„Postąpili z nim jak chcieli” (Mt 17, 12)

Bóg wyznacza ludziom różne role do spełnienia. Wszystkie są ważne, bo realizują Jego plan względem ludzi. Nie ma zatem w zamyśle Boga ról pierwszorzędnych, drugorzędnych czy miniaturowych. Każdy z wierzących ma misję przybliżania Niewidzialnego tym, którzy osłabli w wierze lub nie mają z nią nic wspólnego. Tego typu zadanie jest przede wszystkim uprzednim impulsem Ducha Świętego w nas, a z naszej strony jedynie wolnym „tak” na Bożą propozycję.

Ewangelia Mateusza ukazuje wspaniałomyślną odpowiedź na łaskę ze strony Jana Chrzciciela. Czytamy o nim między innymi zdanie podsumowujące jego działalność: „postąpili z nim tak, jak chcieli” (Mt 17, 12). O Janie wiemy, że jego powinnością było przygotowywać drogę Panu, czyli nawoływać, aby drogi ludzkie nie rozstawały się z drogą Boga. Nie miały więc przebiegać równolegle, lecz powinny się razem spotkać, być zbieżne. Jan nie oszczędzał nikogo, dla wszystkich znajdował odpowiednie słowo. Faryzeuszów i saduceuszow uchodzących za wzory religijne i etyczne określał jako „plemię żmijowe” (Mt 3, 7). Wydawałoby się, że ich publicznie kompromituje, wyśmiewa dekoracyjną pobożność. Jednak nie taki był jego zamiar. Chciał nimi wstrząsnąć, sprawić, aby także ich życiowe drogi były styczne z Jezusowym nauczaniem o Bogu miłującym grzeszników, ale piętnującym obłudę i wyzysk społeczny.

Tego typu postawa nie mogła podobać się duchowym przywódcom Izraela, ponieważ Jan demaskował ich ukryte zamiary. Wiemy, że Herod Antypas wydał na niego wyrok śmierci (por. Mt 14, 1-12). Jan nie oponował, nie odwoływał się do żadnego alibi. W tym właśnie fakcie najbardziej wypełnił swoją misję. Stanowił bowiem zapowiedź dobrowolnej męczeńskiej śmierci Jezusa, który nie stawiał żadnego oporu swoim katom.

Każdy z nas, na swój sposób, może być potwierdzeniem, świadkiem bolesnej śmierci Zbawiciela – właśnie w znaku poddania się krzywdzicielom, oprawcom. Zarówno Jan jak i Jezus zgodzili się, by postąpiono z nimi według ludzkich zamysłów, z resztą i tak przewidzianych przez Boga. Wpierw jednak obnażyli grzeszność każdego człowieka, nawoływali do nawrócenia. W końcu przyjęli skazujący sąd.

Również nasza zgoda na klęskę, która później i tak okaże się wspaniałym zwycięstwem, nie jest słabością, brakiem innego wyjścia. Stanowi natomiast pieczęć bolesnej i bezbronnej śmierci Jezusa. Taką właśnie misję miał Jan Chrzciciel, którego ewangelista Mateusz utożsamia z prorokiem Eliaszem, mającym wszystko naprawić (por. Mt 17, 11). Każdy jest wrażliwy na poczucie sprawiedliwości, należy ją bronić i demaskować jej brak. Trzeba się też liczyć z konsekwencjami. Gdy przychodzą, wówczas łaską jest ich akceptacja, porzucenie oporu, stanie się niemą owcą (por. Iz 53, 7). Takiej postawy nie można od kogoś wymagać, ponieważ nie jest na ludzką miarę. Stanowi dar będący świadectwem niesprawiedliwości zadanej Jezusowi, którego Jan zapowiadał. Warto też zuważyć, że odnowa wewnętrzna człowieka nie jest owocem samych reform społecznych, lecz nade wszystko kwiatem wyrastającym na glebie bezbronności, akceptacji przemocy. Ta droga nie zawodzi, została wydeptana przez sprawiedliwych z epoki Starego Testamentu i samego Jezusa. Jest to królewska droga krzyża, która ma zapewnioną wieczną przyszłość. Jeśli ta łaska wyjdzie nam naprzeciw, uprzedzi nas, to ją przyjmijmy, ponieważ jest darem i wyróżnieniem.

ks. Stanisław Witkowski MS