Jezus jest miłością Centrum Pojednania La Salette, Dębowiec
Aktualności   ❯   Jezus jest miłością
3 kwietnia 2020

Jezus jest miłością

Piątek, V Tydzień Wielkiego Postu, Rok A, II

Żydzi porwali za kamienie, aby Jezusa ukamienować. Odpowiedział im Jezus: «Ukazałem wam wiele dobrych czynów, które pochodzą od Ojca. Za który z tych czynów chcecie Mnie kamienować?»
Odpowiedzieli Mu Żydzi: «Nie kamienujemy Cię za dobry czyn, ale za bluźnierstwo, za to, że Ty, będąc człowiekiem, uważasz siebie za Boga».
Odpowiedział im Jezus: «Czyż nie napisano w waszym Prawie: „Ja rzekłem: Bogami jesteście?” Jeżeli Pismo nazwało bogami tych, do których skierowano słowo Boże – a Pisma nie można odrzucić – to czemu wy o Tym, którego Ojciec poświęcił i posłał na świat, mówicie: „Bluźnisz”, dlatego że powiedziałem: „Jestem Synem Bożym”? Jeżeli nie dokonuję dzieł mojego Ojca, to Mi nie wierzcie! Jeżeli jednak dokonuję, to choć nie wierzylibyście Mi, wierzcie moim dziełom, abyście poznali i wiedzieli, że Ojciec jest we Mnie, a Ja w Ojcu».
I znowu starali się Go pojmać, ale On uszedł z ich rąk. I powtórnie udał się za Jordan, na miejsce, gdzie Jan poprzednio udzielał chrztu, i tam przebywał.
Wielu przybyło do Niego, mówiąc, iż Jan wprawdzie nie uczynił żadnego znaku, ale wszystko, co Jan o Nim powiedział, było prawdą. I wielu tam w Niego uwierzyło.

(J 10, 31-42)


Trzeba przyznać, że jako ludzie łatwo chwytamy za kamienie. Faryzeusze chcieli ukamienować kobietę pochwyconą na cudzołóstwie. Jan i Jakub chcieli zesłać gromy na miasteczko samarytańskie, które nie przyjęło Jezusa. Czasami tak jest, że człowiek całe życie walczy w sobie z jakimś złem. Tak bardzo go nienawidzi, że odruchowo sięga po kamień dostrzegając tę samą rzeczywistość w kimś obok. Wyolbrzymia grzechy innych, bo jego własne wyglądają przy tym znośniej. Łatwiej jest pokonać cudze grzechy i zapomnieć o swoim bólu. Co więcej, tropiąc ślady zła w innych można się tak zawikłać, że aż stracić kontakt z rzeczywistością. W dziewiątym rozdziale Ewangelii wg św. Jana opisane jest dochodzenie w sprawie Jezusa, który uzdrowił niewidomego od urodzenia człowieka. Znak był ewidentnie dobry, ale faryzeusze usilnie szukali w nim znamion przestępstwa. Uznali, że sam czyn mógł być dobry, ale jego sprawca z pewnością był zły. Dlaczego? Po prostu byli tego pewni. Nic nie było w stanie ich przekonać, że może być inaczej.

Nawet wobec takiego zasklepienia w sobie Jezus nie przestaje wskazywać drogę pobożnym faryzeuszom. Nie chce z nich zrezygnować. Ich oburza, że On przyznaje się do bycia Synem Bożym. Gorszy ich myśl, że ten słaby człowiek mógłby mieć coś wspólnego z Bogiem. W tym jednym mają rację – Jezus faktycznie uważał się za równego Ojcu. Mylili się natomiast co do tego, że jest to bluźnierstwo. Słowo zostało do nas skierowane, by dać nam życie, byśmy mogli mieć udział w Jego życiu. Bóg chce mieć nas jak najbliżej siebie. Oni nawet nie przeczuwają cudownej nowiny, która się za tym kryje. Nie wiedzą nic o wcieleniu, o miłości, która tak się uniża i o tajemnicy paschalnej. Ale nawet w bardzo uproszczonej formie mogli zrozumieć, że bóstwo Jezusa nie oznacza żadnej konkurencji dla Boga. Jezus nie przyszedł zdetronizować Ojca, jest Słowem Jego niepowstrzymanej miłości do nas.

Grzech pierwszych rodziców sprawił, że człowiek dostrzegł w Bogu pokrętną istotę zazdrośnie strzegącą swojego Bóstwa. Przychodząc na świat Jezus mówi nam, że Bóg taki nie jest. Bóg jest miłością, która pragnie dzielić się z nami. Wszystko co Jezus czynił, aż po krzyż i zmartwychwstanie było tej miłości znakiem. Żebyśmy tylko zechcieli ją przyjąć.

——————————-

ks. Marcin Ciunel MS – Rektor WSD Księży Saletynów, Kraków

——————————-