Kto wie, co Pan Bóg wymyśli… Centrum Pojednania La Salette, Dębowiec
Varia   ❯   Kto wie, co Pan Bóg wymyśli…
12 stycznia 2019

Kto wie, co Pan Bóg wymyśli…

Z ks. Wojciechem Węgrzyniakiem, wykładowcą Pisma Świętego na Papieskim Uniwersytecie Jana Pawła II w Krakowie rozmawia ks. Bohdan Dutko MS

Pamiętasz moment, kiedy zakochałeś się w Słowie Bożym?

Były trzy takie momenty. Pierwszy jeszcze w podstawówce. Babcia opowiadała mi o Józefie Egipskim, a jej mąż miał na imię Józef. Ta historia bardzo mi się spodobała. Później dziadkowie kupili dla młodszego rodzeństwa Biblię dla młodych, która mi się bardzo podobała. Były tam opowiadania…

Drugi moment był w ósmej klasie szkoły podstawowej. Nie wiem, skąd wziął się u mnie pomysł, żeby przeczytać całą Biblię… Ponieważ bardzo lubiłem matematykę, obliczyłem, że jeśli będę czytał dwa rozdziały dziennie, to mi zajmie dwa lata i dziesięć miesięcy. Wtedy po raz pierwszy przeczytałem Biblię.

A trzeci moment był po maturze. Była u nas w parafii Oaza z diecezji wrocławskiej, mocno odnawiająca się w Duchu Świętym i bardzo nastawiona na Pismo Święte. Prowadzący był biblistą. Oni nauczyli mnie duchowego otwarcia się na Słowo. Pamiętam, że zanim poszedłem do seminarium, to w Nowym Testamencie podkreśliłem kolorami słowa o miłości na czerwono, o wolności na niebiesko, a o Duchu Świętym na żółto. Miałem pewnie z dziesięć kolorów na oznakowanie różnych tematów.

Słowo Boże jest oblubienicą twojego życia, obcujesz z nim każdego dnia?

Każdego dnia mam kontakt ze Słowem Bożym, chociażby przez Liturgię Godzin czy Mszę św. Ale były okresy w moim życiu, kiedy dużo bardziej „siedziałem” w Piśmie Świętym i dużo więcej rozmyślałem. Teraz jest to element mojej pracy naukowej. A jak mąż dużo pracuje, to nie zawsze ma ochotę, żeby z żoną – oblubienicą posiedzieć. Brakuje tych czasów, kiedy była tylko oblubienicą, a nie tylko współpracownicą.

Czy w pokoju biblisty Biblia zajmuje centralne miejsce?

W moim pokoju przed oknem po lewej stronie jest klęcznik zrobiony przez tatę, stolarza – to jest podarunek na prymicję. Nad nim wisi przywieziona z Jerozolimy ikona Jezusa z winnego krzewu, a po prawej stronie na drugim pulpicie jest otwarte Pismo Święte w języku hebrajskim, które czytam na stojąco i na głos i w miarę możliwości uczyć się na pamięć. Uczenie się na pamięć prowadzi do lepszego skupienia się. To jest Stary Testament. Nowy Testament jest w drugim pokoju, gdzie pracuję, ale rzeczywiście mniej do niego zaglądam…

Papież Franciszek we wprowadzeniu do Biblii dla młodych napisał, że przez pięćdziesiąt lat ma tę samą Biblię, a Twoja ile liczy lat?

Biblia Tysiąclecia, wydanie III, była moją pierwszą Biblią. Miałem ja od pierwszej klasy podstawówki, potem w liceum. Cały czas z niej korzystałem aż do studiów. Była najbardziej zniszczona, nawet okładki przemalowałem, żeby wyglądała lepiej. Jak poszedłem na studia, zacząłem używać wydań w innych językach, przede wszystkim po grecku i hebrajsku. Dziś korzystam z programu komputerowego, który daje tekst po grecku, hebrajsku i po polsku. Jest to moja codzienna Biblia, ale tu nie widać, czy się postarzała. Jedynie Pan Bóg wie, ile razy tam wchodzę i jak długo przy niej trwam.

Tamtą pierwszą Biblię całowałem, dla niej miałem szczególny szacunek… Rozumiem papieża Franciszka, bo używając jednej Biblii – papierowej, byłem w stanie powiedzieć, co było na której stronie. W seminarium czytałem dziennie po pięć rozdziałów z Nowego i Starego Testamentu, tak że przez sześć lat przeczytałem w ten sposób Stary Testament raz na rok, a Nowy siedem razy na rok. Taki miałem system, żeby lepiej poznać Biblię.

ks. Wojciech Węgrzyniak / foto. ks. Bohdan Dutko MS

Trochę żałuję, że odszedłem od tej mojej Biblii Tysiąclecia, ze względów praktycznych. Dzisiaj dużo więcej czytam w oryginale, w sensie takim, że jak rozmyślam, to nigdy nie używam tekstu polskiego, zawsze otwieram tekst hebrajski albo grecki.

