Kategoria Spotkania Centrum Pojednania La Salette, Dębowiec
Varia   ❯   Spotkania
20 listopada 2020

Styl życia Rodziny z Nazaretu

Miłości nie można zredukować wyłącznie do seksu.

Z kaznodzieją Domu Papieskiego Ojcem Raniero Cantalamessa OFMCap
rozmawia ks. Bohdan Dutko MS

Przez wiele lat był ojciec blisko Jana Pawła II. Proszę powiedzieć, jakie miejsce w Jego nauczaniu miała rodzina chrześcijańska?
Jan Paweł II był wielkim orędownikiem rodziny. Stworzył w Rzymie Instytut Studiów nad Rodziną. Nie ma dokumentu, w którym by nie podkreślał doniosłej roli rodziny. Jan Paweł II walczył o rodzinę. Widzieliśmy, jaką troską otaczał dzieci. Zewnętrznym tego znakiem było błogosławienie i obejmowanie dzieci, gdy przechodził pośród wiernych. Posiadał niezwykłą wrażliwość także na kwestie rodziny. Napisał jedną z najważniejszych książek Mężczyzną i niewiastą stworzył ich dotyczących teologii ciała, która zainspirowała wiele badań i refleksji i która przyczyniła się do odnowy naszej wizji cielesności, a także pośrednio naszej wizji seksualności i rodziny. Przedstawił w tej książce niezwykle pozytywną wizję ciała, seksualności i rodziny.

Czym jest rodzina chrześcijańska?
Na międzynarodowym spotkaniu rodzin w Meksyku, które odbyło się dwa lata temu, wygłosiłem referat na temat małżeństwa i rodziny w Biblii, ten tekst jest osiągalny w internecie. Wizja małżeństwa i rodziny pochodzi z planu Bożego i nie jest oparta, jedynie na różnicy między mężczyzną i kobietą, ale istnieje w planie miłości Boga, który na początku stworzył rodzinę i małżeństwo. Bóg jest miłością i to odbija się także w planie wobec rodziny. Żaden bóg pogański nie został tak określony. Tylko Bóg chrześcijan jest miłością i z miłości stworzył człowieka jako mężczyznę i kobietę, różnych pod względem płci. A więc rodzina chrześcijańska jest chrześcijańską w takim stopniu, w jakim jest odblaskiem tej miłości Boga Stworzyciela i żyje według planu Bożego. Jezus w Ewangelii podkreśla, że zamysł Boży został zmanipulowany i mówi, że na początku było inaczej. Jezus w odpowiedzi na wszystkie zniekształcenia przypomina o właściwej wizji małżeństwa i rodziny. Owe zniekształcenia, dotyczyły nie tylko rozwodu, ale także dominacji mężczyzny nad kobietą, zniewolenia kobiety, możliwości oddalenia kobiety przez męża. Można tu także dodać przedkładanie interesu ekonomicznego potomstwa nad miłość wzajemną. A więc były to elementy kultury grzechu. Jezus proponuje powrót do pierwotnego planu Boga, kiedy mówi, iż na początku tak nie było, ponieważ Bóg stworzył mężczyznę i kobietę, i mężczyzna opuści ojca swego i matkę swoją itd… A więc rodzina chrześcijańska jest rodziną biblijną odnowioną przez Jezusa. Stało się podobnie jak w Starym Testamencie, że ten pierwotny zamysł Boga został zniekształcony i następnie Jezus odnowił go i uświęcił jako sakrament.
Sobór Watykański II dokonał ogromnej pracy, aby ponownie ukazać wielki plan Boga dotyczący rodziny i małżeństwa, w którym celem małżeństwa nie jest tylko prokreacja, ale także miłość wzajemna. W ten sposób Sobór przywrócił biblijny obraz rodziny.

Mówił Ojciec o obrazie rodziny w Starym Testamencie, ale przecież już na początku Nowego Testamentu ukazana zostaje nam wizja rodziny; jakie cechy rodziny z Nazaretu są ważne dla rodziny dzisiejszej? Które z nich Ojciec uważa za godne podkreślenia?
Byłoby dobrze znać z bliska życie rodziny z Nazaretu, ale niestety, nie możemy tego powiedzieć. Na pewno było to życie w pełni ludzkie i bogate. Niestety, Święta Rodzina została zredukowana do ładnych obrazków, na których wszystko jest ascetyczne do tego stopnia, że przedstawione osoby nawet się nie dotykają. Tymczasem Maryja pozostała dziewicą, ponieważ naprawdę małżeństwo Maryi i Józefa było małżeństwem wyjątkowym. Na pewno między nimi była pełnia miłości, czułości, których zwykła rodzina ludzka nigdy nie osiągnie. Jest jeden punkt, który odróżnia Rodzinę z Nazaretu od normalnych rodzin. Zwykła rodzina ma jako jeden z celów narodziny potomstwa, natomiast rodzina Maryi i Józefa miała strzec dziewictwa Maryi, a nie zrodzenie potomstwa.

W jednej z homilii na temat małżeństwa podkreślałem, że właśnie z tego punktu widzenia Rodzina z Nazaretu może być przykładem dla współczesnych rodzin. Dzisiaj w małżeństwach przeważa element materialny i erotyczno-seksualny, i odkrycie miłości pełnej akceptacji i cierpienia, która idzie poza atrakcyjność fizyczną, jest konieczne, ponieważ dzisiaj widzimy małżeństwa, które rozpadają się natychmiast, gdyż opierają się wyłącznie na atrakcyjności fizycznej i seksualności, które nie są w stanie utrzymać małżonków przy sobie na całe życie. Od Rodziny z Nazaretu możemy nauczyć się, że miłości nie można zredukować wyłącznie do seksu, że miłość to coś o wiele więcej.

