znaczy mocny Bogiem, nie mocny kombinowaniem.

Mocny Bogiem
Ty jesteś nauczycielem Izraela i nie wiesz tego, jak to się staje, kiedy człowiek rezygnuje z siebie, kiedy człowiek przyznaje się do prawdy o sobie, kiedy człowiek zobaczy, że to wszystko, w czym pokładał nadzieję, tak naprawdę się rozsypuje? Wtedy dopiero może stać się człowiekiem według ducha, a nie tylko według ciała, bo dotychczas budował na tym, co cielesne, a teraz może stać się według ducha, czyli dać się prowadzić Bogu.
To widać także w modlitwie. Jaka jest różnica między modlitwą wierzącego, a modlitwą poganina? Poganin mówi Panu Bogu, co On ma w jego życiu zrobić. Poganin wie, co jest dobre dla niego. Tak naprawdę to poganin jest Bogiem. .
Natomiast człowiek według ducha daje się prowadzić Bogu, bo wie, że Bóg go kocha, i wierzy, że cokolwiek się wydarzy w jego życiu, to będzie dla jego dobra.
Pan Bóg niczego nie zabiera Jakubowi, przeciwnie, staje się on Izraelem, nowym człowiekiem, który zaczyna pokładać nadzieję w Bogu. Staje się człowiekiem według ducha. Dlatego Jezus mówi, ty jesteś nauczycielem Izraela i tego nie wiesz? Nauczyciel Izraela powinien wiedzieć, jaka jest droga wyjścia z niewoli do wolności, że to Bóg wyprowadza, że człowiek sam się nie wyzwoli. Izraelici sami weszli do Egiptu, ale to już Bóg ich stamtąd wyprowadził. Sami się nie wyprowadzili.

Sprawy ziemskie i niebieskie
„Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, że to mówimy, co wiemy, i o tym świadczymy, cośmy widzieli, a świadectwa naszego nie przyjmujecie. Jeżeli wam mówię o tym, co jest ziemskie, a nie wierzycie, to jakżeż uwierzycie temu, co wam powiem o sprawach niebieskich?”
Jeżeli wam mówię o tym, co ziemskie, czyli o tym, co było zapisane w Piśmie Świętym, że Pan Bóg zmieni serce człowieka, że to, co było cielesne, stanie się duchowe, co było zapisane w Prawie i u Proroków, a nie wierzycie. To jakże uwierzycie temu, co wam powiem o sprawach niebieskich?

Izraelici na pustyni
„I nikt nie wstąpił do nieba, oprócz Tego, który z nieba zstąpił – Syna Człowieczego.”
Bóg chce nam wszystko dać. On przychodzi, bo nas kocha.
Jezus mówi bardzo ważne słowa: „A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne”.
Sięgnijmy do wydarzenia, ze Starego Testamentu. Izraelici wyszli z Egiptu, szli przez pustynię i w sercach swoim zaczynali narzekać na Pana Boga, bo nie ma cebuli, czosnku, melonów, ryb. Jest manna, i przepiórki, ale narzekają. Mają w sercu pretensje, szemrają.
Pan Bóg spuścił na nie węże o jadzie palącym, które ich kąsały i umierali. Co to znaczy? Czym są te węże. Węże to są te grzechy, które nas zabijają. Syk węża, to są pretensje, narzekanie, szemranie…
Pan Bóg dał mi takiego męża, taką żonę, chorobę… Ciągłe pretensje, narzekanie, niezadowolenie. To jest ten syk węża. To wszystko dokonuje się gdzieś głęboko w sercu. Nawet na wierzch nie wychodzi. To jest źródło wszystkich grzechów. I co trzeba zrobić?
Izraelici przychodzą do Mojżesza, bo widzą, że umierają. Oni umierali ciałem, a my umieramy duchem
Bo człowiek umiera, kiedy ma pretensje, kiedy jest niezadowolony, kiedy jest wściekły, kiedy nie przebacza… To jest zaczyn grzechu pożądliwości, który jest w nas. Ciągłe niezadowolenie to jest to zgrzytanie zębów.

