Kategoria Spotkania Centrum Pojednania La Salette, Dębowiec
Varia   ❯   Spotkania
15 stycznia 2020

Jest nadzieja

Z księdzem arcybiskupem Mieczysławem Mokrzyckim metropolitą lwowskim rozmawia ks. Bohdan Dutko MS

Kiedy Ksiądz Arcybiskup po raz pierwszy usłyszał o La Salette?
Jako młodzieniec w domu rodzinnym. Później w seminarium, na wykładach lub homiliach, wygłaszanych przez naszych wychowawców. Ojciec święty Jan Paweł II często mówił o Matce Bożej i przywoływał sanktuaria maryjne, także La Salette, które były mu bliskie. Jan Paweł II był papieżem maryjnym i zawsze podczas podróży apostolskich nawiedzał Jej sanktuaria. Cztery lata temu pojechałem prywatnie do La Salette i zostałem zauroczony.

Czym zauroczony?
Prostotą tego miejsca i ciszą. Nie ma tam sklepów i kramów, dlatego można zanurzyć się w medytację i przeżyć głębokie spotkanie z Bogiem i Matką Najświętszą. Otoczenie i sama świątynia pozwala wejść w głębię swego serca, swojej duszy i odkryć wielką miłość Boga do człowieka, a także i Jego Matki. Każdemu, kto chce doznać głębokiego spotkania z Maryją, być olśnionym Maryją i uniesionym niezwykłym natchnieniem, polecam udanie się do tego sanktuarium.

Maryja w La Salette płacze…
Płacze jak każda matka. Matka czasami roni łzy radości, ale także łzy smutku, zwłaszcza wtedy, kiedy dzieci sprawiają jej ból. Ojciec często karze swoje dzieci poprzez ostre słowo czy klapsa, natomiast matka okazuje niezadowolenie i smutek poprzez cichy płacz. W historii objawień maryjnych, wiele razy słyszymy o Matce Bożej Płaczącej i płacze także Matka Boża z La Salette, widząc swoje dzieci oddalające się od źródła łaski, pokoju i miłości.

Orędzie Maryi w La Salette skierowane jest do wszystkich, ale szczególnie do tych, którzy się zagubili w wierze…
Matka Boża kieruje wzrok nie tylko do tych, którzy są blisko Niej, ale także ku tym naszym braciom i siostrom, którzy oddalili się od Boga. Odejście wielu ludzi od wiary jest dla nas, wierzących, wezwaniem, abyśmy żyli w wierności Chrystusowi. Maryja zachęca nas do modlitwy za grzeszników, by zmienili swoje postępowanie i powrócili na łono Kościoła. Jesteśmy także wezwani do podjęcia pokuty, aby Maryja wszystkie swoje dzieci zbliżyła do Chrystusa.

Maryja Saletyńska jest nazywana Matką pojednania. Nie sposób w tym kontekście nie zapytać o aktualny stan pojednania polsko-ukraińskiego, na jakim etapie jesteśmy?
Najpierw chcę powiedzieć, że i na Ukrainie mamy wizerunki Maryi, Matki Pojednania. Takim przykładem może być Janów, gdzie czczona jest Maryja Matka Pokoju i Pojednania. Pragniemy, aby nasze narody zbliżyły się do siebie i pojednały się. Jednak szczere pojednanie – tak jak pojednanie każdego grzesznika z Bogiem – musi być oparte na prawdzie. Najpierw winno być przyznanie się do winy, następnie wyznanie grzechów. Dopiero wtedy otwiera się droga do prawdziwego pojednania. Dziś idziemy drogą dialogu i myślę, że doprowadzi to kiedyś do pojednania naszych narodów, narodu polskiego i narodu ukraińskiego.

Pojednanie jest drogą zbudowaną na prawdzie.
Tak ostatecznie musi być.

Kiedyś zapytano Jana Pawła II o najważniejsze Słowo w Ewangelii, papież od razu odpowiedział – prawda!
Tak, prawda nas wyzwoli.