Pewna kobieta powiedziała mi, że kiedy słyszy księdza głoszącego homilię, to poznaje, czy ten ksiądz słyszy Słowo Boże. Kiedy Pan otworzył Ci ucho, abyś słyszał Słowo Boże?

Na pewno w klasie maturalnej. Wcześniej czytałem informacyjnie, dużo się wtedy dowiedziałem. W I klasie liceum polonista był zdziwiony, gdyż Księgę Hioba potrafiłem streścić na dziesięciu stronach. W klasie maturalnej przyszło doświadczenie Boga Żywego. Klęcząc przez dwie godziny na adoracji, otwierałem Pismo Święte i mogłem się modlić jednym zdaniem. Odczuwałem, jakby ktoś ze mną rozmawiał. Wrażenie, że Bóg stoi za tym Słowem, mam do dziś.

Co myślisz o otwieraniu biblii na chybił trafił?

Nie bójmy się otwierać Słowa na chybił trafił. To jest jedna z metod czytania Pisma Świętego. Moje początki były bardzo śmieszne: pewien ksiądz zachęcał, żeby otwierać Pismo, gdzie się trafi, więc modliłem się, mówiąc: Duchu Święty, tak bardzo Cię proszę… otworzył się Wstęp do Ewangelii. Mówiłem, Duchu Święty, nie chodzi o wstępy, tylko o Pismo Święte. Pomodliłem się jeszcze raz. I co? Wstęp do Ksiąg Prorockich. Wtedy powiedziałam sobie: aha, Panie Boże, może Ty mi chcesz powiedzieć: Węgrzyniak, ty się zajmij wstępem, a nie Słowem Bożym. Jak ty nie wiesz pewnych rzeczy, to za wcześnie na Pismo…

Kiedyś prowadziłem w Nowej Hucie rekolekcje o Słowie Bożym dla studentów i na zakończenie dzielili się oni tym, co do nich najbardziej przemówiło. Okazało się, że z tych wszystkich konferencji nic. A co najbardziej dotarło? Wieczorem każdy mógł sobie wybrać z przygotowany wcześniej cytat z Pisma Świętego i pomyśleć o nim na półgodzinnej adoracji ze świadomością, że to Słowo jest do niego.

Mówiłem wtedy, że niesamowitą rzeczą jest nie to, co Bóg mówi do nas, ale to, co Bóg mówi do mnie. Oni dlatego się tym przejęli, bo zrozumieli, że to jest nie do wszystkich, ale do każdego z nich. Więc w tym sensie wybór na chybił trafił czasem jest fajną rzeczą, bo daje świadomość, że Bóg mówi do mnie.

Pani kucharka z Nowej Wsi na jednych z pierwszych rekolekcji z chorymi, na których byłem jeszcze jako kleryk, opowiadała, że codziennie, zanim pójdzie spać, otwiera Ewangelię, bo jest ciekawa, co Pan Jezus powie jej na dobranoc.

Profesor Świderkówna ostatnie lata swojego życia poświęciła na pisanie tylko o Piśmie  Świętym wyjaśniając, że jest na to bardzo duże zapotrzebowanie. Zgadzasz się z tym stwierdzeniem?

Absolutnie tak. Dziś bardzo dużo ludzi czyta Biblię i chcą pogłębionej lektury, a brakuje konferencji, kursów i książek, które byłyby pomocą. Od siedmiu lat prowadzę w Krakowie Kręgi Biblijne (4 grupy po 25 osób) i co roku brakuje miejsc dla wszystkich chętnych. Pogłębiać wiedzę chcą ci, którzy zakosztowali smaku Biblii. Problem największy jest w tym, żeby ludzi rozkochać w Piśmie.

Coraz częściej w kościołach głoszone są codzienne homilie…

U nas w parafii głosimy codzienną homilię o godz. 13 i 19.30, rano nie. Z jednej strony, jako stary ministrant i lektor tęsknię za takimi mszami, gdzie nie ma żadnego komentarza, gdzie jest sama Liturgia. Bardzo lubię Mszę o godz. 7.00 rano, kiedy jest cisza, gdzie jest pewien rytm niezaburzony przez księdza. Jeśli ksiądz mówi homilię, to trzeba, żeby miał coś do powiedzenia, żeby to się nie przeradzało w nie wiadomo jakie gadanie. Nie wiem, jak to wierni odbierają, trzeba by ich zapytać.

Codzienne mówienie homilii jest dla księdza bardzo dobrym ćwiczeniem, bo jeśli ksiądz po przeczytaniu Ewangelii nie jest w stanie powiedzieć dwóch czy trzech zdań od siebie, to kiepsko… po sześciu latach teologii, po codziennym kontakcie z Bogiem?