Zgrzytanie zębami
Jest w Ewangelii mowa o gospodarzu, który zaprosił do siebie na ucztę. Jedni się wymawiali i drudzy też. Wtedy kazał zawołać na ucztę złych i dobrych, aż sala się cała wypełni. Kiedy uczta była gotowa, wszedł gospodarz i zobaczył człowieka, który nie był ubrany w szatę weselną. Co to za człowiek nie ubrany w szatę weselną? To jest taki człowiek, o którym mówimy. Człowiek, który przychodzi na wesele i cały czas ma pretensje, że nie jest tak, jak powinno: trochę przesolone, trochę niedosolone, grają, ale mogli by zagrać co innego, śpiewają, ale mogli by inaczej. Cały czas jest niezadowolony, cały czas ma pretensje w sercu. Cały czas jest na nie! To jest człowiek, który ma w sobie płacz i zgrzytanie zębów, czyli ma w sobie piekło! To są właśnie te węże, które kąsają człowieka, które nas niszczą w środku. One nie są na zewnątrz, one są w środku, wewnątrz.

Wąż miedziany
Proszą Mojżesza, aby wstawił się za nimi. A Pan Bóg mu mówi, aby zrobili węża miedzianego i umieścili go na wysokim palu. I wszyscy, którzy na niego popatrzą, będą uzdrowieni. Mojżesz robi tego węża i wszyscy, którzy popatrzyli na niego, byli uzdrowieni, już one ich nie niszczyły. Jad ich nie zabijał. Zobaczmy, do czego Jezus się porównuje! „Jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak trzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne”.
Jezus przyrównuje się do tego węża. Możemy się tym zgorszyć bardzo mocno. Co to znaczy?
Pan Bóg może nas wyzwolić od śmierci, bo On jest życiem. Bóg może nas wyzwolić od szatana, bo On jest Bogiem. Ale Pan Bóg nie może nas wyzwolić od czegoś, z tego my nie chcemy być wyzwoleni, czyli od naszego grzechu. Co trzeba zrobić? Grzech, który jest w sercu, mamy wydobyć na wierzch, abyśmy go zobaczyli.
Jezus po to właśnie umiera na krzyżu, żebyśmy zobaczyli, co grzech robi z nami, żebyśmy zobaczyli zło grzechu. Na krzyżu widzimy, co grzech zrobił z Jezusem. W filmie Mela Gibsona było widać bardzo realistycznie.
Grzech robi ze mną to samo, dopóki ja mam go w środku. Dlatego trzeba go wyciągnąć, trzeba go zobaczyć i trzeba się przerazić, co ten grzech zrobił ze mną. Święty Paweł powie, że Ojciec Niebieski grzechem uczynił tego, który nie znał grzechu. Czyli kogo? Jezusa Chrystusa!
Jezus wszystkie grzechy bierze na siebie, żebyśmy je zobaczyli, żeby już się nam ode chciało grzeszyć. Żebyśmy tego węża, który jest w sercu, wyciągnęli na wierzch, żebyśmy już go nie chcieli. Żebyśmy go zobaczyli i oddali Jezusowi, który go bierze po to, żeby w Jego ciele umarł. Mój grzech!
Jezus na krzyżu pokazuje zło grzechu. Widzimy, co ten grzech robi z Jezusem. To jest mój i twój grzech. Ale Jezus na krzyżu pokazuje nam miłość Boga. Jezus mnie tak umiłował, że wziął na siebie moje grzechy. To On da mi życie wieczne.

Życie wieczne
Kto w Niego wierzy, będzie miał życie wieczne.
Kto ma w sobie życie wieczne, to już nie będzie narzekał, nie będzie w nim złości, wściekłości, pretensji. On będzie błogosławił Boga za wszystko, cokolwiek się zdarza.
Życie wieczne to jest pokój, radość, miłość, to zaufanie Jezusowi. Życie wieczne zaczyna się już na ziemi. Tutaj! Jeżeli błogosławimy Boga w każdej sytuacji, a nie przeklinamy, to już mamy życie wieczne w sobie, już mamy niebo w sobie. To prawda, że wśród cierpień, ale mamy w sobie już życie wieczne, czyli to, co jest w Bogu. Mamy w sobie Jego miłość, Jego istotę.
Kiedy popatrzymy na Syna Człowieczego, na miłość, jaką ma Bóg do nas i kiedy w nią uwierzymy, to wtedy zaczyna się w nas życie wieczne. Kiedy oddamy Mu tego węża, który jest w naszym sercu, który nas kąsa, to wtedy już się zaczyna pierwszy krok do życia wiecznego. Pierwszy nie oznacza, że ostatni.