Uważna lektura orędzia z La Salette odsłania działanie demona, który wsączył w człowieka kłamstwo wmawiając mu, że można żyć bez Boga. Dlatego orędzie z La Salette nie traci nic na swojej aktualności…
Oczywiście, że nie. Ono jest ponadczasowe. W codziennym życiu jesteśmy kuszeni, aby zapomnieć o Panu Bogu jako dawcy piękna, prawdy, sprawiedliwości. Europa, także Polska zapominają, ile dobra przyniosło chrześcijaństwo. Po przyjęciu chrztu przez naszą ojczyznę pierwsi misjonarze przynosili wiarę, a z nią kulturę i szkolnictwo. Zakony prowadziły szkoły, ochronki, szpitale. Dzięki formacji chrześcijańskiej ludzie stawali się szlachetniejsi.

Szatan nieustannie nas kusi: po co będziesz posłuszny Panu Bogu, możesz być od niego niezależny. Współczesny człowiek w pogoni za dobrami materialnymi zapomina kim jest, zapomina o wartościach duchowych.

Dzisiaj często słyszymy, że Kościół jest instytucją zacofaną, że nie idzie z duchem czasu, że żyjemy już w XXI wieku i niektóre głoszone prawdy się zdezaktualizowały. Dlatego – jak próbuje się tłumaczyć – zmurszała doktryna odciąga młodzież od Kościoła. Diabeł czyni wszystko, aby grzech usankcjonować prawem i wprowadzić jako normy moralne w życiu współczesnego świata. Ludzie, którzy żyją niemoralnie, chcą narzucić innym taki sposób postępowania.

Wielu ludzi w te kłamstwa wierzy. Także w te, uderzające w rodzinę.
W całej Europie jest ogromna laicyzacja. Nie ma nauki religii w szkołach, nie ma dobrej formacji zarówno ludzkiej, jak i chrześcijańskiej, dlatego łatwo jest manipulować ludźmi.

W 2016 roku uniwersytet w Oxfordzie „post prawdę” ogłosił słowem roku. Nie liczą się fakty obiektywne, liczą się tylko emocje i osobiste przekonania. To kolejne oszustwo…
Nie możemy dokonywać osądów moralnych według naszego odczuwania, ale w oparciu o objawienie, w oparciu o dobrze uformowane sumienie.

Ten sposób wartościowania prowadzi do oswojenia kłamstwa: nie ma cudzołóstwa, można żyć bez ślubu… To oswojenie dotyczy także osób wierzących.
Słyszymy, że Kościół powinien być bardziej tolerancyjny. I niestety, wielu wiernych ulega temu wpływowi, i przyzwalają swoim dzieciom żyć w związkach przedmałżeńskich. Jest to wielka krzywda dla tych młodych, bo tylko czystość przedmałżeńska może uczynić ich szczęśliwymi i pełnymi radości. Jeśli otworzą się na nauczanie Chrystusa o małżeństwie, to przyszłe szczęście małżeńskie i trwałość rodziny będą budować na właściwym fundamencie.

Zły duch znajduje coraz większe pole działania, wydaje się jakby miał coraz więcej zwolenników…
W Piśmie Świętym czytamy: „diabeł jak lew ryczący krąży szukając, kogo by pożreć”. Jeśli znajdzie ludzi słabych, to większy odniesie sukces. Dlatego musimy być bardzo ostrożni.

Maryja w objawieniach zawsze wzywa do nawrócenia, także i w La Salette. Co jest główną przeszkodą w nawróceniu?
Św. Jan Paweł II mówił, że głównym hamulcem w nawróceniu jest brak odrzucenia kłamstwa i lęk przed wejściem w światło prawdy. Jan Paweł II zawsze nawoływał, żebyśmy byli ludźmi prawymi, że prawda nas wyzwoli, a tą prawdą jest sam Chrystus.

Jakie wrażenia pozostaną w Księdzu Arcybiskupie po pielgrzymowaniu do Dębowca?
Jestem mile zaskoczony tak wielką liczbą wiernych, którzy przybywają do tego sanktuarium, którzy manifestują swoją wiarę. Widziałem ludzi modlących się za siebie, swoich bliskich i za ojczyznę. Nie byli to ludzie w średnim czy podeszłym wieku, ale ludzie młodzi i młode rodziny z dziećmi…

Czyli jest nadzieja, że prawda jest mocniejsza od kłamstwa.
Tak, niech tak będzie.

