Astronauta, nie astronom

Wiele dzieci marzy o staniu się albo astronomem albo astronautą. Nie wiedzą, co to znaczy, ale swoim zachowaniem potwierdzają takie postawy: albo się pilnie uczą, żeby więcej umieć i rozumieć,  albo lekceważą teorię i pragnąc przygody dokonują wypraw odkrywczych coraz bardziej oddalając się od domu.

W dorosłym życiu drzemie w nas to samo pragnienie: albo coś poznać, nie ruszając się z miejsca, albo ruszyć w dal, aby doświadczyć czegoś więcej, niż moje najbliższe otoczenie.

Dwóch synów w dzisiejszej Ewangelii podpada pod to kryterium. Pierwszy składa deklarację wypełniania polecenia ojca, aby pracować w winnicy, ale chyba wolał „ogarniać” to zadanie w teorii, w zaciszu domu. Drugi, mówi, że nie chce tam iść, ale w końcu poszedł, ruszył z miejsca.

Chrześcijanin to człowiek w ciągłym ruchu inspirowanym Duchem Świętym. Wielu z tych przysłowiowych współczesnych celników i nierządnic odważyło się na ten krok: poszli do przodu w nieznane. Popełnili błąd za błędem, zostali dotkliwie doświadczeni przez życie, ale przynajmniej ruszyli z miejsca. Ci spośród nich, o których mówi Jezus w dzisiejszej Ewangelii, chyba zrozumieli to, do czego wzywa Słowo Boże: do zwrócenia się w kierunku życia wiecznego, które obiecał Bóg, a przypomniał Jezus, i wykonaniu w tym kierunku pierwszego kroku. I porzuceniu dawnego, błędnego życia.

Wielu z nas, przychodzących do kościoła, zachowuje się jak ten pierwszy syn: znamy Boże wezwanie, wiemy gdzie jest winnica, ciągle brzmią w naszych uszach wezwania do ewangelizacji i dawania świadectwa naszej wiary innym,  ale wolimy nie wychylać się tylko pilnować swojego dobrego samopoczucia.

Może się uda doczekać do nagrody bez większego wysiłku.

Dobrze, że słowo proroka Sofoniasza w pierwszym czytaniu i Psalm Responsoryjny dają nam podpowiedź, gdzie znajduje się ratunek: w byciu pokornym i biednym przed obliczem Boga. Pokora prowadzi do prawdy o tym, że jesteśmy często leniwi w dawaniu świadectwa, a ubóstwo skłania nas do proszenia o WSZYSTKO Boga, bo nic z siebie nie mamy na własność.

Tylko nasze grzechy…

ks. Karol Porczak MS