Bóg nas kocha
Kiedy uwierzymy, że Bóg nas kocha jako grzeszników, właśnie takich, to wtedy mamy już w sobie życie wieczne, wtedy już narodziliśmy się z ducha, albo rodzimy się z ducha. Już nie żyjemy według ciała, tylko według ducha.
W Nikodemie to, co ludzkie, zostało zwyciężone. Żeby w nas zwyciężyło to, co jest duchowe. A będzie to możliwe wtedy, kiedy wyciągniemy węża z serca, kiedy go przede wszystkim zobaczymy, oddamy go Chrystusowi i uwierzymy, że On nas tak nas umiłował, że wziął to wszystko na siebie, żeby nas zbawić.

19 września 2021

Wszystko pod osłoną Maryi

Z Księdzem Arcybiskupem Salvatore Pennacchio, nuncjuszem apostolskim w Polsce, rozmawia ks. Bohdan Dutko MS

Rozmawiamy 19 września w 175. rocznicę objawienia Matki Bożej w La Salette, ale jest to także 45. rocznica święceń kapłańskich Jego Ekscelencji. Jak to się stało, że właśnie ta data?
19 września to wyjątkowa data w archidiecezji neapolitańskiej, ale także dla całego regionu Kampanii. Pochodzę z Aversa, gdzie w szczególny sposób obchodzone jest święto św. Januarego (San Gennaro). Św. January jest patronem Neapolu znanym na całym świecie z powodu cudów, na które oczekuje się zawsze jako na znak ojcowskiej troski Pana. Te cuda, gdy się nie wydarzają są czasem także mocnym znakiem wzywającym do nawrócenia i skruchy.

A zatem uroczystości dębowieckie są szczególne…
175 lat temu miał miejsce cud św. Januarego i 175 lat temu Matka Boża ukazała się dzieciom w La Salette. Dlatego wielką radość sprawiło mi zaproszenie przez ojców saletynów przewodniczeniu tej wyjątkowej okazji.

Jeszcze jedną dodatkową okolicznością jest 25−lecie koronacji łaskami słynącej figury Matki Bożej w Dębowcu. Czuję się bardzo zaszczycony tym zaproszeniem. Od czasu mojego przyjazdu do Polski – pięć lat temu – nawiedziłem wiele sanktuariów. Z utęsknieniem wyczekiwałem także tej wizyty, aby być świadkiem wiary przybywających tu pielgrzymów. Widzę to sanktuarium jako ważne centrum maryjne.

Czy to pierwszy kontakt ze zgromadzeniem misjonarzy saletynów?
Ojcowie saletyni nie są dla mnie jakimś nowym odkryciem tu w Polsce. Szczególnie pamiętam pierwsze spotkanie z saletynami, a było to w Myanmar w diecezji Mandalay. Pamiętam ojca Bernarda. Przewodniczył konferencji zwierzchników religijnych w Myanmar. Stworzył Centrum Maryjne w diecezji Mandalay, które jest nie tylko centrum pielgrzymkowym, lecz przede wszystkim centrum dla prezbiterów, dla zakonnic, dla laikatu, dla osób konsekrowanych. Podziwiałem działanie tego ojca misjonarza. Choć bycie tam świadkiem nie jest łatwe, jednak odwaga ojców saletynów wprawiała mnie w podziw, dlatego z przyjemnością przyjechałem do Dębowca. Poznałem wtedy także ojca superiora generalnego zgromadzenia, który wizytował to dzieło w Myanmar. Miałem też przyjemność odwiedzić Grenoble i tam miałem możliwość lepiej poznać kim są saletyni.

Jaki wpływ na powołanie Księdza Arcybiskupa miała Maryja?
W Pompejach jest sanktuarium maryjne, do którego chodziłem już jako dziecko, gdyż znajduje się niedaleko mojego domu. Dzięki Madonnie z Pompejów jestem dzisiaj księdzem, biskupem i nuncjuszem apostolskim. Madonna mnie prowadziła w moim kapłańskim powołaniu. Uczęszczałem do szkoły podstawowej prowadzonej przez Siostry Miłosierdzia w Giuliano, moim rodzinnym miasteczku. To był ostatni rok. Pewnego dnia siostra objaśniała fragment Ewangelii: „Żniwo wielkie, ale robotników mało”. Zaczęła mówić o powołaniu do kapłaństwa, o konieczności posłania robotników do winnicy Pańskiej. Od tego momentu zapaliło się we mnie światełko powołania do kapłaństwa. Dzień później rozmawiałem z tą zakonnicą mówiąc jej: „usłyszałem w sobie coś, co mnie woła na tę drogę. Co mam zrobić?” Ona mi podała bardzo prostą receptę. W klasztorze jest kapliczka i po południu pozwalam ci przebywać w niej przez 10 minut, abyś się pomodlił do Maryi. Madonna z Pompejów jest Matką Bożą dobrej Rady. Wzywaj Ducha Świętego. To był zalążek powołania.

