Kategoria Spotkania Centrum Pojednania La Salette, Dębowiec
Varia   ❯   Spotkania
30 kwietnia 2020

Maryja jest w sercu wiary

Z o. Leonem Knabitem OSB rozmawia ks. Bohdan Dutko MS

Kiedy ojciec spotkał się z objawieniem Matki Bożej w La Salette?
Było to jeszcze przed pójściem do seminarium, kiedy zetknąłem się z czasopismem Posłaniec Matki Bożej Saletyńskiej, i wtedy przeczytałem o objawieniu w La Salette. Poruszył mnie płacz Matki Bożej i akcesoria Męki Pańskiej na krzyżu, który Matka Boża miała na łańcuchu na szyi. Ujrzałem Matkę Bożą jako prawdziwą matkę.

Nie tak dawno ojciec spędził tydzień w La Salette. Jak to się stało?
Po wizycie św. Jana Pawła II w Zakopanem, górale z całego świata co roku zaczęli jeździć do papieża. To pielgrzymowanie było połączone z audiencją u Ojca Świętego i nawiedzaniem ważnych miejsc dla życia Kościoła. Ponieważ trzy lata temu przypadła uroczystość 100-lecia objawień w Fatimie, postanowiliśmy na miejscu uczestniczyć w obchodach. A rok później organizatorzy powiedzieli: „W tym roku jedziemy do La Salette”. Bardzo się ucieszyłem.

Jak ojciec przeżywał wjazd na górę, bo wielu pielgrzymów mówi o dużych emocjach.
Zapamiętałem drogę, serpentynę, która wije się wężem do góry. Kierowca był bardzo opanowany, ale kobiety – uczestniczki pielgrzymki – z trudem wytrzymywały wjazd. Dojechaliśmy do La Salette wieczorem. Było już ciemno. Po kolacji była Msza św. i bliższe zapoznanie się z orędziem…

I nadszedł ranek…
Tak, wtedy odsłoniło się całe piękno sanktuarium. Dookoła zupełne pustkowie… Było czuć, że to święta ziemia. Każde miejsce święte ma swój klimat, swój charakter, swojego ducha.Miałem czas na podumanie w miejscu objawienia przy źródełku i w bazylice, w której odczuwa się ducha Maryjnego. Osobiście poruszyła mnie droga na zboczu, którą przeszła Matka Boża, aby później wznieść się do nieba. Wszystko takie bliskie, takie na wyciągnięcie ręki… Nie wyszedłem na górę Gargas, bo było jeszcze dużo śniegu.

Jak przemawia do ojca orędzie czytane w miejscu objawienia?
Orędzie jest bardzo proste. W treści zawiera to, co my, księża, na ogół mówimy i głosimy: nawrócenie, miłość Boga, święcenie niedzieli, modlitwa, czystość języka. Orędzie jest jak piękny kwiat w bukiecie, jakim jest Maryja i jego woń rozeszła się na cały świat. I jak zawsze Matka Boża posłużyła się ubogimi dziećmi. Objawiła się maluczkim i pokornym, żeby zawstydzić wielkich i pysznych.

Ludzie epoki objawienia w La Salette zaniedbali praktyki religijne. Maryja wspomina, że do kościoła chodziło kilka starszych niewiast…
Tak jest i dziś. W miastach czy na wsi – kogo spotkamy w kościele w tygodniu? Przede wszystkim starsze kobiety.

To co się dzieje z naszą wiarą?
Napór zła w świecie jest bardzo silny, a kiedy wiara jest słaba, chwiejna, to nie ma ona mocy przeciwstawić się. Eliasz powiedział do całego ludu: „Dopókiż będziecie chwiać się na obie strony? Jeżeli Jahwe jest [prawdziwym] Bogiem, to Jemu służcie, a jeżeli Baal, to służcie jemu!” (1Krl 18, 21). Lud odpowiedział: oczywiście, że jesteśmy za Jahwe. Myślę, że my, księża, powinniśmy pierwsi uderzyć się w piersi. Ludzie chcą widzieć Jezusa. Grecy przyszli do apostoła mówiąc: „Panie, chcemy ujrzeć Jezusa” (J 12, 21). Nasz błąd polega na tym, że dużo mówimy o Jezusie, o Nim, a sobą za mało Go prezentujemy. Św. Jan Paweł II był ucieleśnieniem Jezusa, podobnie i św. Matka Teresa z Kalkuty. Jak my uczynimy to samo, to ludzie pójdą za przykładem… Dziś opowiadanie o Jezusie nie wystarczy. Św.Tomasz chciał dotknąć ran Jezusa… Nawet jeśliby jakiś cud się wydarzył, to jedni by upadli na kolana wyznając wiarę w Jezusa, a drudzy powiedzieliby, że „kolejną sztuczką nas mami”.

Biskup Grenoble z czasów objawienia w La Salette powiedział, że przez dwadzieścia lat posługi w diecezji nie widział owoców nawrócenia, a Maryja krótką interwencją zmieniła oblicze diecezji. Ludzi zaczęli się nawracać…
Światowe Dni Młodzieży to podobny fenomen. One pokazują jaki jest Jezus! One zmieniają – mówiąc górnolotnie – „oblicze ziemi”. W tym czasie świat się zatrzymuje, ludzie stają się inni. Do Krakowa przybyła młodzież prawie dwustu narodowości. W tym czasie przestępczość spadła prawie do zera. To jest owoc wzięcia Jezusa do domu na serio.

Ale ktoś może powiedzieć, że to objawienie było już bardzo dawno, że dziś mamy inny świat, inne problemy…
Problemy, które porusza Maryja dotyczą nas. Matka Boża mówi o świętowaniu niedzieli. Handel w niedzielę – zwłaszcza dla naszego pokolenia – jest bolesną kpiną. Pamiętamy jak za komuny także biskupi występowali w obronie wolnych sobót. A dziś? Pamiętamy wypowiedzi ekspertów, że jak nie będzie handlu w niedzielę, to gospodarka się załamie. I wcale się nie załamuje z tego powodu.