Rodzina z Nazaretu była świadoma swej tożsamości. Czy współczesna rodzina chrześcijańska ma podobną świadomość i jest na tyle wewnętrznie mocna, aby nie ulec silnej „katechezie” świata o rodzinie całkowicie sprzecznej z nauczaniem Kościoła?
Rodzina z Nazaretu to rodzina, która żyła wyłącznie Bogiem. Porównanie więc z rodziną współczesną zależy od tego, do jakiego stopnia ta rodzina żyje wiarą chrześcijańską?! Jeśli są to rodziny, które od czasu do czasu idą do kościoła i żyją wiarą na takim poziomie to jasne, że nie mają odpowiedniej zdolności do życia Bogiem na co dzień, co nadałoby sens wszystkiemu w ich życiu. Dlatego Święta Rodzina pozostanie na zawsze w pewnym oddaleniu, inaczej mówiąc jest trudno osiągnąć jej styl życia. Kiedy rodzina chrześcijańska przeżywa głęboko plan Boga i stawia w centrum Boga, wtedy naśladuje wzór Rodziny z Nazaret.

Jakie miejsce dla rodziny wskazuje Nowa Ewangelizacja? Czy w ogóle jest dla niej miejsce?
Oczywiście, jest miejsce dla rodziny w ewangelizacji. Dzisiaj dają nam przykład tego niektóre ruchy, jak np. wspólnoty neokatechumenalne, które ewangelizują jako rodzina. Jest to jednak pewien wyjątek, ponieważ trudno jest całej rodzinie zmienić miejsce pracy i zamieszkania, kapłanom czy zakonnikom jest w tym łatwiej. Są jednak inne jeszcze sposoby ewangelizowania przez rodzinę – są rodziny, które przyjmują i oferują pomoc w ewangelizacji, są małżeństwa, które prowadzą kursy przedmałżeńskie, są też rodziny, które przyjmują misjonarzy i rodziny, które organizują w swoich domach spotkania ze Słowem Bożym. W Rzymie były także takie misje, kiedy rodzina użyczała swojego mieszkania na spotkanie z innymi z sąsiedztwa, aby przeżywać spotkanie ze Słowem Bożym. Istnieje wiele sposobów na uczestniczenie rodziny w ewangelizacji. Oczywiście sama rodzina jest także wezwana, by być ewangelizowana.

—————————-
Ojciec Raniero Cantalamessa jest kapucynem, od wielu lat pełni funkcję kaznodziei Domu Papieskiego. To jeden z najmądrzejszych i najbardziej rozkochanych w Słowie Bożym duchownych. Jego książka „Życie w Chrystusie” była jedną z tych, które bardzo mocno ukształtowały wiele osób.
Papież Franciszek mianował go kardynałem.

28 października 2020

CIERPIENIE JEST DAREM

Z Janem Niemcem Biskupem pomocniczym diecezji kamieniecko-podolskiej rozmawia ks. Bohdan Dutko MS

Na czym polega choroba Księdza Biskupa?           
Był rok 2008, grudzień. Jeździłem po diecezji kamieniecko−podolskiej głosząc rekolekcje, a że nie mam samochodu, wierni wozili mnie z jednej parafii do drugiej. Zdarzały się przeziębienia, grypa, gorączka… Zażywałem leki w nadziei, że choroba minie i jechałem dalej. W lutym zachorowałem na półpasiec, którego też nie doleczyłem. W krótkim czasie poczułem bezwład lewej strony ciała. Zacząłem utykać na nogę. Następnie nastąpił zanik mięśni. Nie mogłem chodzić o własnych siłach, przytrzymywałem się ściany. 14 kwietnia, po świętach paschalnych, wróciłem do Polski i znalazłem się w szpitalu w Rzeszowie. Praktycznie nie mogłem już poruszać się o własnych siłach. Zdiagnozowano u mnie polineuropatię – zniszczenie korzeni nerwowych, co spowodowało zanik mięśni. Później okazało się, że mam także zanik tkanki kostnej i ostrą osteoporozę, co doprowadziło do złamania piętnastu kręgów. Po rehabilitacji chodziłem o kulach, a w szpitalu jeździłem na wózku. Nie mogłem się za bardzo ruszać, bo łamały się kości. Tak to trwa do dzisiaj. Ostatnio lekarze podejrzewają u mnie także nowotwór w węzłach chłonnych…

Zatem jak ten kręgosłup się utrzymuje?
Zmniejszyłem się o dziesięć centymetrów. Mam cztery różne rodzaje gorsetów. Struktura moich kości jest chora i dlatego każdy przejazd może spowodować kolejne złamania, a wiadomo, jakie są drogi na Ukrainie.

Jak Ksiądz Biskup przyjmuje to cierpienie?
Oczywiście pytałem, dlaczego to cierpienie dotyka mnie, jak je rozumieć. Ale nie pamiętam, żebym się buntował. Raczej odczytuję moje cierpienie w kategoriach daru.