Gdy miałem osiemnaście lat pojechałem do Lourdes. Tam był kluczowy moment rozeznania powołania. Stojąc przed Maryją zrozumiałem, że to znak, że Pan chce, abym niósł Ewangelię światu. Tego dnia trzymałem na rękach dziecko chore na polio, które mnie poprosiło: zanieś mnie do Mamy, zanieś mnie do Mamy. Kiedy byliśmy przed grotą wtedy słyszałem w sobie to mocne „tak”. To ja mam nosić ludzi do Chrystusa i Maryi. Mam być najpiękniejszym pojazdem, jakim można być w tej misji.

Maryja towarzyszyła mi w każdej godzinie mojej drogi. W każdym momencie mojego życia czułem Jej mocną obecność. Od narodzenia, ponieważ urodziłem się 8 września, w dniu narodzin Maryi i tego dnia zostałem ochrzczony.

Znak maryjny pojawia się także w znaku biskupim Księdza Nuncjusza…
Tak. Jest tam gwiazda, która oznacza pobożność maryjną. Oprócz trzech pagórków, które są znakiem Przemienienia są także słowa „Nie lękajcie się, otwórzcie drzwi Chrystusowi”. To są także słowa, które wypowiedziała Maryja w La Salette do dzieci – nie lękajcie się otworzyć drzwi Chrystusowi. Tymi słowami Jan Paweł II zwrócił się do ludzi w dniu swojego wyboru na papieża. Potem jest krzyż – znak męczeństwa, świadectwo w moim biskupim motto, a także róża – znak naszej służby, jaką jest miłość. Wszystko pod osłoną Maryi.

Maryja w La Salette wzywa nas do…
Nawrócenia i pokuty. Łzy Matki pomagają nam zrozumieć, jak bardzo ważny jest żal za grzechy. W katechizmie podkreśla się różne punkty nawrócenia. Dzisiaj jednak trudno ludziom jest tak płakać, o czym mówił papież Franciszek przywołując przykład osoby, która płacze nad swoimi grzechami. Mówił: nauczmy się płakać. Będąc chrześcijaninem trzeba umieć płakać nad sobą. Bardzo jest ważny żal za grzechy, opłakiwanie swoich grzechów, bo ono pomaga nam otwierać oczy na nasze słabości i ułomności. My wolimy raczej otwierać oczy innym, a sami chętnie się bronimy, krytykujemy innych, szemrzemy. Powinniśmy natomiast płakać i mówić: „Panie, przebacz mi”.

Z drugiej strony mamy Pana, który jest zawsze miłosierny i dobry. Jest ojcem, który, jak Matka miłosierdzia, jest Ojcem miłosierdzia. Matka łączy nas z Synem. Mamy bardzo piękne przykłady świętych, np. św. Monika, matka św. Augustyna. Jej łzy i modlitwa doprowadziły do nawrócenia jej syna. Takie są także łzy naszych matek. Podobnie jak nasza niebieska Matka, jest wiele świętych matek, które widzą, że ich dzieci nie zachowują się dobrze, nie znajdują się na właściwej ścieżce. Jest wiele łez matek, wiernych Słowu Bożemu, które modlą się za swoje dzieci, aby weszły na właściwą drogę.

Takie przesłanie płynie do nas z orędzia w La Salette także w naszych trudnych czasach. Również my znajdujemy się w bardzo trudnej sytuacji, abyśmy mogli dostrzec w nas ludzki wymiar i powierzyć się Panu. Z drugiej strony musimy znać nasze ograniczenia i być ufni w pomoc Boga, bo – jak mówił papież Franciszek – „jesteśmy wszyscy na tej samej łodzi”.