Boimy się wolnej niedzieli?
Gdy nie ma wiary, to trzeba czymś tę pustkę wypełnić. Wielu z rodziną odpoczywa spędzając całą niedzielę w hipermarkecie. Dla niektórych duże sklepy stały się świątyniami. Obecność na niedzielnej Mszy św. daje moc na cały tydzień. Bez niej jesteśmy słabi. Gdy przestaję uważać niedzielę za dzień święty, to powinno się we mnie zapalić ostrzegawcze czerwone światełko, że coś ze mną dzieje się niedobrze.

Pracowali świątek, piątek i niedzielę i…
I nie mieli nic: brak urodzaju, susza, głód… Maryja odwołuje się do faktów, które były znane wszystkim. Właśnie te wydarzenia miały przywoływać do nawrócenia. A jaka była reakcji ludzi? Przeklinali znajdując zgniłe ziemniaki i puste kłosy, nic sobie z tego nie robili. To, co się działo, nie było przypadkiem. Dla ludzi wierzących nie ma przypadku. Bóg mówi do nas wydarzeniami.  Maryja mówi językiem starotestamentalnym, językiem bardzo obrazowym. W Księdze Kapłańskiej czytamy: „Jeżeli będziecie postępować według moich ustaw i będziecie strzec przykazań moich i wprowadzać je w życie, dam wam deszcz w swoim czasie, ziemia będzie przynosić plony, drzewo polne wyda owoc, młocka przeciągnie się u was aż do winobrania, winobranie aż do siewu, będziecie jedli chleb do sytości” (Kpł 26, 3-5). I dalej: „Jeżeli zaś nie będziecie Mnie słuchać i nie będziecie wykonywać tych wszystkich nakazów, jeżeli będziecie gardzić moim ustawami, jeżeli będziecie się brzydzić moimi wyrokami, tak że nie będziecie wykonywać moich nakazów i złamiecie moje przymierze, to i Ja obejdę się z wami odpowiednio: ześlę na was przerażenie, wycieńczenie i gorączkę, które prowadzą do ślepoty i rujnują zdrowie. Wtedy na próżno będziecie siali wasze ziarno. Zjedzą je wasi nieprzyjaciele. Zwrócę oblicze przeciwko wam, będziecie pobici przez nieprzyjaciół. Ci, którzy was nienawidzą, będą rządzili wami, a wy będziecie uciekać nawet wtedy, kiedy was nikt nie będzie ścigał. Jeżeli i wtedy nie będziecie Mnie słuchać (…) sprawię, że niebo będzie dla was jak z żelaza, a ziemia jak z brązu. Na próżno będziecie się wysilać – wasza ziemia nie wyda żadnego plonu, a drzewo na ziemi nie da owoców” (Kpł 26, 20).

Maryja podjęła temat modlitwy. Zapytała dzieci o ich modlitwę. A jak modli się stary mnich benedyktyn o. Leon?
Pewnie odpowiem tak jak dzieci – nie bardzo. Modlę się pewnie za mało. Modlitwa jest dla mnie wciąż wyzwaniem i zadaniem, które stoi przede mną. Muszę tu zacytować piosenkę młodzieżową: „Ciągle zaczynam od nowa”. Nie mogę powiedzieć, że zdobyłem modlitwę. Wielu świętych mówiło, że jak każdego dnia zaczynają wyzwania duchowe, to czynią je tak, jakby były one robione pierwszy raz i ostatni. Mam za sobą doświadczenie 65 lat kapłaństwa, ale to nic nie znaczy. Wydaje mi się, że cały czas jestem taki sam głupi, jaki byłem 65 lat temu. Myślę sobie, dlaczego nie jestem zawsze taki jak czasami. Miłość Boża wstaje każdego dnia. Mieć tego świadomość, kiedy wstaję rano… Żyjąc na tym świecie jestem ciągle niedoskonały. Dobrze byłoby, gdybym doskonałym umarł. Mam nadzieję, że Pan Bóg coś jeszcze ze mnie wydusi. Doskonały mówi za św. Pawłem: „Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2, 20). Kiedy jest się świętym, to wszystko jest dobrze. Mniej święty więcej narzeka: a to jedzenie nie takie, woda za zimna, światło za ciemne…

Jestem grzesznikiem, ale ufam i powtarzam za św. s. Faustyną: „Panie, weź serce moje takie, jakie ono jest”. Żyć w ten sposób oznacza modlić się. To jest właśnie modlitwa. Miłość Boża otacza mnie i ja w niej trwam i ciągle zaczynam od nowa. Nie patrzę na to, co jest za mną, ale patrzę na to, co jest przede mną. Robię wszystko jak potrafię najlepiej i oddaję to Panu Bogu. Czynię podobnie jak nasz złoty medalista olimpijski Kamil Stoch, który powiedział, że każdy skok oddaje Panu Bogu.

Kiedy uczniowie prosili Jezusa, aby nauczył ich modlić się, to zaczął od modlitwy Ojcze nasz. Maryja też wskazuje tę modlitwę.

Czym dla Ojca jest modlitwa Ojcze nasz?
Modlitwa Ojcze nasz jest dla mnie tak zwyczajna jak powietrze. Jak oddycham dobrym powietrzem, to o nim nie myślę. Podobnie jest z moim Ojcze nasz – ono mi pomaga, że nawet o tym nie wiem. Mam świadomość wypowiadanych słów w modlitwie Ojcze nasz. Dla mnie najważniejszą częścią tej modlitwy jest prośba o przebaczenie naszych win i wyznanie, że także i my przebaczamy naszym winowajcom. Ta modlitwa swoją siłą wykorzeniła ze mnie wiele złości. Uzdolniła mnie do tego, żeby przebaczać. Wyrzuciła ze mnie ducha zemsty.

A Zdrowaś Maryjo?
Maryja jako Matka pięknej miłości uczy mnie przede wszystkim miłości. Maryja jest „wieczną strażniczka ciągłego miłowania”, jak powiedział św. Bernard z Clairvoux. Jestem z Matką Bożą ściśle związany. Ona jest wciąż przy mnie. Maryi zawdzięczam wszystko… Jeszcze jako kleryk pierwszego stycznia 1950 roku złożyłem akt oddania się w niewolę Maryi w wersji św. Maksymiliana Kolbego. Dla mnie Maryja jest w sercu wiary a nie kwiatkiem do kożucha.

