Kiedy i gdzie? (Łk 17, 20-25)

Pytania: „kiedy” i „gdzie” często nam towarzyszą. Dotyczą na przykład jakiegoś ważnego spotkania czy kulturalnego wydarzenia. W Ewangelii Łukasza odnoszą się do królestwa Bożego. Żydzi byli bardzo zainteresowani, kiedy ono nastąpi oraz gdzie się zrealizuje. Chcieli znać datę inauguracji królestwa i jego miejsce, ściśle określone pod względem geograficznym. Jezus musiał ich bardzo zaskoczyć, stwierdzając, że oczekiwana przez nich rzeczywistość nie przyjdzie dostrzegalnie, czyli tak jak władca, który nawiedza jakieś miasto. Wówczas wszyscy wiedzą, jak mają się przygotować, aby wywrzeć na nim jak najlepsze wrażenie i otrzymać od niego na przykład znaczące wsparcie finansowe. Królestwo Boże nie jest też związane z przestrzenią. Nie ma wytyczonych granic. Nie zna podziałów na ludność miejscową i napływową. Nie posługuje się jakimś jednym urzędowym językiem.

Faryzeusze usłyszeli od Jezusa: „królestwo Boże pośród was jest” (Łk 17, 21). Niektórzy tłumaczą występujące tutaj greckie wyrażenie jako „królestwo Boże w was jest”. Jednak ta pierwsza wersja jest bardziej uzasadniona. Trudno byłoby sobie wyobrazić obecność królestwa w wrogach Jezusa. Słowa „pośród was jest” należy rozumieć w sensie aktywnej obecności Jezusa wśród swojego ludu. To właśnie On utożsamia się ze swoim królestwem. Zadziwia fakt, że Jezus wypowiedział tę prawdę wobec faryzeuszów. Dzielił się więc także z nimi, kim jest. Nie wykluczał nikogo, każdemu dawał szansę poznania własnej Osoby.

Królestwo Boże przyjmuje zatem postać Jezusa. Jest to ważne także w naszym kontekście. Jezus jest dziś obecny również wśród nas, jeśli tylko towarzyszą nam Jego postawy. Tam, gdzie ludzie wybaczają sobie, wychodzą naprzeciw siebie, dostrzegają innych w potrzebie, wyprzedzają się w okazywaniu wzajemnej czci (por. Rz 12, 10), tam właśnie jest królestwo Boże. Jest ono zapowiedzią ostatecznego królestwa. Daje gwarancję, że ono naprawdę istnieje i kiedyś ostatecznie nadejdzie w swym chwalebnym wymiarze. Przyjdzie taki dzień, w którym nikt nie będzie miał wątpliwości, że jest to już koniec ludzkiej historii. Przyjście Jezusa będzie jak błyskawica ogarniająca cały świat. Błyskawica kojarzy się z jasnością i pojawia się nagle. Można ją jednak w pewnym sensie przewidzieć. W naturze poprzedzają ją gęste chmury. Natomiast w perspektywie ostatecznej, wyprzedzają ją znaki zwiastujące koniec (por. Łk 21, 5-36). Jezus tłumaczył uczniom, że zanim to nastąpi, On sam musi wpierw przejść przez odrzucenie i bolesną mękę. Tak dzieje się też z każdym wierzącym. Do ostatecznego królestwa dochodzi się drogą naznaczoną cierniami, o których później już się nie pamięta. Chwała bowiem zdominuje je i obróci w niepamięć.

ks. Stanisław Witkowski MS