Daru? Księże Biskupie, cały świat ucieka od cierpienia, dopatrując się w nim kary Bożej, a Ksiądz Biskup nazywa je darem?
W Biblii, w Liście do Rzymian, czytamy: „Wiemy też, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra, z tymi, którzy są powołani według [Jego] zamiaru” (8,28). Natomiast św. Hieronim w Wulgacie mówi tak: „Dla tego, który kocha Boga, wszystko zmierza dla jego dobra, co mu się zdarza w jego życiu, zmierza dla jego dobra”. To bardzo przemówiło do mnie. Św. Hieronim i Orygenes komentując historię Hioba, mówią, że jest on figurą Jezusa Chrystusa, figurą chrześcijanina i figurą Kościoła. Wobec utraty wszystkiego wyznaje: „Bóg dał, Bóg wziął, niech imię Jego będzie błogosławione”. Szatan obsypał Hioba złośliwym trądem od czubka głowy do ostatniego palca, w jego ranach i w całym ciele zagnieździły się robaki, a Hiob nie zbluźnił przeciwko Bogu. Więcej, wyznał: „Dobro z rąk Boga przyjąłem, czemu zła przyjąć nie mogę?”

Ale Ojcowie Kościoła komentując ten tekst mówią, że Szatan nie dotknął go całego…
Tak, to prawda. Zostawił mu język, aby miał czym przeklinać Boga. Szatan namawia nas, żebyśmy nie wierzyli, że dla tych, którzy kochają Boga, wszystko zmierza dla ich dobra. Pan Bóg nie wyjaśnił Hiobowi do końca sensu cierpienia. Ale Ojcowie Kościoła mówią, że Hiob wiedział, że dla tego, który kocha Boga, wszystko zmierza ku dobru.

Ale przy Hiobie została żona i trzech przyjaciół…
Żona namawia Hioba do przeklinania Boga, a przyjaciele z mentalnością starotestamentalną (cierpienie jest karą za grzech) tłumaczą jego sytuację. Ojcowie Kościoła mówią, że żona i ci trzej przyjaciele to jest świat naszych uczuć, z którym jesteśmy tak związani, jak z żoną. Do niewiary w miłość Boga i do odrzucenia cierpienia każdego dnia namawiają nas szatan, nasze serce i świat. Hiob jest figurą Jezusa Chrystusa, ale Hiob jest również figurą chrześcijanina. A chrześcijaninowi na początku się wydaje, że jego szczęście zależy od pieniędzy, od bogactwa, od zdrowia. Ale później, kiedy w życiu doświadczy także przykrych rzeczy, zaczyna rozumieć, że jego szczęście zależy od Boga, a wszystko inne Pan Bóg mu da. Biblia mówi, że Hiobowi Pan Bóg wszystko przywrócił w dwójnasób. Pan Bóg woła przyjaciół Hioba i zarzuca im, że nie mówili prawdy o Nim i że powinien ich teraz ukarać. Ale nie czyni tego, gdyż Hiob wstawił się za nimi. Chrześcijanin to jest człowiek, który wstawia się za zbawieniem świata. Jeżeli przyjmie tajemnicę cierpienia, która pojawi się w jego życiu, to ona będzie tajemnicą zbawczą, będzie prowadzić do zbawienia.

Czy cierpienie to język miłości Boga do człowieka?
Jan Paweł II nauczał, że cierpienie nie jest ani karą za grzechy, ani odpowiedzią Boga na zło człowieka. Cierpienie można zrozumieć tylko i wyłącznie w świetle Bożej miłości, która jest ostatecznym sensem istnienia na tym świecie. Święta siostra Faustyna mówiła: „Cierpienie jest wielką łaską. Przez cierpienie dusza upodabnia się do Zbawiciela, w cierpieniu krystalizuje się miłość. Im większe cierpienie, tym miłość staje się czystsza” (Dzienniczek nr 57). A w 303 numerze czytamy: „Wielka miłość rzeczy małe umie zamieniać na rzeczy wielkie i tylko miłość nadaje czynom naszym wartość, a im miłość nasza stanie się czystsza, tym ogień cierpień mniej będzie miał w nas do trawienia i cierpienie przestanie być dla nas cierpieniem. – Stanie się nam rozkoszą”.

A ksiądz profesor Tischner, kiedy jeździł „Tischner−mobile” mówił, że cierpienie nie uszlachetnia…
Ja jednak uważam, że mimo wszystko cierpienie uszlachetnia człowieka. Jan Paweł II twierdził, że człowiek uszlachetnia cierpienie…

Papież Benedykt XVI przypomina nam, że „Głoszenie Ewangelii będzie się zawsze dokonywało pod znakiem krzyża. Oto czego muszą się uczyć na nowo uczniowie Jezusa we wszystkich pokoleniach. Krzyż jest i pozostanie znakiem Syna Człowieczego w walce z kłamstwem i przemocą. Prawda i miłość nie mają w gruncie rzeczy żadnej innej broni poza świadectwem cierpienia”. Jak odkrywać tajemnicę krzyża, w którą wpisane jest cierpienie?
Św. Paweł mówi, że krzyż jest zgorszeniem dla Żydów, głupstwem dla pogan, a dla nas jest chlubą w Jezusie Chrystusie Panu. Co to znaczy? Żydzi byli ludźmi religijnymi, chodzili do synagogi, modlili się, słuchali słowa Bożego… Podobnie jest w moim życiu: modlę się, chodzę na mszę św., odmawiam różaniec… Mogę być księdzem czy biskupem, ale kiedy spada na mnie cierpienie, stawiam pytanie: „Dlaczego ja?” Patrzę na łajdaka, który żyje z innymi jak pies z kotem, kradnie, upija się, cudzołoży i wtedy zastanawiam się, dlaczego ja, a nie on. Jeżeli krzyż uznam za głupstwo, albo zgorszę się nim, wtedy nie spotkam Boga. I wtedy nie umrze mój grzech, bo na krzyżu umiera mój grzech. Bóg uczynił grzechem Tego, który nie znał grzechu. Jezus Chrystus wziął na siebie krzyż za nasze grzechy i przybił je do krzyża.

