Burza na jeziorze i nie tylko Centrum Pojednania La Salette, Dębowiec
Aktualności   ❯   Burza na jeziorze i nie tylko
30 stycznia 2021

Burza na jeziorze i nie tylko

Sobota, III Tydzień zwykły, Rok B, I

Owego dnia, gdy zapadł wieczór, Jezus rzekł do swoich uczniów: «Przeprawmy się na drugą stronę». Zostawili więc tłum, a Jego zabrali, tak jak był w łodzi. Także inne łodzie płynęły z Nim.
A nagle zerwał się gwałtowny wicher. Fale biły w łódź, tak że łódź już się napełniała wodą. On zaś spał w tyle łodzi na wezgłowiu. Zbudzili Go i powiedzieli do Niego: «Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?» On, powstawszy, zgromił wicher i rzekł do jeziora: «Milcz, ucisz się!» Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza.
Wtedy rzekł do nich: «Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże brak wam wiary!» Oni zlękli się bardzo i mówili między sobą: «Kim On jest właściwie, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?»

(Mk 4, 35-41)


Zazwyczaj nadchodzącą burzę można przewidzieć. Zbierają się ciężkie i gęste chmury. Robi się cicho i nagle powstaje zawierucha z rzęsistymi opadami, przybierająca niekiedy postać oberwania chmury czy nawet trąby powietrznej.

Na Jeziorze Genezaret zwanym także morzem burza pojawiała się niespodziewanie. Można było wypłynąć na połów w pełnym słońcu, przy lekko wiejącym wietrze, który nagle stawał się gwałtowny. Zjawisko to powstawało z powodu dwóch czynników. Morze leży 208 metrów poniżej poziomu morza i jest otoczone dość wysokimi górami. To właśnie z ich kierunku wieją zstępujące i zimne wiatry, które z kolei powodują silne poruszenia wody. Morze zdaje się wówczas wibrować.

Taka właśnie sytuacja wydarzyła się uczniom. Ich przerażenie oddają słowa: „Nauczycielu nic Cię to nie obchodzi, że giniemy”. Jezus chciał swoich wybranych „wytrenować” w ufności. W Jego obecności przecież nic im nie zagrażało. Chrystus jest bowiem absolutnym Panem mającym władzę nad wszystkim i wszystkimi, także nad wiatrami, głębinami mórz. Uczniowie musieli jednak znów zobaczyć swoją niewiarę. Później po otrzymaniu Ducha Świętego przestali się bać nawet męczeńskiej śmierci, ale wtedy już wiedzieli, komu to zawdzięczają.

Również w nas uderzają burze w znaczeniu także przenośnym. Są wyładowania, grzmoty w domach, miejscach pracy. Jezus pragnie uwolnić nas od strachu. Trzeba jednak spełnić z naszej strony jeden warunek. Należy, jak wyraził się św. Augustyn komentując tę scenę, obudzić Jezusa. Dla Niego bowiem niemożliwe nie istnieje. Może uciszyć każdą burzę i sprawić głęboką ciszę.

Rodzi się w nas zapewne pytanie, dlaczego więc dzisiaj tego nie czyni. Burze w przyrodzie trwają dość krótko, natomiast w relacjach międzyludzkich stanowczo za długo. Czyżby zbawcze ramię Jezusa zostało skrócone, albo Jego moc wyczerpała się? Nic podobnego. Jezus wciąż zbawia i ocala, Jego jednak pomoc najczęściej nie przychodzi od zewnątrz, ale od wewnątrz.

Pan chce obecnie objawiać swoją moc w naszych sercach. Stamtąd ma przychodzić wyciszenie burz, konfliktów. Gdy nie odpowiadamy na cios, czyjeś gwałtowne, falujące emocje, wówczas przeciwne „wiatry” łagodnieją i wyciszają się. Jest to działanie Jezusa w naszym wnętrzu. Często Pan drzemie w nas, ale liczy na to, że Go obudzimy i poprosimy, aby mógł okazać swoją potęgę. Ktoś słusznie zauważył, że lew, gdy poczuje krew staje się jeszcze bardziej drapieżny. Taka postawa nie wycisza, lecz wzmaga burze. Jedynie Chrystus żyjący i reagujący w nas sprawia, że morze się uspokaja.

——————————-

ks. dr hab. Stanisław Witkowski MS – biblista, UJPII w Krakowie

——————————-