Lekkomyślne słowa Centrum Pojednania La Salette, Dębowiec
Aktualności   ❯   Lekkomyślne słowa
5 lutego 2021

Lekkomyślne słowa

Piątek, IV Tydzień zwykły, Rok B, I

Wspomnienie św. Agaty, dziewicy i męczennicy

Król Herod posłyszał o Jezusie, gdyż Jego imię nabrało rozgłosu, i mówił: «Jan Chrzciciel powstał z martwych i dlatego moce cudotwórcze działają w nim». Inni zaś mówili: «To jest Eliasz»; jeszcze inni utrzymywali, że to prorok, jak jeden z dawnych proroków. Herod, słysząc to, mawiał: «To Jan, którego ściąć kazałem, zmartwychwstał».
Ten bowiem Herod kazał pochwycić Jana i związanego trzymał w więzieniu z powodu Herodiady, żony brata swego, Filipa, którą wziął za żonę. Jan bowiem napominał Heroda: «Nie wolno ci mieć żony twego brata». A Herodiada zawzięła się na niego i chciała go zgładzić, lecz nie mogła. Herod bowiem czuł lęk przed Janem, widząc, że jest mężem prawym i świętym, i brał go w obronę. Ilekroć go posłyszał, odczuwał duży niepokój, a jednak chętnie go słuchał.
Otóż chwila sposobna nadeszła, kiedy Herod w dzień swoich urodzin wyprawił ucztę swym dostojnikom, dowódcom wojskowym i osobistościom w Galilei. Gdy córka tej Herodiady weszła i tańczyła, spodobała się Herodowi i współbiesiadnikom. Król rzekł do dziewczyny: «Proś mnie, o co chcesz, a dam ci». Nawet jej przysiągł: «Dam ci, o co tylko poprosisz, nawet połowę mojego królestwa». Ona wyszła i zapytała swą matkę: «O co mam prosić?» Ta odpowiedziała: «O głowę Jana Chrzciciela». Natychmiast podeszła z pośpiechem do króla i poprosiła: «Chcę, żebyś mi zaraz dał na misie głowę Jana Chrzciciela». A król bardzo się zasmucił, ale przez wzgląd na przysięgę i na biesiadników nie chciał jej odmówić. Zaraz też król posłał kata i polecił przynieść głowę Jana. Ten poszedł, ściął go w więzieniu i przyniósł głowę jego na misie; dał ją dziewczynie, a dziewczyna dała swej matce.
Uczniowie Jana, dowiedziawszy się o tym, przyszli, zabrali jego ciało i złożyli je w grobie.

(Mk 6, 14-29)


W normalnych „niecovidowych” czasach każdego dnia wypowiadamy bardzo wiele słów. Psychiatra Louann Brizendine z Uniwerytetu w Californii twierdzi, że przeciętna kobieta wypowiada codziennie około 20 tyś. Słów, a mężczyzna tylko 7 tyś. Według wspomnianej pani profesor, decyduje o tym wyższy poziom tak zwanego „białka mowy” w mózgu. Ale nie ilość słów jest najważniejsza. Czasem potrzeba mówienia jest w nas tak trudna do zahamowania, jak sanki mknące po oblodzonym stromym stoku. Bywa, że emocje powodują, iż wypowiemy jedno zdanie, którego skutki trudno nam jest potem odwrócić.

Iskrą, która zapaliła błyskawicznie wykonaną egzekucję na Janie Chrzcicielu, były lekkomyślne słowa króla Heroda. Dał się on tak uwieść wdziękom tańczącej dziewczyny, że bezmyślnie złożył obietnicę, z której nie umiał się wycofać.

Dzisiejsza Ewangelia opowiadając o okolicznościach śmierci św. Jana Chrzciciela, przypomina o skutkach grzechu cudzołóstwa. Prowadzi on – tak jak wiele innych grzechów – do śmierci duchowej, a czasami wprost do śmierci fizycznej, tak jak, nieodpowiedzialne słowa Heroda przyniosły również śmiertelny skutek.

Święty Jan Paweł II wielokrotnie nauczał o odpowiedzialności. W Olsztynie 6 czerwca 1991 roku komentując ósme przykazanie Dekalogu powiedział: „Jest szczególna odpowiedzialność za słowa, które się wypowiada, bo one mają moc świadectwa: albo świadczą o prawdzie, albo są dla człowieka dobrem, albo też nie świadczą o prawdzie, są jej zaprzeczeniem i wtedy są dla człowieka złem”.

Rozważając jaka nauka płynie dla nas z uczty u Heroda, zapytajmy o to jakie żądze nami rządzą. Jak często mogę sobie zarzucić bezmyślność i brak odpowiedzialności w mówieniu? Niech pomocą do tych refleksji będą słowa z listu św. Jakuba: „Wszyscy bowiem często upadamy. Jeśli kto nie grzeszy mową, jest mężem doskonałym, zdolnym utrzymać w ryzach także całe ciało. Jeżeli przeto zakładamy koniom wędzidła do pysków, by nam były posłuszne, to kierujemy całym ich ciałem. Oto nawet okrętom, choć tak są potężne i tak silnymi wichrami miotane, niepozorny ster nadaje taki kierunek, jak odpowiada woli sternika. (…). Oto mały ogień, a jak wielki las podpala. (…). Wszystkie bowiem gatunki zwierząt i ptaków, gadów i stworzeń morskich można ujarzmić i rzeczywiście ujarzmiła je natura ludzka. Języka natomiast nikt z ludzi nie potrafi okiełznać (…). Przy jego pomocy wielbimy Boga i Ojca i nim przeklinamy ludzi, stworzonych na podobieństwo Boże. Z tych samych ust wychodzi błogosławieństwo i przekleństwo. Tak być nie może, bracia moi!” (Jk 3, 2–10).

——————————-

ks. Witold Kuman MS – przełożony wspólnoty Saletynów w Balzers (Lichtenstein)

——————————-