Jak się modli Ksiądz Biskup w cierpieniu?
To zależy kiedy. Jak miałem sepsę i gorączkę 40° przez trzy dni nie odprawiałem mszy św., nie mogłem nawet różańca odmówić. Dostawałem drgawek i traciłem przytomność. Coś pięknego… A modlę się tak, jak każdy. Czasem modlę się więcej, a innym razem mniej. Modlę się w nocy, bo czasem tak boli, że nie mogę spać. Bywa tak, że ciągle mnie boli. Modlę się moim bólem. Modlę się z Kościołem przez cały czas.

Wraz z chorobą zmienił się sposób posługi biskupiej. Czy tak po ludzku nie żal Księdzu Biskupowi?
Na Ukrainie być biskupem to coś wspaniałego. A czy nie żal… Z jednej strony żal, a z drugiej nie. Odczytuję to moje doświadczenie jako wielką łaskę, również z tego względu, że w szpitalu także mogę głosić Ewangelię. Doświadczyłem tego wiele razy. Opowiem o jednym przypadku. Na onkologii spotkałem pacjenta ze Szczytna. Zaprzyjaźniliśmy się i kiedy już miałem wychodzić do domu, on powiedział, że czternaście lat nie był u spowiedzi i poprosił o sakrament pokuty. Wtedy zrozumiałem, po co po raz kolejny przyjechałem do tego szpitala. Po kilku miesiącach zmarł.

Co powiedziałby Ksiądz Biskup tym Czytelnikom, którzy będą czytać tę rozmowę, a nie radzą sobie z cierpieniem…
Pamiętajmy, że w cierpieniu jest Jezus Chrystus. Elie Wiesel, naoczny świadek strasznych egzekucji w Auschwitz opisywał je później. Wspominał m.in. dzień, kiedy powieszono dwóch dorosłych mężczyzn i chłopca, a on wraz z innymi więźniami był zmuszony stać w szeregu i przyglądać się temu. Kiedy zawiśli na pętli, ktoś zza jego pleców krzyknął: „Gdzie jest teraz Bóg?”, a Wiesel, usłyszał w sobie głos, który mu odpowiedział: „Gdzie On jest? On jest tutaj – wisi tam, na szubienicy”. Nie ma takiego cierpienia, w którym by nie cierpiał Chrystus. On jest we mnie, jest ze mną zjednoczony. On nie wyjaśnia nam cierpienia. On po prostu cierpi w nas. Św. Paweł mówi, że w moim ciele wypełniam braki w udręce Chrystusa. Jakie braki udręki Chrystusa możemy nosić w naszym ciele? Takie, których Pan Jezus nie miał, a ty masz. Jak dla przykładu rak… On cierpi w tobie właśnie dzisiaj. Chrystus i Kościół to jest jedno ciało. Dlatego w Kościele dokonuje się zbawienie. Jezus Chrystus jest w nas i my możemy w tym zbawianiu uczestniczyć. Dlatego wszystkim cierpiącym chcę przytoczyć słowa francuskiej mistyczki i stygmatyczki Marty Robin: „Nie cierpcie na próżno, to zbyt smutne...” Jeszcze sięgnę do myśli św. Benedykta: „Bóg nie przyszedł, aby wyjaśnić cierpienie. Przyszedł, aby napełnić je swoją obecnością”, a błogosławiona Matka Teresa z Kalkuty tak mawiała: „Przyjęcie bólu jest darem Boga, jest dojrzałością naszej wiary, świętością życia, jest błogosławieństwem”. Drodzy cierpiący, niech nas umacniają słowa św. Faustyny, która powiedziała, że „dusze odkupuje się tylko przez cierpienie”.

Strzyżów, Luty 2013 r.

9 września 2020

Na rowerze szlakiem Prymasa

Z pielgrzymem Markiem Marynieckim z Głubczyc rozmawia Paweł Lasota.

Skąd u Ciebie pasja jazdy na rowerze?
W 2013 roku w wyniku wypadku motocyklowego miałem złamane nogi. Rehabilitacja przebiegała dosyć szybko, a głównie polegała na jeździe na rowerze. Kiedy doszedłem do pełni sił, rower stał się moją nową pasją i jeżdżę na nim do dziś.

W tym roku pielgrzymujesz do miejsc, gdzie był więziony Stefan kard. Wyszyński. Jak zrodził się pomysł?
Mieszkam blisko Prudnika, gdzie Prymas był więziony. Często bywałem w Prudniku i zainteresowałem się Jego osobą. Poznałem biografię czytając dużo literatury na Jego temat. Myśl o pielgrzymowaniu zrodziła się z okazji ogłoszonej beatyfikacji Prymasa Tysiąclecia, który jest dla mnie wielkim autorytetem. On postawił wszystko na Maryję. Staram się w tym naśladować Wielkiego Prymasa i również wszystko powierzam Matce Bożej. Połączyłem ten szlak miejsc związanych z uwięzieniem Kardynała z miejscami Maryi, stąd dziś jestem w Dębowcu. Dziś już szesnasty dzień jak jestem w drodze. Cała trasa pielgrzymkowa liczy dwa tysiące kilometrów. Mam za sobą tysiąc sześćset, a więc jestem już prawie na finiszu. To jest moja pierwsza pielgrzymka rowerowa w pojedynkę. Wcześniej pielgrzymowałem w grupie między innymi szlakiem św. Jakuba do Santiago di Compostella. A w tym roku odważyłem się ruszyć sam.