Wielu pielgrzymów jest poruszonych ciszą w La Salette…
Z tego, co pamiętam, cisza poprzedziła objawienie Pięknej Pani. Zresztą na tej górze zachwyca piękno, które przemawia w ciszy. Tam jest cisza mówiąca. La Salette jest taką strefą ciszy. Cisza, która rodzi modlitwę jest jak sakrament. Dlatego nie dziwi to, że na tej górze pielgrzymi zupełnie inaczej przeżywają swoją obecność. Często szukają dla siebie miejsca odosobnienia. Porozrzucani na zboczach góry, zamyśleni, medytujący przez długi czas… Takie zachowanie nie dziwi, bo tam nie ma krzyku, nie ma wrzasku. Jest klimat modlitwy.. Tam można wszystko kontemplować.

Potrzebujemy ciszy…
Modlitwa i skupienie potrzebuje ciszy. Jezus potrzebował ciszy. Maryja żyła w ciszy, więc nic dziwnego, że i my potrzebujemy ciszy. Żyjemy w świecie pełnym hałasu. Nawet młodzi wstępujący do zakonu nie doceniają ciszy. W świecie się myśli, że jak kogoś się lubi to się z nim gada… Żeby Bóg był we mnie, żebym żył w zgodzie z sobą, potrzebuję ciszy. Tymczasem widzimy, że za mało jest ciszy w nas i wokół nas. Coraz trudniej o ciszę w kościołach. Ona zawsze bywa tam, gdzie jest wystawienie Najświętszego Sakramentu. Są w kościele osoby, które myślą, że jak nie śpiewają albo nie odmawiają na głos jakichś pacierzy, to się nie modlą.Potrzebujemy przywrócić chwile ciszy także w liturgii. Nie musimy biec, nie musimy się śpieszyć… Możemy modlić się ciszą. Na rekolekcje do Tyńca przyjeżdżają ludzie różnych profesji i na ten czas zostawiają telefony komórkowe, milczą przez kilka dni. Także podczas posiłków nie rozmawiają ze sobą. Cisza jest wartością samą w sobie a nie tylko narzędziem.

Ojciec od ponad sześćdziesięciu lat jest benedyktynem. Czy przez te wszystkie lata jest ta sama cisza w klasztorze?
Wciąż jest jej za mało. W wielu miejscach jest jeszcze ciągle ta sama. W innych jest sporadycznie. Jeden z mądrych ojców powiedział o młodych, że „oni nie mają o czym milczeć”. Trzeba umieć o czymś milczeć.

Maryja wybrała góry jako miejsce swego objawienia.
Mnie urzekają same Alpy jako dzieło Boże. Mają w sobie coś cudownego! Zupełnie inny klimat niż w naszych Tatrach. Tam przez wysokość czuje się bliżej Boga. Jestem na wysokiej górze a dookoła jeszcze większe góry.Tam od razu widzi się słowo: „Góry, błogosławcie Pana!” Pan Bóg wszystko stworzył. W scenerii gór chciała się objawić Maryja. Góry nie są obce Maryi. Ona szła do Elżbiety po górach. Tu niezwykle pięknie brzmią słowa „Wznoszę me oczy ku górom…” (psalm 121). Zresztą wszystkie psalmy tu brzmią wyjątkowo, bo przecież większość z nich powstawała w Judei właśnie w scenerii gór. Góry pomagają pogłębić wiarę i rozszerzają horyzonty spojrzenia na wiele elementów naszego życia.

Jak ojciec zachęciłby do pielgrzymowania do La Salette?
Jeśli tylko będzie ogłoszona pielgrzymka do La Salette to proszę, pojedźcie, bo wrócicie ubogaceni, zrozumiecie lepiej maryjną pobożność. Tam jest spotkanie z Maryją, która płacze, bo dzieci nie są posłuszne. Matka Boża przestrzega nas przed zniszczeniem sobie życia i przed karami jako konsekwencją naszego odejścia od Boga. Wczoraj wieczór był komunikat – alert – przed burzami. Tak też Matka Boża ostrzega nas. Uwaga: „bronię was, byście nie skończyli źle”. My za bardzo obłaskawiliśmy Boga. Akcentujemy tylko Jego miłosierdzie, a zapomnieliśmy zupełnie o tym, że Bóg też karze! Przecież Pismo Święte mówi wyraźnie: „Upomnieniem Pańskim nie gardź, mój synu, nie odrzucaj ze wstrętem strofowań. Bowiem karci Pan, kogo miłuje, jak ojciec syna, którego lubi” (Prz 3, 11-12). Saletyńskie objawienie w swym przesłaniu jest bardzo proste, dlatego tak bardzo wymowne.

 


 

20 kwietnia 2020

W CHRYSTUSIE JEST ŻYCIE!

Homilia Księdza Biskupa Jana Niemca w Wigilię Paschalną w bazylice NMP w Dębowcu 11.kwietnia 2020 r.

Przeszliśmy przez trzy noce i pragniemy wejść w najważniejszą, czwartą noc, która daje nazwę tym świętom – Wielkiej Nocy. Jest to noc, w której Chrystus skruszył więzy śmierci. Ogień, który zapłonie, nigdy nie zgaśnie, będzie płonął w nowym sercu i w nowym duchu. Ten ogień zapalił Chrystus.

To jest ogień, który Chrystus pragnął zrzucić na ziemię, aby on zapłonął. Ten ogień zwycięża śmierć, lęk i trwogę.

Czwarta noc?
Z jakiej nocy Chrystus nas wydobywa? Ta noc jest granicą, przez którą boimy się przejść. Jest nią śmierć. Słowo Boże mówi, że szatan trzyma nas w niewoli śmierci. Szatan mówi, że ty nie możesz kochać, bo umrzesz. To jest najgorsza noc i najgorsza ciemność.

Chrystus nie wyzwala nas od śmierci fizycznej, ale wyzwala nas od śmierci ontycznej, od śmierci wiecznej, która polega na tym, że nie potrafimy kochać drugiego i nie możemy oddać swojego życia. Dlatego żyjemy w lęku.