Tak więc orędzie, które płynie z La Salette jest bardzo piękne. Obraz Maryi, która płacze, która wskazuje nam Chrystusa obecnego w świetle. Maksymin i Melania zobaczyli silne światło pochodzące od Chrystusa, to światło do którego się można uciec, które nas otacza. To światło to łaska, to światło nadziei, światło paschalne…

Maryja w La Salette ubrana jest w strój ówczesnych kobiet z tamtego górskiego regionu. Czy możemy powiedzieć, że Maryja ukazuje nam drogę inkulturacji w ewangelizacji?

Opatrzność Boża sprawiła, że przejechałem prawie cały świat, prawie wszystkie kontynenty; od Panamy przez Etiopię, Australię, Turcję, Egipt, Jugosławię, Irlandię. Potem, jako nuncjusz byłem w Rwandzie w Afryce. Byłem także na dalekim wschodzie. Przez czternaście czy piętnaście lat byłem w Tajlandii, Birmie, Laosie, Kambodży i Malezji. Potem w Indiach, a także w Nepalu. Wszędzie starałem się gromadzić lokalne znaki (oczywiście bez przesady), które mówiły o życiu Ewangelią. To się nazywa inkulturacja. Cały czas we właściwy sposób, nie popadając w przesadę.

Maryja w La Salette ukazała się w lokalnym stroju, takim jaki widziałem w Korei czy w Tajlandii, bądź w Indiach. I to były bardzo mocne znaki. W Korei, a szczególnie w Kibeho w Rwandzie, gdzie objawiła się Matka Boża. Byłem wtedy nuncjuszem apostolskim. Miałem szczęście śledzić ten proces i uczestniczyć w oficjalnym ogłoszeniu przez biskupa Misago w Kibeho autentyczności objawień. To był czas wielkiej radości. Jest to miejsce maryjne bardzo znane w Afryce, która była świadkiem wielkiej tragedii ludobójstwa i ogromnej brutalności. Teraz jest tam ciągle głoszone orędzie pojednania. To pojednanie miłości. Księża pallotyni, także z Polski, stworzyli tam Centrum Pojednania i Pokoju.

La Salette zostało nazwane przez pielgrzymów sanktuarium pojednania. Także Maryja nazywana jest Matką pojednania…
Chciałbym przypomnieć jedno zdanie z Adhortacji Apostolskiej Reconciliatio et paenitentia Pawła II, w którym jest mowa o Maryi jako Matce Pojednania, które mówi, że w rzeczywistości Maryja stała się sojusznikiem Boga w dziele pojednania na mocy swojego Bożego macierzyństwa. To bardzo mocne zdanie.

W La Salette Maryja kończy swoje przesłanie wezwaniem do misji: „A więc Moje dzieci ogłoście to całemu Memu ludowi”.
To jest wezwanie do obowiązku misyjnego saletynów nie tylko w Europie, lecz przede wszystkim w Azji, a także w Afryce. Ojcowie saletyni niosą z odwagą orędzie Maryi z La Salette, które jest orędziem Chrystusa. Chrystus musi być w centrum naszej misji. To On w niej powinien się objawić. Często my, pyszni, mówimy: zrobiłem to czy tamto, a przecież to Chrystus stoi w centrum naszego życia. Maryja na Niego wskazuje, także w La Salette.

19 sierpnia 2021

Chwała Bogu!

Po dużych trudnościach (przebiła sobie nogę drutem) przyjechałam na rekolekcje. gdzie doświadczyłam miłości Bożej, pokoju serca, wyciszenia.
Wiem, że Maryja była ze mną od momentu poczęcia i wiem, że Maryja mnie tu zaprosiła i przyprowadziła.

Za to Jej dziękuję z całego serca. Dzisiaj wiem, że nie chcę żyć po swojemu, że nie chcę pełnić swojej woli, ale chcę żyć po Bożemu i pełnić Bożą wolę.

Oddaje zatem Bogu przez serce Matki Bożej Niepokalanej całą swoją przeszłość, przyszłość i teraźniejszość. Wszystko co posiadam, co stanowi całą mnie.

Chwała Panu Bogu!

Helena Ł.

 

20 lipca 2021

Bóg przebacza wszystko

W przebaczeniu odnajduję Boga jako Ojca, siebie jako ukochanego syna i swoje miejsce w życiu.