 


 

28 października 2019

Twarz Jezusa na kostce Rubika

Z Adamem Polkowskim, zwycięzcą programu The Brain rozmawia ks. Bohdan Dutko MS

Talent to dar, umiejętność, zdolność, pasja?

Zdecydowanie dar, który trzeba przepracować. Powiedziałbym, że talent to jest taki balon, który trzeba nadmuchać, włożyć mnóstwo pracy, żeby on pięknie wyglądał. Każdy ma taki balonik, tylko trzeba go odkryć. Przez jakiś czas tłumiłem swój talent, bo moi rodzice byli takiej karierze bardzo przeciwni. Dzisiaj mama i tata są największymi moimi fanami, ale musiałem się wiele razy z nimi pokłócić, były łzy, były nerwy. Jednak poszedłem za głosem serca. To jest też dla mnie świadectwo mojego uporu i męskiej konsekwencji.

Od kogo ten dar?

Od Boga! To Pan Bóg ten balon cały czas koloruje i jest on całkiem fajny.

A dlaczego kostka Rubika?

Odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta. Mój kolega w liceum napisał do mnie na gadu-gadu, że ma w domu kostkę Rubika i brakuje mu jednego klocka, aby ułożyć wszystkie kolory. Poszedłem do niego, pyk, pyk, pyk i ułożyłem. Później kupiłem kostkę przez Internet i nauczyłem się układać całą. Kiedyś poszedłem z kostką do szkoły i zrobiłem furorę. Pomyślałem, no dobrze, a gdybym układał szybciej… Wszedłem w Internet i okazało się, że takich ludzi, którzy chcą szybciej układać kostkę jest kilkudziesięciu. Po roku ćwiczeń okazało się, że jestem pierwszy. Pojechałem na pierwsze zawody. Miałem wtedy 19 lat.

Mówiłeś, że rodzice cię zniechęcali. A czy był taki moment, że powiedziałeś – ach, rzucę to, po co mi to.

Tak. Było to po pierwszych zawodach. Jechałem jako faworyt. Wygrana była na wyciągnięcie ręki, ale się zestresowałem w finale i byłem drugi. Wróciłem z paczką kosmetyków. Muszę dodać, że ojciec miał zastrzeżenia do tego, co robię. Pomyślałem więc, że przed ojcem muszę przyznać się do porażki. Tymczasem ojciec powiedział: – ale emocje. Oglądałem w Internecie. Po tygodniu zaś dodał: Adam, w Czechach są jeszcze zawody, może byś pojechał. Tak się zaczęło i trwa do dziś.

Codziennie pracuję z kostką i zarabiam na tym dobre, uczciwe pieniądze. Utrzymuję rodzinę i już nikt z najbliższych nie ma co do tego wątpliwości.

Są psychologowie, którzy twierdzą, że nie ma żadnego talentu, jest tylko ciężka praca. Inni mówią, że talent to jest 10%, a reszta to praca. A ty jak myślisz?

Zawsze uwielbiałem rywalizację. Jeżeli ktoś zaproponował: kto z nas rzuci dalej kamieniem, to ja rzuciłem i byłem czwarty. Pomyślałem, nie odpuszczę. Wieczorami ciskałem kamieniami w parku i po tygodniu byłem pierwszy. Z kostką było podobnie. Bardzo lubię bić rekordy. Mam taką naturę, że jak już ustalę, że coś będę robił, to muszę to doprowadzić do perfekcji. Tak jest z układaniem kostki.

To układanie przerodziło się w sztukę…

Pochodzę z artystycznej rodziny. U mnie z dziada pradziada, wszyscy: wujek, tata są artystami: dobrzy malarze i rzeźbiarze. Wychowałem się w zapachu drewna, w zapachu farb w pracowni malarskiej, ale nigdy nie było mi dane pójść tą drogą. W pewnym momencie pomyślałem, że przecież na kostce jest dziewięć kwadratów, każdy z tych kwadratów można wykorzystać jak piksel w monitorze. Jakbym wziął więcej tych kostek, to byłoby więcej pikseli. Zacząłem robić symulację i okazało się, że można ułożyć twarz Pana Jezusa. Na mojej stronie rubiart.pl można zobaczyć portrety z czterech tysiące kostek.