Chrzest
Przez chrzest zostaliśmy zanurzeni w śmierci Chrystusa i razem z Nim umarł w nas stary człowiek, który kocha siebie, a narodził się człowiek nowy, z nowym sercem i nowym duchem, który już nie lęka się śmierci. Nie lęka się grobu, bo grób nie jest końcem życia, ale jest bramą do nowego życia.

Chrześcijanin jest tym, w którym Chrystus przeszedł przez próg śmierci, dlatego już nie lęka się śmierci, bo ma w sobie życie wieczne! Dlatego nie odpowiada nienawiścią na nienawiść, ale dobrem zwycięża zło.

Miłość w wymiarze krzyża Chrześcijanin jest człowiekiem, który potrafi kochać w wymiarze krzyża, który przebacza jeśli go znieważają, który nie lęka się, aby oddać swoje życie.

Jeżeli w twoim sercu jest miłość, dobroć, łagodność, cierpliwość, przebaczenie, to już w tobie zaczyna żyć Królestwo boże. Niebo zaczyna się już tutaj, a śmierć ciała sprawi, że to utrwali się na wieki.

Jeżeli w twoim sercu jest nienawiść, przekleństwo, złość, wściekłość, nieprzebaczenie – to jesteś w piekle, które zaczyna się już tutaj. Jeżeli nie pozwolisz, żeby to wszystko zostało utopione w krwi Chrystusa, to śmierć fizyczna utrwali to wszystko na wieczność.

Chrystus zmartwychwstał i wyzwolił nas od śmierci wiecznej. Dlatego możemy kochać i przekraczać próg grobu, aby tam spotkać Chrystusa żywego. Jeżeli twoje serce płonie miłością do Chrystusa i pragnie Go znaleźć – jak Maryja, Maria Magdalena – to będzie ci to dodane.

Chrystus zmartwychwstał
Chrystus naprawdę zmartwychwstał! W Chrystusie jest życie! Miłość, którą On objawił na krzyżu została wskrzeszona z martwych i ona już nigdy się nie skończy. Ona zaczyna się dzisiaj. Jezus pragnie żyć w tobie, w twoim sercu, w twoim duchu. Dlatego On pragnie, abyś przez twoje życie, był świadkiem Jego zmartwychwstania.

Dlatego odwagi, nie bójcie się, ufajcie, nie lękajcie się… Pozwólcie, aby On obdarzył was swoją łaską, żeby nasycił was Zmartwychwstaniem!

10 kwietnia 2020

Bóg przez cały czas mnie kochał

Z Muńkiem Staszczykiem, liderem zespołu T. Love rozmawia ks. Bohdan Dutko MS

Rozmawiamy w Sanktuarium Matki Bożej Płaczącej. W jednym z utworów napisałeś, że „chłopaki nie płaczą”. Jak to było z Twoim płaczem w Medjugorie?

To były łzy syna marnotrawnego. Droga mojego nawrócenia doprowadziła mnie do Maryi. Wcześniej w ogóle nie rozumiałem roli Maryi.

Pochodzę z Częstochowy i wyrastałem pod egidą Matki Bożej Częstochowskiej. Spacerowałem z babcią na Jasną Górę. Lubiłem klasztor i kaplicę, ale dopiero od pięciu lat jestem w świadomej relacji z Maryją.

Starszy ksiądz po spowiedzi powiedział mi: „chłopie, tobie potrzebne jest większe duchowe przeżycie, jedź do Medjugorie”. Także mój kolega salezjanin ks. Dominik Chmielewski powiedział: „Jedź, bo ja też tam przeżyłem swoje nawrócenie, to jest święte miejsce. Zabierz żonę i jedź”.

I…

W 2013 roku pojechaliśmy z Martą, moją żoną i zamieszkaliśmy u s. Agnieszki z włoskiej wspólnoty Nowe Horyzonty. Członkowie tej wspólnoty wychodzą na ulicę do ludzi upadłych, głównie narkomanów i prostytutek. I ona wzięła nas w obroty. Weszliśmy na górę objawień. Obok nas Rosjanie, Węgrzy, Włosi, kakofonia języków, taka językowa wieża Babel, i wszyscy odmawiali różaniec. To jakiś absurd, co ja tu robię? Nigdy wcześniej różańcem się nie modliłem. Najpierw dla mnie była to jakaś abstrakcja, ale zacząłem „łapać” rytm tej modlitwy, sens zatapiania się, powtarzania itd., i zaczęło mi to sprawiać przyjemność.

Zaczęły dziać się małe cudeńka. Na Mszy św. „zawiesiła” się komórka Marty, i „od-wiesiła” się w drodze powrotnej na terenie Chorwacji. Zrobiliśmy zdjęcie Maryi w kościółku pod Medjugorie, na którym jest poświata…

Zaczęliśmy czuć atmosferę, bliskość… Podczas Mszy w języku włoskim poczułem bliskość Maryi. Mówię do siebie, Zygmunt, jaki by byłeś głupi… Matko, przepraszam Cię za to wszystko. Maryjo moja kochana, Ty mnie tak bardzo kochasz, przepraszam Cię za moje życie… Cieszę się i ryczę… Patrzę na moją żonę i widzę, że też ryczy. Poczułem powrót… Zaczęliśmy modlić się codziennie różańcem, i tak jest do dziś.

Co się wydarzyło w 1998 roku?

W tamtym roku uczyniłem pierwszy krok na drodze nawrócenia, która cały czas trwa. Nie wyparłem się Boga, nie, tylko pochłonął mnie show biznes, popularność, wszystkie zabawki tego świata: używki, alkohol, marihuana, narkotyki, kobiety. Byłem bardzo skoncentrowany na sobie.

Ale do kościoła nie chodziłeś?