Mam wrażenie, że dziś w Kościele bardziej akcentuje się błogosławionych pełniących uczynki miłosierdzia niż słuchających Słowa. Łatwiej zostać błogosławionym przez uczynki miłosierdzia czy przez słuchanie Słowa?

Zgadzam się. Z pewnością łatwiej jest robić niż słuchać, bo robienie jest takie namacalne. Łatwiej jest zrobić kanapkę ubogiemu niż posłuchać go, czy pogadać z nim. Myślę, że ważne jest, aby dostrzec charyzmaty w Kościele, są ludzie, którzy mają charyzmat do uczynków miłosierdzia, jak św. brat Albert, i są ludzie, którzy mają charyzmat do słuchania Słowa, chociażby św. Ignacy Loyola. Każdy człowiek musi rozeznać charyzmat, którym został obdarowany.

Jak rozkochać się w Słowie, jak rozpalić ogień miłości do Słowa, tęsknotę za nim?

To chyba najważniejsze i najtrudniejsze pytanie, bo jest w rodzaju pytania, jak  rozkochać żonę po iluś latach małżeństwa, czy jak rozkochać męża? Odpowiedź zależy od każdego człowieka i dla każdej pary jest inna.

Z pewnością trzeba znaleźć czas i miejsce, żeby pobyć sam na sam z Pismem św. Może pojechać na rekolekcje ignacjańskie i doświadczyć ciszy, skupienia i medytacji. W innym przypadku trzeba po prostu nawrócić się, zostawić grzechy, zacząć chodzić do spowiedzi i częściej przystępować do komunii św. Wtedy siłą tego nawrócenia człowiek bardziej pokocha Słowo. W innym przypadku trzeba odbyć solidną rozmowę z Jezusem i zapytać, czy mi na Nim zależy, czy ja Go w ogóle kocham, czy ja Go chcę poznawać? Bo jeżeli ja Go nie chcę poznać jako osobę, jak w ogóle o Nim nie myślę, to Jego słowa też mnie nie interesują. Przecież jak mnie koleżanka nie interesuje, to mogę pięć minut posłuchać co mówi, ale dłużej raczej nie.

Musimy ciągle szukać Jezusa, żeby Go spotkać i kochać. Kiedyś w mojej rodzinnej miejscowości odbywały się rekolekcje oazowe, podczas których pewna dziewczyna została uwolniona od złego ducha. To było bardzo dawno temu, ale zapamiętałem jedno, że po modlitwie uwolnienia ksiądz prosił dla tej dziewczyny o Pismo Święte. Dałem Ewangelię wg św. Łukasza, takie małe wydanie, które ona czytała wszędzie, podczas śniadania, obiadu, na przerwie, po prostu tak, jak się dzisiaj czyta sms-y od znajomych, od ukochanych. Pragnęła sprawdzić, co tam jest ciekawego. Wtedy pomyślałem, że to jest właśnie to!

Może mało kochamy Jezusa, staliśmy się obojętni, dlatego potrzebujemy Pisma Świętego. Możemy je kupić także z większym drukiem, albo wersję w MP3, audiobook do słuchania. Trzeba znaleźć swoją metodę, może uczyć się na pamięć pewnych fragmentów, może czytać rozdziałami. Pismo Święte jest jak skarbnica, która posiada ponad trzydzieści tysięcy wersetów, każdy z nich może nam dużo dać do myślenia. W tym gąszczu myśli można znaleźć coś dla siebie, trochę jak w galerii, trzeba pochodzić i poszukać…

Jak dobrze czytać Pismo Święte?

Czytanie Pisma Świętego ma prowadzić do miłości Boga i bliźniego. Jeżeli tak czytasz, że bardziej kochasz Boga i bliźniego, to dobrze czytasz. Ale nawet kiedy źle czytasz, nawet kiedy nie rozumiesz tak, jak egzegeci – to dobrze, że czytasz, bo chodzi o miłość.

My szukamy Jezusa, ale też i Jezus nas szuka. Jak możemy dać się znaleźć?

Dzisiaj w parafiach są różne oferty: kursy ewangelizacyjne, katechezy, wspólnoty, grupy, ruchy charyzmatyczne. Wystarczy pójść. Jednak mamy czasem taką barierę, że nam się nie chce. Mnie naprawdę, prawie nigdy się nic nie chce, ale jak się zmuszę, to później zawsze jestem zadowolony. Pójdź chociaż raz na jakieś spotkanie duszpasterskie, albo raz na rok w Wielkim Poście i zobacz coś nowego, może po dziesięciu latach zaskoczy.

Czym dla ciebie w ogóle jest Słowo?