Jak długo układałeś obraz z twarzą Jezusa?

Przez pełne trzy dni. Wszystko zależy od umiejętności. Układam kostkę do stanu, który jest mi potrzebny, w 10 sekund. Osoba, która robi to w minutę, układałaby ten obraz przez miesiąc, a kto nie umie ułożyć kostki Rubika, nie zrobiłby tego nigdy. Im ktoś jest lepszy w sportowej wersji, tym szybciej potrafi zrobić taki portret. Układanie kostki przez osiem godzin jest dużym wysiłkiem; mózg musi odpocząć, ręce potrzebują odpoczynku. Trzeba robić przerwy, odejść na chwilę, zobaczyć z perspektywy, czy robię dobrze, czy się nie pomyliłem, zwłaszcza w oczach. Kiedy robię postaciom oczy, to wystarczy jeden piksel nie tak ustawiony i oko wygląda nienaturalnie. Jest to bardzo misterna robota.

Patrzysz na zdjęcie i…

Przy tak dużych portretach muszę wesprzeć się technologią komputerową, która pomaga mi przygotować obraz, co nie zmienia faktu, że kostki trzeba wziąć we własne ręce i każdą z nich ułożyć w taki sposób, jaki potrzeba.

Twoja rodzina, żona, dzieci, jak przyjmują tę twoją pasję, bo ona bardzo Cię pochłania, a do tego dochodzą wyjazdy. Twoja praca jest czasochłonna i absorbująca…

Był to duży problem do czasu, kiedy kostka nie była jeszcze moją pracą. Od kiedy poświęcam czas na kostkę zawodowo, jestem dużo więcej w domu, z rodziną.

Mówisz, że żona jest pierwszą fanką tego, co robisz. A jak dzieci?

Najstarsza córka ma siedem lat. Mając pięć i pół roku została najmłodszą Polką, która na turnieju ułożyła kostkę w osiem minut. Druga córka ma pięć lat i dwa miesiące i będzie próbowała pobić ten rekord. Czy się uda, zobaczymy…

Po co przyjechałeś do Dębowca na spotkanie z młodymi?

Przyjechałem brać, a nie dać. Oczywiście starałem się dać z siebie jak najwięcej, ale wyjeżdżam i mam wrażenie, że unoszę się w powietrzu. Jestem pod wrażeniem atmosfery nie tylko pośród młodych, ale i kapłanów, którzy wkładają tyle serca. Zobaczyłem żywą wiarę, inny świat. Poczułem, że jestem w Kościele, a Kościół to jest mój dom.

Odniosłeś sukces, także medialny. Ponad dwa miliony odsłon na YouTube. Trudno żyć sukcesem, bo kusi pycha… Jak sobie radzisz z sukcesem?

Faktycznie, jest ten problem, ale mam nadzieję, że jeszcze palma mi nie odbiła.

Jakie marzenia ma człowiek tak utalentowany?

Chciałbym mieć dom z ogrodem, gdzie mógłbym siedzieć z żoną i widzieć nasze bawiące się dzieci. To jest moje marzenie. Dzięki żonie nasz dom jest ciepły, czysty, schludny, pogodny. Każdą wolną chwilę, kiedy nie pracuję, chcę spędzać w domu. Nie mam potrzeby jechać do Grecji, Londynu czy innej metropolii. Wolę wziąć dzieciaki i pojechać na biwak nad rzekę. Po prostu być z nimi. To daje mi największą satysfakcję. O tym marzę.

Bóg jest marzycielem. A jakie marzenie masz wobec Adama Polkowskiego?

Jako chrześcijanin, który się formuje, to marzę, żebym był blisko Niego z moją rodziną i poprzez moje świadectwo nawracał swoją rodzinę, a cała nasza rodzina żeby nawracała naszych przyjaciół, żeby świadczyła, żeby ten krąg wiary się rozszerzał.