Zdarzało mi się wejść do kościoła z okazji komunii naszych dzieci. Były też spowiedzi kompletnie niepoważne, bez rachunku sumienia…

I nadszedł maj…

Zadzwonił do mnie o. Wojciech Jędrzejewski, dominikanin – dziś mój przyjaciel, który zaprosił mnie na spotkanie z młodzieżą w Warszawie w kościele na Służewiu. Byłem wtedy w okresie zachłystywania się popularnością zespołu i żyłem w nieustającej balandze, w ciągu alkoholowym i narkotykowym, uzależniony od amfetaminy.

Poszedłem skacowany. Powitał mnie z uśmiechem młody ksiądz. Salka pełna młodzieży. Fajnie gadają, fajnie pytają. Myślę, kurde, fajny ten Wojtek. Na pożegnanie dał mi książkę francuskiego teologa W co wierzę. Zacząłem czytać i nastąpiła we mnie fascynacja Chrystusem. Pierwsza spowiedź po 12 czy 16 latach, nie pamiętam. Ta spowiedź była wstrząsem, dużym oczyszczeniem i skończyła się wielkim płaczem.

To był początek, który trwa już dwadzieścia lat. Wojtek odegrał dużą rolę w moim nawróceniu.

Czy były sytuacje, o których powiedziałbyś dziś, że Bóg pukał do twoich drzwi?

Pamiętam kilka spotkań, które były takim pukaniem. Przytoczę jedno. Był rok 1990, wróciłem z Anglii z wizją ulepszenia zespołu, żeby stał się bardziej profesjonalny. Nagrywaliśmy płytę Pocisk miłości, i podczas sesji nagraniowych przyjechał jakiś facet z Lublina i odwoził nas samochodem do Warszawy.

Siedziałem na tylnym siedzeniu z kolegą Jankiem. Popiliśmy piwo, paliliśmy jakąś trawę i ten facet zapytał mnie: po co ty robisz to, co robisz? Jak to po co, jak to po co, stary, dla ludzi, dla ludzi, żeby było fajnie, żeby zagrać duże koncerty. Ok., ok., ale w ogóle po co? Zacząłem się śmiać. Zadajesz mi dziwne pytanie, ale o co ty mnie właściwie pytasz? Byłem zdenerwowany. Pytam cię, czy nie mógłbyś tego robić na przykład dla Boga?

Ogarnął mnie śmiech. Janek, słyszysz powiedziałem, o co ten gość mnie pyta i wysiadłem. To był rok 1990, minęło osiem lat i nastąpił pierwszy krok na drodze nawrócenia.

Poznałeś miłość Maryi?

Tak, ciągle poznaję. Zły kombinował, żebym w ogóle nie poznał Maryi. Ale dzięki Bogu to światło na mnie spłynęło… Szatan nie ma z Nią żadnej szansy. Mam krótki staż relacji z Maryją, ale czuję Jej ogromne wsparcie. Każdego dnia chcę iść z Maryją. Jak mnie dopada pożądliwość, to oddaję się Maryi mówiąc: zrób coś z tym, proszę pomóż, i pomaga. Maryja studzi męskie namiętności, bo jest kobietą. Sprawia, że łagodnieję. Z Maryją jest lepiej. Odkąd Maryja pojawiła się w moim życiu, dużo rzeczy dzieje się na plus.

Moim największym problemem były grzechy hedonistyczne: nadużywanie alkoholu i nieczystość. Z tym wszystkim zacząłem się zwracać do Maryi. Zostałem chwycony za rękę. Poczułem jakąś łagodność. Maryja przeprowadza mnie. Maryja wchodzi w mój grzech pożądliwości i oczyszcza moje serce. Jestem w krucjacie trzeźwości, odpuściłem na rok alkohol.

Mieszkamy w Warszawie we Włochach w parafii saletynów i bardzo lubię chodzić na poranne msze. Maryja jest przepiękną kobietą matką, którą można kochać, nie w kategoriach namiętności.

Modlisz się na różańcu?

Przez całe lata tkwiłem mocno we wszystkich „zabawkach” i wracają różne demony, ale mam narzędzia, wiem, czego można użyć. Zacząłem rozumieć różaniec. Odmawiam różaniec pompejański. Różaniec odegrał dużą rolę. Różaniec jest poważnym egzorcyzmem. Różaniec mi się podoba. Przez ostatnie lata dostałem mnóstwo różańców. W ostatniej trasie jacyś faceci po cichu dali mi różaniec, mówiąc: masz różaniec, bo się za ciebie modliłem. Mam cały worek różańców. Zdarza się, że ja też komuś przekazuję. Miałem kilka takich sytuacji, że chłopak przychodzi do mnie i mówi, że ma problem z pornografią, to ja mu mówię: nie jestem księdzem, ale masz różaniec i módl się do Maryi, bo z pornografią nie ma żartów.

Mój syn, który po wielu latach poszedł do spowiedzi, powiedział: różaniec to jest czad. Różaniec ma moc! Modlitwa różańcowa odmawiana przez nasze babcie, a wykpiwana przez media, jest solą ziemi…

Maryja Cię wysłuchuje?

Prosiłem Maryję o trzeźwość… Latem byłem z żoną na wczasach we Włoszech. Siedzę z ludźmi, piją wino, wódkę, a ja piję colę, albo piwo bezalkoholowe. I jest to możliwe…

Myślę, że podobnie będzie z nieczystością… Bóg daje czystość, bo dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Mówią o tym miliony świadectw, mega cuda. Bóg, odebrał mi pazerność. Ja ze swoimi demonami długo walczyłem i walczę. Jest dużo lepiej, ale zawsze wraca pokusa nieczystości. Kiedyś nie rozumiałem siły pornografii, nie widziałem jak wciąga. Nie rozumiałem grzechu masturbacji…

Jaka jest cena popularności?

Różna. Znam smak bycia popularnym. Wielu ludzi robi fajną muzykę, a wielu wariuje na punkcie swojego ego. Największą pułapką jest pycha i ego, bo wydaje ci się, że jesteś lepszy od innych. Trzeba się modlić za gwiazdy rocka. Szow−biznes to jest bardzo niebezpieczny zawód. To, o co normalny człowiek musi się starać, ty masz na wyciągnięcie ręki. Przychodzą koledzy, klepią cię po plecach, leją wódkę, kobiety się uśmiechają.