Czy na trasie doświadczyłeś jakichś cudów?
Każdy dzień był cudem… Doświadczyłem wielkiej życzliwości od ludzie zupełnie mi nieznanych. Miałem taką sytuację, że ciężko było z noclegiem. Zrobiła się późna godzina. Zapukałem do drzwi plebanii i ksiądz mnie przyjął. Na drugi dzień, kiedy odjeżdżałem, dał mi pieniądze na następny nocleg. Byłem bardzo zaskoczony. Jedną noc spałem pod chmurką. To było mi bardzo potrzebne. Bo na co dzień nie doceniamy tego, co mamy. Po tej nocy, gdy nie miałem noclegu, wtedy przez cały dzień myślałem o osobach bezdomnych… Nigdy nie byłem głodny! Przez całą drogę czułem opiekę Matki Bożej i wstawiennictwo kard. Wyszyńskiego.

Marek Maryniecki i jego pielgrzymi rower

A jak trafiłeś do Dębowca?
Planując drogę powrotną z Komańczy postanowiłem zatrzymać się w Dębowcu. Trzy lata temu byłem w La Salette we Francji. Generalnie nie rezerwuję sobie miejsca, nie dzwonię… Widzę, jak opatrzność czuwa. Dużo czasu spędziłem w Komańczy, między innymi odprawiłem drogę krzyżową i długo mi tam zeszło dlatego do Dębowca dotarłem dosyć późno – bo już po apelu. Ale tak się wszystko ułożyło, że dostałem nocleg w Centrum Pojednania i jeszcze smaczną kolację i śniadanie. Dziś do południa zobaczyłem sanktuarium i przyznam, że jest to miejsce bardzo urokliwe, uduchowione, w którym czuć klimat modlitwy.

Zapraszamy ponownie…

Miejsca, w których był więziony Prymas Wyszyński:
Rywałd (25 września 1953 – 12 października 1953),
Stoczek Klasztorny (12 października 1953 – 6 października 1954),
Prudnik (6 października 1954 – 27 października 1955),
Komańcza (27 października 1955 – 26 października 1956).

Komańcza

 

6 lipca 2020

Wiara i muzyka

Ennio Morricone to jeden z najlepszych i najbardziej znanych współczesnych kompozytorów filmowych. Artysta 29 września 2012 r. w hali „Targów Kielce” odebrał z rąk arcybiskupa Gianfranco Ravasiego medal Per Artem ad Deum (Przez sztukę do Boga), przyznawany przez Papieską Radę ds. Kultury.

Z Ennio Morricone o wierze i muzyce rozmawia ks. Bohdan Dutko MS

Czy w Pana twórczości znajduje się muzyka religijna?
– Tak, bo wiara jest zawsze obecna w mojej muzyce. Odnajduję się dobrze w utworach duchowych, religijnych. Napisałem muzykę do dwóch filmów poświęconych Janowi Pawłowi II i Karolowi Wojtyle. Piszę muzykę duchową, która jest poniekąd mistyczną, ale piszę także świecką, lekką i prostą.

Czy słowo Boże było dla Pana natchnieniem do muzyki?
– Trudno jest odpowiedzieć jednoznacznie, ponieważ Boga otacza tajemnica. Także muzyka jest tajemnicą, ponieważ nigdy nie pochodzi z rzeczywistości, którą odbieramy podstawowymi zmysłami. Pochodzi ona z jakiegoś nieznanego i tajemniczego miejsca, i to nieznane i tajemnicze jest także Bogiem. A więc muzyka pochodzi z zewnątrz, pochodzi z Boga. Dźwięk posiada znaczenie mistyczne, duchowe, najwyższe. Muzyka to dzieło Boga. Kompozytor musi ją tylko odnaleźć.

Która ze spotkanych osób stała się dla Pana przykładem żywej wiary?
– Nie mogę wymienić jednej tylko osoby. Muszę powiedzieć, że ostatni papieże, szczególnie Jan Paweł II i Benedykt XVI mają na mnie ogromny duchowy wpływ. To, co mnie poruszało w Karolu Wojtyle, to właśnie jego wiara, zaufanie i nadzieja.

30 kwietnia 2020

Maryja jest w sercu wiary

Z o. Leonem Knabitem OSB rozmawia ks. Bohdan Dutko MS

Kiedy ojciec spotkał się z objawieniem Matki Bożej w La Salette?
Było to jeszcze przed pójściem do seminarium, kiedy zetknąłem się z czasopismem Posłaniec Matki Bożej Saletyńskiej, i wtedy przeczytałem o objawieniu w La Salette. Poruszył mnie płacz Matki Bożej i akcesoria Męki Pańskiej na krzyżu, który Matka Boża miała na łańcuchu na szyi. Ujrzałem Matkę Bożą jako prawdziwą matkę.

Nie tak dawno ojciec spędził tydzień w La Salette. Jak to się stało?
Po wizycie św. Jana Pawła II w Zakopanem, górale z całego świata co roku zaczęli jeździć do papieża. To pielgrzymowanie było połączone z audiencją u Ojca Świętego i nawiedzaniem ważnych miejsc dla życia Kościoła. Ponieważ trzy lata temu przypadła uroczystość 100-lecia objawień w Fatimie, postanowiliśmy na miejscu uczestniczyć w obchodach. A rok później organizatorzy powiedzieli: „W tym roku jedziemy do La Salette”. Bardzo się ucieszyłem.