Powiedziałeś, że formujesz swoją wiarę…

Jako dzieciak wiele razy przez 15 dni pielgrzymowałem pieszo z Mazur na Jasną Górę. Dziś wszystkie najważniejsze relacje jakie mam – żona, dzieci, chrzestni naszych dzieci, my jako chrzestni dla dzieci naszych przyjaciół – są z czasów pielgrzymowania, kiedy miałem 16, 17 lat. Wszystkie inne relacje: ze szkoły, liceum, studiów, jakoś się rozeszły, a ci, których poznałem na pielgrzymkach, trwają do dziś.

Miejscem naszej formacji z żoną jest Domowy Kościół, Ruch Światło Życie, formacja ks. Blachnickiego.

Widziałem, że z kilkoma moimi współbraćmi saletynami witałeś się, jak ze starymi znajomymi…

Pochodzę z Mrągowa i tam na parafii poznałem saletynów. Dziś kilku z nich podeszło do mnie i przypomnieliśmy sobie dawne czasy. W 2006 roku wyjechałem z Mrągowa na studia i osiedliłem się w Gdańsku. Nie uczestniczę w społeczności mrągowskiej, stąd kontakt z saletynami osłabł. Chcę dodać, że jestem pod dużym wrażeniem tutejszego sanktuarium. Tu czuje się ducha.

 


 

11 lipca 2019

Piękno i makijaż

Z biskupem pomocniczym archidiecezji warszawskiej Michałem Janochą rozmawia ks. Bohdan Dutko MS

„Kiedy jest cierpienie, to opadają z człowieka wszystkie maski i zostaje to, co jest pod spodem. Cierpienie odziera człowieka z tego makijażu, który na siebie nakłada.”

„To Maryja jest tą, która jest piękna.”

Czy Księdzu Biskupowi podobają się wizerunki Matki Bożej Saletyńskiej? To nie jest prowokacja, ale odwołanie się do książki pt. A piękno świeci w ciemności, w której Ksiądz Biskup przytacza wypowiedź Matki Teresy z Kalkuty, która zapytana o wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej, odpowiedziała, że oryginał jest dużo piękniejszy.

Sztuka rzadko potrafi dosięgnąć piękna pierwowzoru. Matka Teresa z Kalkuty miała prawo tak powiedzieć, bo zapewne duchowo oglądała Pierwowzór. Żaden wizerunek nie udźwignie piękna, które chce przedstawić. Wizerunek Matki Bożej z La Salette jest poruszający. Nie znam żadnego innego wizerunku Maryi Płaczącej w takim ujęciu. Daje dużo do myślenia. On przełamuje całą tradycję ikonograficzną ukazywania Maryi.

To, że pierwowzór zawsze jest piękniejszy, wystarczy wspomnieć św. siostrę Faustynę i jej reakcję, gdy zobaczyła obraz Jezusa Miłosiernego.

Doświadczenie mistyków jest nie do przekazania ani w słowach, ani w obrazach, a z drugiej strony, oni nie mogą tego nie pokazać innym i zawsze boli ich, że to, co pokazują, zawsze jest nie tak.

Jan od Krzyża miał świadomość, że jego doświadczenie mistyczne jest właściwie zupełnie poza słowami. Możliwość werbalizacji jest znacznie uboższa niż doświadczenie. Podobnie jest w wielu objawieniach prywatnych. Wizjonerzy, widząc wizerunek wykonany według ich opisu, stwierdzają, że to nie to…

Jan Paweł w Tryptyku Rzymskim napisał, że słowo czeka na obraz. Obraz jest niejako wpisany w strukturę chrześcijaństwa. Obraz w znaczeniu szerokim, w każdej technice, w malarstwie i rzeźbie.

 

To jest bardzo ciekawe, bo pomyślałem o wizjonerach z La Salette, że nigdzie nie natknąłem się na ich ewentualne uwagi, co do wizerunków Maryi Płaczącej, tworzonych przez artystów… Co Księdzu Biskupowi jest bliższe, obraz, ikona czy rzeźba?