Żyć nie umierać, wspaniale, tylko potem nagle upadasz na ryj.

Ludzie żyją na głodzie duchowym?

Mają ogromny głód duchowy. Każdy potrzebuje duchowości i szuka jej na różne sposoby. Ludzie potrzebują Boga, Kościoła, tylko nie biorą tego, co jest naprawdę blisko. To, że dziś jest taki atak na Kościół katolicki, to

nic dziwnego. Katolicy nigdy nie mieli łatwo. Mówienie, że Kościół ogranicza wolność, to jest jakaś ciemnota, kompletna nieprawda!

Jak odnajdujesz się ze swoją wiarą w szow−biznesie, który wydaje się przestrzenią niewiary…?

Jedni wyśmiewają, drudzy przybiją piątkę. Generalnie chrześcijanie są zawsze narażeni na jakieś złośliwości. Chrystus 2000 lat temu też nie miał łatwo. Nie jestem atakowany, niektórzy mówią, że zwariował na starość. Stary zbereźnik robił to i tamto, a teraz wrócił do Boga. To są takie uproszczenia i schematy

myślowe. Nie ma nic gorszego jak schemat. Chrześcijaństwo nie jest modne. Wszystko inne jest modne, ale nie nasz polski katolicyzm. Być katolikiem to obciach. Wielu powtarza zasłyszane banały i stereotypy… Warto spróbować. Sam spróbowałem. Z Bogiem trzeba być szczerym. Bóg wie wszystko. On jest miłosierny, ale to nie znaczy, że wszystko wolno robić. Wspaniałe w chrześcijaństwie jest to, że każdego dnia mam szansę zaczynać na nowo. Bóg mi wszystko przebacza! Kto tak kocha ludzi?

Tylko Bóg! Kocha każdego z nas, bo jesteśmy Jego dziećmi. To nie jest żadna ściema ani jakieś nawiedzenie, tylko fakt. Nie ma co nosa do góry nosić, że jestem lepszy od innych, że mam już bilet do Nieba, że mogę ci wypisać receptę na zbawienie.

Zawód artysty jest niebezpieczny, podbija bębenek i prowadzi do…

Do pychy. W byciu artystą jest strasznie dużo pychy. Masz fanów, ludzie kupili twoją płytę, cieszy cię to, to jest normalne, chcesz być lepszy od innych, ale to też wyzwala zazdrość, ja to znam, bo to przeżywałem.

Pycha, ulubiony grzech złego, ona może dopaść każdego, a szczególnie tego, kto odnosi sukces:  popularnego księdza, aktora, muzyka. Mnie też dopadła wówczas, gdy byłem świeżo nawrócony.

Pycha to ulubiona zabawka szatana. Trzeba się modlić za księży, za wszystkich, za gwiazdy rocka, wszyscy ze świecznika są narażeni na pychę. Pycha jest mocna, a diabeł jest sprytny i przebiegły.

Łatwo było odciąć się i zostawić stare życie?

Jasne, że nie. To jest proces. Tak było z moim ulubionym św. Pawłem, który prześladował wyznawców Chrystusa, a później stał się gorliwym wyznawcą Jezusa i jednym z filarów Kościoła. Takich przemian jest w Biblii wiele. Nie jestem na tym etapie żebym był kompletnie wyzwolony ze swoich grzechów i chyba nigdy tak nie będzie. Nie można się odciąć od przeszłości i pluć na siebie. Wszystko oddaję Bogu, nic mądrzejszego nie można zrobić. Niejednokrotnie się zarzekałem i obiecałem coś Maryi, że teraz to już na pewno, i g…

To, co można, to tylko oddać, to prosić pokornie, wyznając: nie dam rady. Grzech ma to do siebie, że idzie seryjnie, najpierw mały, potem większy, coraz większy… Oddałem moje grzechy Bogu na spowiedziach i dalej będę oddawał. Zobaczyłem, że Bóg nic więcej ode mnie nie potrzebuje.

Zapytam na koniec, a skąd się wziął pseudonim Muniek.

To śmieszne, bo nikt mnie tak nie nazywał, zawsze byłem Zygmuś. W IV Liceum Ogólnokształcącym im. Henryka Sienkiewicza w Częstochowie, do którego chodziłem, w I klasie był przedmiot Wychowanie muzyczne, które prowadził bardzo luźny profesor, który traktował nas bardzo fajnie. Na pierwszej lekcji

powiedział do nas: niech każdy przedstawi się i powie, jaką lubi muzykę. Kiedy przyszła kolej na mnie, wstałem, powiedziałem dzień dobry, jestem Zygmunt, lubię muzykę rockową. A on, w domu mówią na ciebie Muniek? Nie – odpowiedziałem. Następnego dnia kolega z drugiej ławki, z którym zresztą po latach założyliśmy zespół T. Love prosząc mnie o kanapkę powiedział „Muniek”, i tak zostało. Niektórzy mówią do mnie Zygmunt – na przykład rodzice, ale żona mówi Muniek.

 (…)

Całość rozmowy ukarze się niebawem w książce „Świat i Kościół”.

20 stycznia 2020

Gdzie spotkać Jezusa?

Fragment homilii wygłoszonej przez ks. dra hab. Adama Kubisia (KUL) w dębowieckiej bazylice Płaczącej Pani  z La Salette na rozpoczęcie Szkoły Biblijnej

Lewi wydaje się być takim człowiekiem, który ma dość życia w grzechu, bo kiedy Jezus mówi do niego: „Pójdź za mną”, to on wstaje i idzie. Trzeba spotkać Jezusa i wtedy automatycznie porzucamy nasze życie w grzechu. Nie ważne w jakim punkcie życia jesteś, nieważne jaką masz historię życia, jak bardzo dużo grzechów było w twoim życiu, ty możesz stać się św. Franciszkiem z Asyżu, który odbudował Kościół. Ty możesz stać się Ignacym z Loyoli, który zbudował Jezuitów i odnowił też Kościół.

Nie ma znaczenia jaką miałeś dotychczas historię, bo każdym momencie życia możesz się nawrócić. Pan Bóg może pisać z nami nową historię. Ale jest pytanie: gdzie ja tego Jezusa mam spotkać?

