Zakończenie naszego pobytu na Ziemi może mieć zasadniczo pięć scenariuszy. Najpowszechniejsze jest przejście do wieczności z powodu starości. Na drugim miejscu plasują się odejścia spowodowane chorobą lub wypadkiem losowym. Ta druga grupa łączy się często z trzecią grupą, którą stanowią – niestety dosyć liczne – odejścia spowodowane przez innych. Liczą się tutaj zabójstwa (nie zapominajmy tutaj o aborcji i eutanazji) oraz wypadki losowe, na które mają wpływ inni w sposób świadomy lub nieświadomy. Na czwartym – najmniej spotykanym, ale ciągle rosnączm w liczbie – jest odejście spowodowane własną decyzją, czyli samobójstwo. Dobrze, że dojrzeliśmy do takiej opinii, że samobójców traktujemy jako osoby psychiczne niezrównoważone, czyli nie mające właściwej oceny własnej sytuacji, co w konsekwencji zmniejsza, a nawet niweluje do zera ich odpowiedzialność za ten czyn.
Jest jeszcze jeden sposób odejścia, którego oczekuje cała ludzkość od czasu zesłania Ducha Świętego. Chociaż jak dotąd nie miało ono jeszcze miejsca, to nastąpi ono na pewno bo zostało zapowiedziane wielokrotnie przez Jezusa. Jest to zakończenie świata i przemienienie ciał wszystkich żyjących w tym dniu ludzi w podobne do Chrystusowego w czasie Jego przemienienia. Będzie też wtedy miało miejsce ponowne powołanie do życia wszystkich umarłych w powszechnym zmartwychwstaniu.
No i odbędzie się sąd: na prawo pójdą zbawieni, na lewo ci, którzy zbawienia nie chcieli i w tym postanowieniu umarli.
Patrząc na sposób w jaki znani nam ludzie do tej pory opuścili ten świat uczmy się, że nie musi to odejście być zapadnięciem się w rozpacz. Nie ma takiej opcji w przypadku ludzi wierzących w Jezusa Chrystusa, Syna Bożego i Zbawiciela świata. W takiej perspektywie wszystkie przyszłe odejścia mają zawsze szansę mieć bardzo chwalebną postać.
Jak wiele jest świadectw tych, którzy po prostu gaśli w spokojnej starości, ale zostawiali za sobą przeświadczenie o spełnionym obowiązku i podziw najbliższych. Przywołam tylko ostatnie dni papieża Jana Pawła II, który nie obawiał się pokazać światu swojego cierpienia i niemocy, ale w sposób budzący szlachetny szacunek.
Ilu skazańców, w tym na czele Jezus Chrystus, zaprezentowali opanowanie i przeświadczenie o spełnionym zadaniu mimo okrutnych cierpień.
Jak bardzo mocno brzmią słowa panny Siedzikówny, pseudonim Inka, która do w pożegnalnych słowach mówi: „Jest mi smutno, że muszę umierać. Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba”.
To jest odejście męczennika.
To jest odejście z klasą.
Takie odejście miał także św. Andrzej Bobola – patron dzisiejszego dnia.
Odejście z klasą!
Tego każdemu z nas życzę.

ks. Karol Porczak MS


