Przyjaciel Oblubieńca

Chrystus-Oblubieniec gromadzi wokół siebie chrześcijan, swój lud-Oblubienicę. W tym procesie duchowych zaślubin Jan porównuje swoją rolę do przyjaciela oblubieńca. Jan Chrzciciel często i mocno o sobie mówi kim nie jest. Mówi, że nie jest Mesjaszem, Eliaszem czy prorokiem. Kiedy mówi, kim jest, prócz tego, że mówi o sobie “głos na pustyni”, nazywa siebie “przyjacielem Oblubieńca”. Shoshben to semickie słowo, które oznacza “przyjaciela oblubieńca”. Na przyjęciach weselnych odgrywa on ważną rolę, pomagając we wszystkich etapach uroczystości i będąc łącznikiem pomiędzy narzeczonymi i potem nowożeńcami. Był zaufanym przyjacielem, który dbał o radosny i dobry przebieg zaślubin.

Pomiędzy zadaniami shoshbena trzy były źródłem szczególnej radości. Po pierwsze, dbał o szczęśliwy i radosny przebieg ceremonii i wesela. Może tak jak w polskiej tradycji starosta weselny i pierwszy drużba razem wzięci. Całkowite oddanie i bezinteresowna troska to cechy przyjaciela Oblubieńca. Przykład takiej postawy możemy zobaczyć u młodych, którzy właśnie stali się rodzicami po raz pierwszy: pełni radości i drżący z przejęcia, nie wahają się poświęcać czasu i dają cokolwiek dziecku potrzeba z miłości. A jak jest w naszym życiu? Może się zdarzyć, że ciężar codzienności lub choroby tak nas przygniata, że skupiamy się na sobie. W takich chwilach na nowo trzeba nam odkrywać radość bezinteresownej służby bliźnim i samemu Bogu. Jan Chrzciciel był niespokojny o swój lud i siebie, lecz to nie pozbawiło go radości na widok Mesjasza, który był pośród ludzi.

Po drugie, shoshben zajmuje się zapraszaniem gości na wesele. Chodzi od drzewi do drzwi z zaproszeniami. Jego radość przyciąga gości, a on sam cieszy się tym, że zbiera ludzi we wspólnotę wesela. Mogło pojawić się wiele niedogodności lub przeciwności, lecz on się nie zraża. Kiedyś pokazano film z Para-Olimpiady. Zawodnicy byli na linii startu, pistolet startowy strzelił, wszyscy ruszyli, ale jeden z chłopców upadł i zranił się w kolano. Słysząc jego krzyk zawodu, wszyscy się zatrzymali a potem wrócili do niego. Wzięli go za rękę i razem poszli w kierunku mety, którą też przekroczyli razem. Powiedzieli w ten sposób, że więcej radości było w wejściu na metę razem, niż gdyby to zrobił tylko jeden z nich jako zwycięzca. Ci para-olimpijczycy, podobnie jak Jan Chrzciciel przypominają nam, że wychodzenie ku bliźnim i zapraszanie do Jezusa daje radość.

Ponadto shoshben zajmuje się darami, które przynoszą nowo zaślubionym goście. Podpowiada im, czego potrzeba młodym. Jego radością jest odkrywanie możliwości, które są najlepsze dla dających i dla obdarowanych. W naszym życiu mogli być ludzie, może nawet rodzicie czy nauczyciele, współpracownicy czy przełożeni, którzy oczekiwali od nas darów, których nie mamy. Może też zdarzyło się, że zbyt łatwo widzieliśmy braki i wady w innych ludziach. Dzisiaj ewangelia podpowiada nam, że może być radość we współpracy w odkrywaniu ludzkich darów, w odkrywaniu ich najlepszych stron.

Radość przyjaciela Oblubieńca może stać się dzisiaj naszą radością. Pomoże nam w tym bezinteresowność lub pomoc w jedności i zbliżeniu pomiędzy ludźmi, aby ci, którzy kuleją w życiu nie zostawali z tyłu, ale odkrywali to, co w nich najlepsze. Do takiej radości zaprasza nas Jan Chrzciciel na koniec czasu Bożego Narodzenia.

ks. Andrzej Zagórski MS