Kiedyś przez dwa lata pracowałem w Austrii i moim biskupem był Franz Lackner OFM. Przed seminarium był żołnierzem zawodowym i uważał się za ateistę. Przez armię austriacką został wysłany na Cypr. Służył w strefie demarkacyjna między Turcją a Grecją. Kiedyś na przepustce od swojej babci, katoliczki dostał Pismo Święte, która się bardzo martwiła, że jej wnuczek wychowany w porządnej katolickiej rodziny został ateistą. On, żeby nie robić przykrości babci wziął to Pismo Święte. Kiedy siedział w barakach zaczął czytać to

Pismo Święte. Mówił, że od samego czytania Pisma nagle zrodziła się w nim wiara, po prostu spotkał Jezusa. W pewnym momencie zalała go fala bożej obecności. Im więcej czytał, tym bardziej się napełniał obecnością Boga, i stał się wierzący. Wstąpił do zakonu franciszkanów. Był profesorem filozofii w Rzymie, później został prowincjałem wszystkich franciszkanów na całą Austrię, został biskupem pomocniczym w Grazu, a teraz jest arcybiskupem Salzburga i prymasem Niemiec.

Od ateisty do prymasa. Można by powiedzieć, od św. Franciszka, który był jakimś rycerzem, utracjuszem, po założyciela wielkiego zakonu, odnowiciela całego Kościoła w XIII wieku. Od Ignacego, który też był rycerzem uganiającym się za uśmiechem damy swego serca aż po założyciela zakonu jezuitów…

To takie spektakularne historie, ale historia biskupa Franza Lacknera OFM pokazuje, że te historie wydarzają się także i dziś, i w życiu każdego z nas mogą się wydarzyć. On zmienił swoje życie, bo spotkał Jezusa.

Gdzie ja mogę spotkać Jezusa? Możesz Go spotkać w Biblii, czytaj Biblię. Nieznajomość Pisma jest nieznajomością Chrystusa, mówił św. Hieronim. Może to jest droga dla ciebie. Może poszukaj Go na modlitwie, może poszukaj Go na adoracji, może Go poszukaj w Eucharystii, w karmieniu się codziennie

Słowem i chlebem Eucharystycznym. Jeśli nie czujemy obecności Boga w naszym życiu, to znaczy, że nie wydarzyło się to, co się wydarzyło w życiu Lewiego, że nie poszliśmy za Nim. To musi być coś takiego pięknego, że wszystko inne − kariera dotychczasowa, pieniądze − staje się mniej ważne. Ciekawe, że zmieniło się też jego imię, z Lewi na Matanjah to jest Mateusz. Po hebrajsku imię Mateusz oznacza dar Boga. Jeżeli ja się odważę pójść za Jezusem, co odpowiada moim najgłębszym pragnieniom, to wreszcie poczuję się szczęśliwy i stanę się darem Boga dla wszystkich, których będę spotykał na drodze.

A gdziekolwiek się pojawię, tam się pojawi pokój, szczęście i radość.

Dębowiec 17 stycznia 2020 r.

15 stycznia 2020

Jest nadzieja

Z księdzem arcybiskupem Mieczysławem Mokrzyckim metropolitą lwowskim rozmawia ks. Bohdan Dutko MS

Kiedy Ksiądz Arcybiskup po raz pierwszy usłyszał o La Salette?
Jako młodzieniec w domu rodzinnym. Później w seminarium, na wykładach lub homiliach, wygłaszanych przez naszych wychowawców. Ojciec święty Jan Paweł II często mówił o Matce Bożej i przywoływał sanktuaria maryjne, także La Salette, które były mu bliskie. Jan Paweł II był papieżem maryjnym i zawsze podczas podróży apostolskich nawiedzał Jej sanktuaria. Cztery lata temu pojechałem prywatnie do La Salette i zostałem zauroczony.

Czym zauroczony?
Prostotą tego miejsca i ciszą. Nie ma tam sklepów i kramów, dlatego można zanurzyć się w medytację i przeżyć głębokie spotkanie z Bogiem i Matką Najświętszą. Otoczenie i sama świątynia pozwala wejść w głębię swego serca, swojej duszy i odkryć wielką miłość Boga do człowieka, a także i Jego Matki. Każdemu, kto chce doznać głębokiego spotkania z Maryją, być olśnionym Maryją i uniesionym niezwykłym natchnieniem, polecam udanie się do tego sanktuarium.

Maryja w La Salette płacze…
Płacze jak każda matka. Matka czasami roni łzy radości, ale także łzy smutku, zwłaszcza wtedy, kiedy dzieci sprawiają jej ból. Ojciec często karze swoje dzieci poprzez ostre słowo czy klapsa, natomiast matka okazuje niezadowolenie i smutek poprzez cichy płacz. W historii objawień maryjnych, wiele razy słyszymy o Matce Bożej Płaczącej i płacze także Matka Boża z La Salette, widząc swoje dzieci oddalające się od źródła łaski, pokoju i miłości.

Orędzie Maryi w La Salette skierowane jest do wszystkich, ale szczególnie do tych, którzy się zagubili w wierze…
Matka Boża kieruje wzrok nie tylko do tych, którzy są blisko Niej, ale także ku tym naszym braciom i siostrom, którzy oddalili się od Boga. Odejście wielu ludzi od wiary jest dla nas, wierzących, wezwaniem, abyśmy żyli w wierności Chrystusowi. Maryja zachęca nas do modlitwy za grzeszników, by zmienili swoje postępowanie i powrócili na łono Kościoła. Jesteśmy także wezwani do podjęcia pokuty, aby Maryja wszystkie swoje dzieci zbliżyła do Chrystusa.