 Zajmuję się sztuką wschodnią, więc obraz jest mi bliższy. Bizantyńczycy (myślę o pokoleniach ochrzczonych Greków, którzy jeszcze pamiętali tradycję starożytną) nie lubili rzeźby, bo ona im się kojarzyła z bożkami pogańskimi, w kulturze greckiej i rzymskiej. Widać wyraźnie, że tradycja bizantyjska, a za nią później ruska, dąży do eliminacji rzeźby. Początkowo jeszcze rzeźba się pojawia, potem jest płaskorzeźba, która w późnym Bizancjum właściwie zanika i idzie w kierunku dominacji ikony, bo ona jest bardziej symboliczna. Już sam proces przeniesienia przestrzeni na płaską powierzchnię jest procesem abstrakcyjnym, natomiast rzeźba jest czymś bardziej dotykalnym, bardziej dosłownym.

Maryja Płacząca w La Salette przez świadków objawienia Maksymina i Melanię nazwana została Piękną Panią. Co takiego pięknego jest w Matce Bożej z La Salette?

Orędzie pobudza wyobraźnię. Piękno jest jednym z imion Bożych. Bóg jest piękny. Sięgamy tutaj po estetykę Pieśni nad Pieśniami, czyli księgi napisanej językiem miłości zmysłowej, która próbuje mówić o doświadczeniu duchowym. Kościół tę księgę interpretował w kluczu maryjnym. To Maryja jest tą, która jest piękna. Maryja w liturgii jest nazwana Tota Pulchra. To jest ciekawe, że w historii pobożności, jak i w historii sztuki, mamy zjawisko Pięknych Madonn, więc nie dziwi, że Madonna z La Salette jest nazywana Piękną Panią, bo Maryja jest najpiękniejszą z niewiast. I ta Piękna Pani wybrała na swoje objawienie piękne miejsce.

Co takiego pięknego jest we łzach kobiety płaczącej?

Nigdy nad tym się nie zastanawiałem. Trudno mi to wyrazić, bo rzeczywiście jest w tym jakieś piękno bólu, które jest,  powiedziałbym, teologicznie oczyszczone przez Paschę. Maryja płacze w scenach Piety, w scenach pogrzebu Jezusa, natomiast nie spotykamy, albo rzadko spotykamy Ją płaczącą poza tym kontekstem. Łzy są obrazem bólu duszy. Ból przeżywany w czystości serca, w bliskości Boga objawia jeszcze jakąś inną tajemniczą twarz piękna…

Czas postawić pytanie, co to jest piękno?

Powiem za Norwidem, że piękno to jest kształt miłości… Norwid wypowiada te słowa w Promethidionie. Utwór ma postać dialogu o trzech najwyższych wartościach, na których zbudowana jest nasza kultura, czyli o prawdzie, dobru i pięknie. Te wartości znalazły swoje ucieleśnienie we wcielonym Synu Bożym, w Chrystusie. Myślę, że nikt głębiej niż Norwid tego nie ujął. Z drugiej strony jest to tak tajemnicze, że chciałoby się powiedzieć za Michałem Aniołem, ale też i Albrechtem Dürerem, którzy tworzyli rzeczy piękne i zapytani, co to jest piękno, niezależnie od siebie odpowiedzieli to samo – nie wiem.

W Idiocie Dostojewskiego książę Myszkin mówi o pięknie, które zbawi świat…

Książę Myszkin jest figurą Chrystusa, i w tym kontekście trzeba to piękno widzieć. Nie chodzi o piękno estetyczne, tak jak my to dzisiaj rozumiemy, ale chodzi o piękno znacznie głębsze, piękno, które się wiąże z prawdą i dobrem. Co więcej, to piękno wcale nie musi być estetycznie pociągające. Myślę o pooranej zmarszczkami twarzy Matki Teresy czy Jana Pawła przed śmiercią – to nie jest to piękno w kategoriach estetycznych, ale dla każdego choć trochę wrażliwego na prawdę i dobro, przez twarze tych świętych jakoś prześwieca Piękno  najwyższe, i to potwierdza intuicję Norwida.