Jak ojciec przeżywał wjazd na górę, bo wielu pielgrzymów mówi o dużych emocjach.
Zapamiętałem drogę, serpentynę, która wije się wężem do góry. Kierowca był bardzo opanowany, ale kobiety – uczestniczki pielgrzymki – z trudem wytrzymywały wjazd. Dojechaliśmy do La Salette wieczorem. Było już ciemno. Po kolacji była Msza św. i bliższe zapoznanie się z orędziem…

I nadszedł ranek…
Tak, wtedy odsłoniło się całe piękno sanktuarium. Dookoła zupełne pustkowie… Było czuć, że to święta ziemia. Każde miejsce święte ma swój klimat, swój charakter, swojego ducha.Miałem czas na podumanie w miejscu objawienia przy źródełku i w bazylice, w której odczuwa się ducha Maryjnego. Osobiście poruszyła mnie droga na zboczu, którą przeszła Matka Boża, aby później wznieść się do nieba. Wszystko takie bliskie, takie na wyciągnięcie ręki… Nie wyszedłem na górę Gargas, bo było jeszcze dużo śniegu.

Jak przemawia do ojca orędzie czytane w miejscu objawienia?
Orędzie jest bardzo proste. W treści zawiera to, co my, księża, na ogół mówimy i głosimy: nawrócenie, miłość Boga, święcenie niedzieli, modlitwa, czystość języka. Orędzie jest jak piękny kwiat w bukiecie, jakim jest Maryja i jego woń rozeszła się na cały świat. I jak zawsze Matka Boża posłużyła się ubogimi dziećmi. Objawiła się maluczkim i pokornym, żeby zawstydzić wielkich i pysznych.

Ludzie epoki objawienia w La Salette zaniedbali praktyki religijne. Maryja wspomina, że do kościoła chodziło kilka starszych niewiast…
Tak jest i dziś. W miastach czy na wsi – kogo spotkamy w kościele w tygodniu? Przede wszystkim starsze kobiety.

To co się dzieje z naszą wiarą?
Napór zła w świecie jest bardzo silny, a kiedy wiara jest słaba, chwiejna, to nie ma ona mocy przeciwstawić się. Eliasz powiedział do całego ludu: „Dopókiż będziecie chwiać się na obie strony? Jeżeli Jahwe jest [prawdziwym] Bogiem, to Jemu służcie, a jeżeli Baal, to służcie jemu!” (1Krl 18, 21). Lud odpowiedział: oczywiście, że jesteśmy za Jahwe. Myślę, że my, księża, powinniśmy pierwsi uderzyć się w piersi. Ludzie chcą widzieć Jezusa. Grecy przyszli do apostoła mówiąc: „Panie, chcemy ujrzeć Jezusa” (J 12, 21). Nasz błąd polega na tym, że dużo mówimy o Jezusie, o Nim, a sobą za mało Go prezentujemy. Św. Jan Paweł II był ucieleśnieniem Jezusa, podobnie i św. Matka Teresa z Kalkuty. Jak my uczynimy to samo, to ludzie pójdą za przykładem… Dziś opowiadanie o Jezusie nie wystarczy. Św.Tomasz chciał dotknąć ran Jezusa… Nawet jeśliby jakiś cud się wydarzył, to jedni by upadli na kolana wyznając wiarę w Jezusa, a drudzy powiedzieliby, że „kolejną sztuczką nas mami”.

Biskup Grenoble z czasów objawienia w La Salette powiedział, że przez dwadzieścia lat posługi w diecezji nie widział owoców nawrócenia, a Maryja krótką interwencją zmieniła oblicze diecezji. Ludzi zaczęli się nawracać…
Światowe Dni Młodzieży to podobny fenomen. One pokazują jaki jest Jezus! One zmieniają – mówiąc górnolotnie – „oblicze ziemi”. W tym czasie świat się zatrzymuje, ludzie stają się inni. Do Krakowa przybyła młodzież prawie dwustu narodowości. W tym czasie przestępczość spadła prawie do zera. To jest owoc wzięcia Jezusa do domu na serio.

Ale ktoś może powiedzieć, że to objawienie było już bardzo dawno, że dziś mamy inny świat, inne problemy…
Problemy, które porusza Maryja dotyczą nas. Matka Boża mówi o świętowaniu niedzieli. Handel w niedzielę – zwłaszcza dla naszego pokolenia – jest bolesną kpiną. Pamiętamy jak za komuny także biskupi występowali w obronie wolnych sobót. A dziś? Pamiętamy wypowiedzi ekspertów, że jak nie będzie handlu w niedzielę, to gospodarka się załamie. I wcale się nie załamuje z tego powodu.

Boimy się wolnej niedzieli?
Gdy nie ma wiary, to trzeba czymś tę pustkę wypełnić. Wielu z rodziną odpoczywa spędzając całą niedzielę w hipermarkecie. Dla niektórych duże sklepy stały się świątyniami. Obecność na niedzielnej Mszy św. daje moc na cały tydzień. Bez niej jesteśmy słabi. Gdy przestaję uważać niedzielę za dzień święty, to powinno się we mnie zapalić ostrzegawcze czerwone światełko, że coś ze mną dzieje się niedobrze.