Słowo jest dla mnie spotkaniem z Bogiem, spotkaniem z osobą. Jest jakby twarzą… Bóg jest niewidzialny, ja Go nie widzę, ale ja Go słyszę w Słowie i wyobrażam sobie, jaki On jest.

Słowo jest dla mnie lustrem. W lustrze widzi się wszystko, co jest w rzeczywistości, i jedną rzecz więcej – swoją własną twarz. A że moja twarz jest stworzona na obraz i podobieństwo Boga, ja w tej twarzy widzę Boga.

To w Jego twarzy odkrywam siebie. Zaczynam się zastanawiać, jak ja Go widzę? Skoro Biblia jest lustrem, to ja nie mogę mieć pretensji, że w Biblii są zabójstwa, że w lustrze w łazience jest brudny ręcznik. Nie mogę mieć pretensji, że tynk jest zdrapany. Ludzie robią duży błąd mówiąc: jejku, dlaczego w Biblii są morderstwa? Bo to jest lustro, które pokazuje, jak Bóg dzieli się z nami błogosławieństwami, dzieli się ze świętymi, z herosami i z grzesznikami. Pokazuje nam, jak żyć w tym świecie, który jest  nasz. Lustro jest od tego, żeby się poprawiać, więc patrzymy na nie i się poprawiamy, albo się bulwersujemy.

Możemy uciec się jeszcze do innych metafor czy obrazów?

Pokarm. Bardzo lubię ten obraz, bo nie samym suchym chlebem żyje człowiek, ale także Słowem Bożym. Pokarm pokazuje, że muszę go spożywać często, ale też pokazuje, że nie muszę jeść wszystko. Ja nie lubię flaczków i nie jadam ich. Jest wystarczająco dużo wersetów, żebyś przeżył. Ten pokarm mówi mi: nie bój się być selektywny. Bóg się nie obrazi na ciebie, że nie jadłeś pewnych roślin, chociaż są jadalne, że nie jadłeś pewnych owoców, chociaż też są jadalne. Bogu zależy, żeby twoja dusza przeżyła, więc szukaj w Biblii tych wersetów, które są dobre, żeby karmiły twoją duszę.

A metafora ognia?

Nigdy nie myślałem o tej metaforze. Myślałem jeszcze o domu. Sobór Watykański II mówi, że kiedy człowiek czyta Pismo Święte, to wtedy Bóg Ojciec spotyka się ze swoimi dziećmi i prowadzi z nimi miłosną rozmowę. Pismo Święte jest domem. Jak chcesz się spotkać z tatą, wejdź do domu, bo on tam czeka. Na modlitwie gadamy my. A w Piśmie Świętym mówi On. Wchodzisz do tego domu i siadasz przy Nim. Tato, co masz mi do powiedzenia, jaką historię mi opowiesz… i słucham mojego taty.

Rabini nauczają, że Słowo Boże ma zawsze zaskakiwać człowieka. Czy tak jest też z Tobą, biblistą?

Nigdy mi się nie zdarzyło, żebym się nudził, żeby Biblia nie powiedziała mi coś nowego, nie rzuciła jakiegoś nowego światła… Mówię: Boże, tyle razy to czytałem, a nie zwróciłem uwagi.

Św. Jan Paweł II umierał słuchając Ewangelii wg  św. Jana czytanej przez ks. prof. Stycznia… Też chciałbyś tak odchodzić?

Jako biblista nigdy nie modliłem się o to, żeby umrzeć przy Słowie. Myślałem, że może w kościele, w konfesjonale, ale kto wie, co Pan Bóg wymyśli…

To jest piękne, że Słowo Boże jest towarzyszem przez całe życie aż do śmierci, miejmy też nadzieję, że na wieczność.

Dziękuję za rozmowę i spotkanie

Nadchodzące wydarzenia
02
SIE
XXII Spotkanie Trzeźwościowe Dębowiec 2019

W dniach 2-4 sierpnia 2019 zapraszamy na XXII Spotkanie... czytaj więcej

osoby dorosłe

Godzina rozpoczęcia 18:00

28
WRZ
Pielgrzymka do Niepokalanowa

  Zapraszamy na pielgrzymkę do Niepokalanowa, która... czytaj więcej

Godzina rozpoczęcia 06:00

11
PAŹ
Pojednanie z kryzysem wieku średniego

  Sesja "Pojednanie z kryzysem wieku średniego" prowadzona... czytaj więcej

dla osób powyżej 35 roku życia

Godzina rozpoczęcia 18:45

Centrum Pojednania

„Uczciwy biedak może czasem zapomnieć o własnym ubóstwie. Uczciwy bogacz nigdy nie zapomina, że jest bogaty.”
(G.K. Chesterton)

 


Galerie Foto Centrum Pojednania – Warto zobaczyć


" "
" "
" "
" "