Kształtem miłości piękno jest – i tyle,

Ile ją człowiek oglądał na świecie,

W ogromnym Bogu albo w sobie-pyle,

Na tego Boga wystrojonym dziecię;

Tyle o pięknem człowiek wie i głosi –

Choć każdy w sobie cień pięknego nosi

I każdy – każdy z nas – tym piękna pyłem.

W Promithedionie to piękno ukazane jest w swoim źródle – w Bogu. Jest ono pięknem kosmicznym, pięknem wszechogarniającym, a jednocześnie pięknem konkretnym, niepowtarzalnym, unikalnym – ujawnia się w tym pyle, którym jest człowiek. I to piękno mówi o Bogu.

Co to za piękno, które zbawia?

Dotykamy tego piękna, które w kategoriach średniowiecznych teologów określamy jako piękno duchowe. Kiedy Chrystus mówi, że jest Dobrym Pasterzem, to w tekście greckim użyte jest wyrażenie poimen ho kalos. Po łacinie to będzie pastor bonus. Należałoby oczekiwać, że po grecku będziemy mieli poimen ho agathos, bo przecież dobry to agathos. Tymczasem jest kalos, czyli właściwie „piękny pasterz”, piękny i dobry. Tak to rozumiała sztuka wczesnochrześcijańska, która pokazywała Chrystusa z owcą na ramionach jako pięknego pasterza. Ten młodzieniec, oczywiście na miarę talentu pędzla czy dłuta artysty, miał być ucieleśnieniem greckiej idei piękna, której opisu nie znajdziemy nigdzie w Ewangelii. W ten sposób sztuka wczesnochrześcijańska wyraża tę intuicję piękna Chrystusa za pomocą form sobie właściwych, ale nawet tam, gdzie ta sztuka nie istniała – myślę o  niektórych kościołach wschodnich, gdzie nie mamy takich przedstawień – to piękno Chrystusa objawia się w Jego prawdzie. Prawda jest piękna sama w sobie. Dopiero w Chrystusie te wartości greckie: prawda, dobro i piękno osiągają swój szczyt i swoje źródło i w związku z tym chrześcijanin może jednocześnie powiedzieć, że prawda, dobro i piękno to są trzy imiona miłości.

W Kościele objawia się to piękno. Jesteśmy w szczególnym czasie, kiedy Kościół w Polsce przez pedofilię niektórych duchownych ukazał brzydkie oblicze…

Poruszył ojciec bardzo ważny temat, bo dotykający grzechu, czyli tej rzeczywistości, która jest właśnie brzydotą, zaprzeczeniem piękna, która to piękno przesłania, a może nawet niszczy. Przy okazji tych smutnych historii, o których dzisiaj wszyscy mówią, i których z pewnością nie należy usprawiedliwiać, dotykamy też szerszego problemu ułomności percepcji człowieka. Kiedy wchodzę do pięknego ogrodu, w którym kwitną wspaniałe kwiaty i widzę zdeptaną różę, to moja uwaga skupi się na tej jednej zdeptanej róży, i być może wychodząc z tego ogrodu, właśnie ją zapamiętam bardziej niż piękno całego ogrodu. Taki jest człowiek i takie jest nasze postrzeganie po grzechu pierworodnym. To nie jest przypadek, że w sztuce sceny Sądu Ostatecznego, sceny piekła zawsze bardziej przerażały niż niebo zachwycało, i że znacznie łatwiej jest pokazać grzech i brzydotę aniżeli piękno.

Z jednej strony potrzebujemy wiary, bo bez wiary można widzieć tylko zło. Z drugiej strony potrzebna jest prawda. „Niepodobna, żeby przyszły zgorszenia, ale biada temu, przez kogo one przychodzą”. Bardzo mocne słowa Jezusa, które po dwóch tysiącach lat nie straciły aktualności. Więc problem jest właściwie stary jak Kościół, nawet bym powiedział stary jak człowiek, stary jak grzech pierworodny.

Ale pomimo grzechów wspólnota Kościoła jednak ma w sobie ten blask piękna i miłości Chrystusa.