Pracowali świątek, piątek i niedzielę i…
I nie mieli nic: brak urodzaju, susza, głód… Maryja odwołuje się do faktów, które były znane wszystkim. Właśnie te wydarzenia miały przywoływać do nawrócenia. A jaka była reakcji ludzi? Przeklinali znajdując zgniłe ziemniaki i puste kłosy, nic sobie z tego nie robili. To, co się działo, nie było przypadkiem. Dla ludzi wierzących nie ma przypadku. Bóg mówi do nas wydarzeniami.  Maryja mówi językiem starotestamentalnym, językiem bardzo obrazowym. W Księdze Kapłańskiej czytamy: „Jeżeli będziecie postępować według moich ustaw i będziecie strzec przykazań moich i wprowadzać je w życie, dam wam deszcz w swoim czasie, ziemia będzie przynosić plony, drzewo polne wyda owoc, młocka przeciągnie się u was aż do winobrania, winobranie aż do siewu, będziecie jedli chleb do sytości” (Kpł 26, 3-5). I dalej: „Jeżeli zaś nie będziecie Mnie słuchać i nie będziecie wykonywać tych wszystkich nakazów, jeżeli będziecie gardzić moim ustawami, jeżeli będziecie się brzydzić moimi wyrokami, tak że nie będziecie wykonywać moich nakazów i złamiecie moje przymierze, to i Ja obejdę się z wami odpowiednio: ześlę na was przerażenie, wycieńczenie i gorączkę, które prowadzą do ślepoty i rujnują zdrowie. Wtedy na próżno będziecie siali wasze ziarno. Zjedzą je wasi nieprzyjaciele. Zwrócę oblicze przeciwko wam, będziecie pobici przez nieprzyjaciół. Ci, którzy was nienawidzą, będą rządzili wami, a wy będziecie uciekać nawet wtedy, kiedy was nikt nie będzie ścigał. Jeżeli i wtedy nie będziecie Mnie słuchać (…) sprawię, że niebo będzie dla was jak z żelaza, a ziemia jak z brązu. Na próżno będziecie się wysilać – wasza ziemia nie wyda żadnego plonu, a drzewo na ziemi nie da owoców” (Kpł 26, 20).

Maryja podjęła temat modlitwy. Zapytała dzieci o ich modlitwę. A jak modli się stary mnich benedyktyn o. Leon?
Pewnie odpowiem tak jak dzieci – nie bardzo. Modlę się pewnie za mało. Modlitwa jest dla mnie wciąż wyzwaniem i zadaniem, które stoi przede mną. Muszę tu zacytować piosenkę młodzieżową: „Ciągle zaczynam od nowa”. Nie mogę powiedzieć, że zdobyłem modlitwę. Wielu świętych mówiło, że jak każdego dnia zaczynają wyzwania duchowe, to czynią je tak, jakby były one robione pierwszy raz i ostatni. Mam za sobą doświadczenie 65 lat kapłaństwa, ale to nic nie znaczy. Wydaje mi się, że cały czas jestem taki sam głupi, jaki byłem 65 lat temu. Myślę sobie, dlaczego nie jestem zawsze taki jak czasami. Miłość Boża wstaje każdego dnia. Mieć tego świadomość, kiedy wstaję rano… Żyjąc na tym świecie jestem ciągle niedoskonały. Dobrze byłoby, gdybym doskonałym umarł. Mam nadzieję, że Pan Bóg coś jeszcze ze mnie wydusi. Doskonały mówi za św. Pawłem: „Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2, 20). Kiedy jest się świętym, to wszystko jest dobrze. Mniej święty więcej narzeka: a to jedzenie nie takie, woda za zimna, światło za ciemne…

Jestem grzesznikiem, ale ufam i powtarzam za św. s. Faustyną: „Panie, weź serce moje takie, jakie ono jest”. Żyć w ten sposób oznacza modlić się. To jest właśnie modlitwa. Miłość Boża otacza mnie i ja w niej trwam i ciągle zaczynam od nowa. Nie patrzę na to, co jest za mną, ale patrzę na to, co jest przede mną. Robię wszystko jak potrafię najlepiej i oddaję to Panu Bogu. Czynię podobnie jak nasz złoty medalista olimpijski Kamil Stoch, który powiedział, że każdy skok oddaje Panu Bogu.

Kiedy uczniowie prosili Jezusa, aby nauczył ich modlić się, to zaczął od modlitwy Ojcze nasz. Maryja też wskazuje tę modlitwę.

Czym dla Ojca jest modlitwa Ojcze nasz?
Modlitwa Ojcze nasz jest dla mnie tak zwyczajna jak powietrze. Jak oddycham dobrym powietrzem, to o nim nie myślę. Podobnie jest z moim Ojcze nasz – ono mi pomaga, że nawet o tym nie wiem. Mam świadomość wypowiadanych słów w modlitwie Ojcze nasz. Dla mnie najważniejszą częścią tej modlitwy jest prośba o przebaczenie naszych win i wyznanie, że także i my przebaczamy naszym winowajcom. Ta modlitwa swoją siłą wykorzeniła ze mnie wiele złości. Uzdolniła mnie do tego, żeby przebaczać. Wyrzuciła ze mnie ducha zemsty.