Papież Franciszek w jednym z wywiadów przytoczył swoją rozmowę z prostą kobietą, która go zachwyciła: „Babciu, czy babcia chce się wyspowiadać?”. „Tak”, odpowiedziała. Ja zaś, ponieważ miałem już odejść, powiedziałem jej: „Ale jeśli nie ma babcia grzechów…”. Miała na to od razu gotową i trafną odpowiedź: „Wszyscy mamy grzechy”. „Ale czy Pan ich nie przebacza?…”, odparłem na to. A ona: „Pan przebacza wszystko”. „A skąd babcia to wie?”. „Jeśli Pan nie przebaczałby wszystkiego – to była jej odpowiedź – świat nie mógłby istnieć”. (…) Pozostałem pod wrażeniem słów tej kobiety: bez miłosierdzia, bez przebaczenia Bożego świat by nie istniał, nie mógłby istnieć. Jako spowiednik, nawet jeśli napotykałem czasem zamknięte drzwi, zawsze szukałem choćby szczeliny, prześwitu, by móc je otworzyć i ofiarować przebaczenie, miłosierdzie”.

Przebaczenie jest większym cudem niż wskrzeszenie zmarłego. Łazarz, raz wskrzeszony, umrze. Natomiast przebaczenie jest narodzinami i rodzeniem do życia nieśmiertelnego, życia Bożego. Przebaczenie jest doświadczeniem miłości większej od jakiegokolwiek zła. Kościół tworzą ci, którzy przyjęli przebaczenie i darzą nim innych. Są oni dziećmi żyjącymi miłosierdziem Ojca.

Nie tak dawno czytałem świadectwo aktora Lecha Dyblika o jego drodze nawrócenia. Choć aktor od lat żyje w trzeźwości, twierdzi, że chorobie alkoholowej wiele zawdzięcza. „Jest najlepszą rzeczą, jaką dostałem od Boga. Dzięki niej miałem szansę zrozumieć, kim jestem”. Któregoś dnia wszedł do kościoła franciszkanów w Łagiewnikach. Siedział tam ksiądz, staruszek. „Pacnąłem w konfesjonał, powiedziałem, że chętnie bym się wyspowiadał, ale nie pamiętam, jak to się robi” – opowiada. Duchowny się roześmiał. Przekonał, że mu pomoże. Kiedy skończyli, zapewnił go, że odtąd zupełnie zmieni się jego życie. Nie mylił się. Okazało się, że tajemniczym kapłanem był Klemens Śliwiński, emerytowany kapłan, współpracownik Jana Pawła II i jego spowiednik.

Aktor przyznaje, że akt pokuty zupełnie go odmienił. Wcześniej nie był z niczego zadowolony. Uważał, że zarabia za mało, a w domu nie jest doceniany. Zawstydzony pojął, że przez lata nie widział wartości tego, co ma – wspaniałej żony, trzech córek, pracy. „Dzięki Opatrzności znalazłem drogę od życia bez głębszego znaczenia do takiego z sensem. Zawsze podkreślam, że dla Stwórcy nie ma ludzi straconych.

Przebaczenie jest doświadczeniem miłości większej od jakiegokolwiek zła.

Pierwszymi słowami skierowanymi przez Boga do Adama jest pytanie: „Gdzie jesteś?”. Człowiek nie znajdował się na swoim miejscu, ponieważ skrył się przed Bogiem. Oddalony od Niego, znajduje się daleko od siebie i innych, daleki od wszystkiego. Dlatego „Bóg jest jego miejscem”. W przebaczeniu odnajduję Boga jako ojca, siebie jako ukochanego syna i swoje miejsce w życiu.

Jezu, dziękuję Ci za miłość okazywaną w sakramencie pojednania.

 

ks. Wawrzyniec Skraba MS

Nadchodzące wydarzenia
10
LUT
Rekolekcje o spowiedzi i ze spowiedzią generalną

Zapraszamy na: REKOLEKCJE – o spowiedzi i przygotowujące do... czytaj więcej

Godzina rozpoczęcia 18:45

18
LUT
Rekolekcje trzeźwościowe – 1

  Zapraszamy na spotkanie skierowane wszystkich, którzy... czytaj więcej

Dorośli

Godzina rozpoczęcia 18:00

11
MAR
Rekolekcje o Miłosiernym Ojcu

... czytaj więcej

Godzina rozpoczęcia 18:00

„Nie wezwano cię, byś wypełnił zadanie do końca, jednak nie wolno ci się przed nim uchylać.”
(Rabbi Tarfon)

 

 
"