Maryja Saletyńska jest nazywana Matką pojednania. Nie sposób w tym kontekście nie zapytać o aktualny stan pojednania polsko-ukraińskiego, na jakim etapie jesteśmy?
Najpierw chcę powiedzieć, że i na Ukrainie mamy wizerunki Maryi, Matki Pojednania. Takim przykładem może być Janów, gdzie czczona jest Maryja Matka Pokoju i Pojednania. Pragniemy, aby nasze narody zbliżyły się do siebie i pojednały się. Jednak szczere pojednanie – tak jak pojednanie każdego grzesznika z Bogiem – musi być oparte na prawdzie. Najpierw winno być przyznanie się do winy, następnie wyznanie grzechów. Dopiero wtedy otwiera się droga do prawdziwego pojednania. Dziś idziemy drogą dialogu i myślę, że doprowadzi to kiedyś do pojednania naszych narodów, narodu polskiego i narodu ukraińskiego.

Pojednanie jest drogą zbudowaną na prawdzie.
Tak ostatecznie musi być.

Kiedyś zapytano Jana Pawła II o najważniejsze Słowo w Ewangelii, papież od razu odpowiedział – prawda!
Tak, prawda nas wyzwoli.

Uważna lektura orędzia z La Salette odsłania działanie demona, który wsączył w człowieka kłamstwo wmawiając mu, że można żyć bez Boga. Dlatego orędzie z La Salette nie traci nic na swojej aktualności…
Oczywiście, że nie. Ono jest ponadczasowe. W codziennym życiu jesteśmy kuszeni, aby zapomnieć o Panu Bogu jako dawcy piękna, prawdy, sprawiedliwości. Europa, także Polska zapominają, ile dobra przyniosło chrześcijaństwo. Po przyjęciu chrztu przez naszą ojczyznę pierwsi misjonarze przynosili wiarę, a z nią kulturę i szkolnictwo. Zakony prowadziły szkoły, ochronki, szpitale. Dzięki formacji chrześcijańskiej ludzie stawali się szlachetniejsi.

Szatan nieustannie nas kusi: po co będziesz posłuszny Panu Bogu, możesz być od niego niezależny. Współczesny człowiek w pogoni za dobrami materialnymi zapomina kim jest, zapomina o wartościach duchowych.

Dzisiaj często słyszymy, że Kościół jest instytucją zacofaną, że nie idzie z duchem czasu, że żyjemy już w XXI wieku i niektóre głoszone prawdy się zdezaktualizowały. Dlatego – jak próbuje się tłumaczyć – zmurszała doktryna odciąga młodzież od Kościoła. Diabeł czyni wszystko, aby grzech usankcjonować prawem i wprowadzić jako normy moralne w życiu współczesnego świata. Ludzie, którzy żyją niemoralnie, chcą narzucić innym taki sposób postępowania.

Wielu ludzi w te kłamstwa wierzy. Także w te, uderzające w rodzinę.
W całej Europie jest ogromna laicyzacja. Nie ma nauki religii w szkołach, nie ma dobrej formacji zarówno ludzkiej, jak i chrześcijańskiej, dlatego łatwo jest manipulować ludźmi.

W 2016 roku uniwersytet w Oxfordzie „post prawdę” ogłosił słowem roku. Nie liczą się fakty obiektywne, liczą się tylko emocje i osobiste przekonania. To kolejne oszustwo…
Nie możemy dokonywać osądów moralnych według naszego odczuwania, ale w oparciu o objawienie, w oparciu o dobrze uformowane sumienie.

Ten sposób wartościowania prowadzi do oswojenia kłamstwa: nie ma cudzołóstwa, można żyć bez ślubu… To oswojenie dotyczy także osób wierzących.
Słyszymy, że Kościół powinien być bardziej tolerancyjny. I niestety, wielu wiernych ulega temu wpływowi, i przyzwalają swoim dzieciom żyć w związkach przedmałżeńskich. Jest to wielka krzywda dla tych młodych, bo tylko czystość przedmałżeńska może uczynić ich szczęśliwymi i pełnymi radości. Jeśli otworzą się na nauczanie Chrystusa o małżeństwie, to przyszłe szczęście małżeńskie i trwałość rodziny będą budować na właściwym fundamencie.

Zły duch znajduje coraz większe pole działania, wydaje się jakby miał coraz więcej zwolenników…
W Piśmie Świętym czytamy: „diabeł jak lew ryczący krąży szukając, kogo by pożreć”. Jeśli znajdzie ludzi słabych, to większy odniesie sukces. Dlatego musimy być bardzo ostrożni.

Maryja w objawieniach zawsze wzywa do nawrócenia, także i w La Salette. Co jest główną przeszkodą w nawróceniu?
Św. Jan Paweł II mówił, że głównym hamulcem w nawróceniu jest brak odrzucenia kłamstwa i lęk przed wejściem w światło prawdy. Jan Paweł II zawsze nawoływał, żebyśmy byli ludźmi prawymi, że prawda nas wyzwoli, a tą prawdą jest sam Chrystus.

Jakie wrażenia pozostaną w Księdzu Arcybiskupie po pielgrzymowaniu do Dębowca?
Jestem mile zaskoczony tak wielką liczbą wiernych, którzy przybywają do tego sanktuarium, którzy manifestują swoją wiarę. Widziałem ludzi modlących się za siebie, swoich bliskich i za ojczyznę. Nie byli to ludzie w średnim czy podeszłym wieku, ale ludzie młodzi i młode rodziny z dziećmi…

Czyli jest nadzieja, że prawda jest mocniejsza od kłamstwa.
Tak, niech tak będzie.

 


 

Nadchodzące wydarzenia
05
CZE
Kurs przedmałżeński – Nauki przedślubne

Zapraszamy na Kurs Przedmałżeński 5 - 7 czerwca 2020 roku... czytaj więcej

narzeczeni

Godzina rozpoczęcia 19:00

02
PAŹ
Różańcowe Dni Skupienia

Różańcowe Dni Skupienia Termin:  2-4 października... czytaj więcej

Godzina rozpoczęcia 18:00

16
PAŹ
Pojednanie z kryzysem wieku średniego

Sesja "Pojednanie z kryzysem wieku średniego" prowadzona jest w... czytaj więcej

dla osób powyżej 35 roku życia

Godzina rozpoczęcia 18:00

Droga życia

„Pobożność do Przenajświętszej Matki jest wsparciem każdego wierzącego chrześcijanina, a zwłaszcza młodzieży.”
(św. Jan Bosko)

 

"