A Zdrowaś Maryjo?
Maryja jako Matka pięknej miłości uczy mnie przede wszystkim miłości. Maryja jest „wieczną strażniczka ciągłego miłowania”, jak powiedział św. Bernard z Clairvoux. Jestem z Matką Bożą ściśle związany. Ona jest wciąż przy mnie. Maryi zawdzięczam wszystko… Jeszcze jako kleryk pierwszego stycznia 1950 roku złożyłem akt oddania się w niewolę Maryi w wersji św. Maksymiliana Kolbego. Dla mnie Maryja jest w sercu wiary a nie kwiatkiem do kożucha.

Wielu pielgrzymów jest poruszonych ciszą w La Salette…
Z tego, co pamiętam, cisza poprzedziła objawienie Pięknej Pani. Zresztą na tej górze zachwyca piękno, które przemawia w ciszy. Tam jest cisza mówiąca. La Salette jest taką strefą ciszy. Cisza, która rodzi modlitwę jest jak sakrament. Dlatego nie dziwi to, że na tej górze pielgrzymi zupełnie inaczej przeżywają swoją obecność. Często szukają dla siebie miejsca odosobnienia. Porozrzucani na zboczach góry, zamyśleni, medytujący przez długi czas… Takie zachowanie nie dziwi, bo tam nie ma krzyku, nie ma wrzasku. Jest klimat modlitwy.. Tam można wszystko kontemplować.

Potrzebujemy ciszy…
Modlitwa i skupienie potrzebuje ciszy. Jezus potrzebował ciszy. Maryja żyła w ciszy, więc nic dziwnego, że i my potrzebujemy ciszy. Żyjemy w świecie pełnym hałasu. Nawet młodzi wstępujący do zakonu nie doceniają ciszy. W świecie się myśli, że jak kogoś się lubi to się z nim gada… Żeby Bóg był we mnie, żebym żył w zgodzie z sobą, potrzebuję ciszy. Tymczasem widzimy, że za mało jest ciszy w nas i wokół nas. Coraz trudniej o ciszę w kościołach. Ona zawsze bywa tam, gdzie jest wystawienie Najświętszego Sakramentu. Są w kościele osoby, które myślą, że jak nie śpiewają albo nie odmawiają na głos jakichś pacierzy, to się nie modlą.Potrzebujemy przywrócić chwile ciszy także w liturgii. Nie musimy biec, nie musimy się śpieszyć… Możemy modlić się ciszą. Na rekolekcje do Tyńca przyjeżdżają ludzie różnych profesji i na ten czas zostawiają telefony komórkowe, milczą przez kilka dni. Także podczas posiłków nie rozmawiają ze sobą. Cisza jest wartością samą w sobie a nie tylko narzędziem.

Ojciec od ponad sześćdziesięciu lat jest benedyktynem. Czy przez te wszystkie lata jest ta sama cisza w klasztorze?
Wciąż jest jej za mało. W wielu miejscach jest jeszcze ciągle ta sama. W innych jest sporadycznie. Jeden z mądrych ojców powiedział o młodych, że „oni nie mają o czym milczeć”. Trzeba umieć o czymś milczeć.

Maryja wybrała góry jako miejsce swego objawienia.
Mnie urzekają same Alpy jako dzieło Boże. Mają w sobie coś cudownego! Zupełnie inny klimat niż w naszych Tatrach. Tam przez wysokość czuje się bliżej Boga. Jestem na wysokiej górze a dookoła jeszcze większe góry.Tam od razu widzi się słowo: „Góry, błogosławcie Pana!” Pan Bóg wszystko stworzył. W scenerii gór chciała się objawić Maryja. Góry nie są obce Maryi. Ona szła do Elżbiety po górach. Tu niezwykle pięknie brzmią słowa „Wznoszę me oczy ku górom…” (psalm 121). Zresztą wszystkie psalmy tu brzmią wyjątkowo, bo przecież większość z nich powstawała w Judei właśnie w scenerii gór. Góry pomagają pogłębić wiarę i rozszerzają horyzonty spojrzenia na wiele elementów naszego życia.

Jak ojciec zachęciłby do pielgrzymowania do La Salette?
Jeśli tylko będzie ogłoszona pielgrzymka do La Salette to proszę, pojedźcie, bo wrócicie ubogaceni, zrozumiecie lepiej maryjną pobożność. Tam jest spotkanie z Maryją, która płacze, bo dzieci nie są posłuszne. Matka Boża przestrzega nas przed zniszczeniem sobie życia i przed karami jako konsekwencją naszego odejścia od Boga. Wczoraj wieczór był komunikat – alert – przed burzami. Tak też Matka Boża ostrzega nas. Uwaga: „bronię was, byście nie skończyli źle”. My za bardzo obłaskawiliśmy Boga. Akcentujemy tylko Jego miłosierdzie, a zapomnieliśmy zupełnie o tym, że Bóg też karze! Przecież Pismo Święte mówi wyraźnie: „Upomnieniem Pańskim nie gardź, mój synu, nie odrzucaj ze wstrętem strofowań. Bowiem karci Pan, kogo miłuje, jak ojciec syna, którego lubi” (Prz 3, 11-12). Saletyńskie objawienie w swym przesłaniu jest bardzo proste, dlatego tak bardzo wymowne.

 


 

Nadchodzące wydarzenia

Droga życia

„Jezus uniża się co dzień jak wtedy, gdy z tronu królewskiego zstąpił do łona Dziewicy. Codziennie przychodzi do nas w pokornej postaci. Co dzień zstępuje do nas z łona Ojca na ołtarz w rękach kapłana. Jak Pan ukazał się Apostołom w rzeczywistym ciele, tak i teraz ukazuje się nam w świętym Chlebie.”
(św. Franciszek z Asyżu)

 

 
"