Gdyby Chrystusa w nim nie było, to i nas by nie było w Kościele, i Kościoła by nie było. Myślę, że to piękno, które często jest pięknem ukrytym, prześwieca przez ludzi, zwłaszcza przez ludzi świętych. Papież Benedykt XVI powiedział, że w dzisiejszych czasach, kiedy klasyczne dowody na istnienie Boga stały się mało przekonujące, pozostają dwa argumenty: święci i sztuka sakralna.

A jaka jest współczesna sztuka sakralna?

Z bólem muszę stwierdzić, że mało w niej piękna. Artysta współczesny lubi cierpieć i ta sztuka jest pełna bólu. Ale nie zawsze są to łzy piękne, o jakich mówiliśmy w przypadku Matki Bożej z La Salette. Są różne kategorie łez. Są łzy, które mogą być łzami złości, gniewu i bezradności, i są łzy, które są czyste i, jak mówi święta Katarzyna ze Sieny, które płyną do środka i oczyszczają serce.

W sztuce współczesnej mało jest tej ostatniej kategorii łez. Oczywiście, jak wszędzie, zdarzają się wyjątki. Niemniej myślę, że taka trudna sytuacja sztuki współczesnej, a w tym również sztuki sakralnej, jest symptomem głębokiego kryzysu cywilizacyjnego, który nas dotknął. Zatraciliśmy sztukę zachwytu i umiejętność wielbienia. Popatrzmy na dawne modlitwy i pieśni, one są absolutnie bezinteresowne. Kiedy ranne wstają zorze, Wszystkie nasze dzienne sprawy, Cześć Maryi czy Chwalcie łąki umajone. Właściwie zanika podmiot liryczny, jest po prostu czyste uwielbienie Boga. W naszych dzisiejszych modlitwach często gdzieś pośrodku jest to moje chore ja. I sztuka jest taka sama, co nie znaczy, że nie ma sztuki wielkiej.

W książce Otwieranie drzwi papieża Franciszka znalazłem taką myśl: „żyjemy dzisiaj w świecie makijażu, a nie piękna, że piękno nie jest w sobie dzisiaj”. Dlaczego nas pociąga makijaż, a nie piękno?

Bo lubimy chować się za maskami. Tacy jesteśmy po grzechu pierworodnym. Proszę zwrócić uwagę, ile dzisiaj w języku publicznym mówi się na temat wizerunku. Mnie osobiście bardzo boli, kiedy to samo mówi się o Kościele: „Kościół dba o swój wizerunek, musimy zadbać o wizerunek, coś zaszkodziło wizerunkowi Kościoła” itp. To jest absolutnie antyewangeliczne. Wizerunek jest maską, a Jezus mówi coś dokładnie przeciwnego, mówi o faryzeuszach, że są grobami pobielanymi i dbają o zewnętrzną stronę kubka czy misy. Wizerunek to jest właśnie ta zewnętrzna strona, którą ludzie postrzegają, a to nie ma żadnego znaczenia. Bóg nie zbawi żadnego wizerunku, żadnej maski, tylko tego biednego człowieka, który jest pod spodem, może poranionego. Prawda nas wyzwoli!

Ja bym odróżniał kategorię piękna i ładności. Modelka na bilbordzie może być bardzo ładna, może być nawet śliczna – to jest lepsze słowo! – natomiast może nie mieć w sobie za grosz piękna, o jakim  tutaj mówimy. Znowu zacytuję Bierdiajewa, bo on miał dużo takich ciekawych intuicji: „nawet najbardziej bezmyślna twarz modelki (ja bym dodał, nawet ślicznej czy ładnej modelki) staje się prawdziwa, kiedy dotyka ją cierpienie”. Może to jest troszkę nawiązanie do tych łez, o których tutaj mówiliśmy, do tej kategorii piękna, która się nagle wyłania przez te łzy, ponieważ kiedy jest cierpienie, to opadają z człowieka wszystkie maski i zostaje to, co jest pod spodem. Cierpienie odziera człowieka z tego makijażu, który na siebie nakłada.

2 kwietnia 2019

Odnowiony ślad

Z Anną Pieńkosz, ambasadorem nadzwyczajnym i pełnomocnym Rzeczypospolitej Polskiej w Republice Kuby rozmawia ks. Bohdan Dutko MS

Jakim echem odbiły się na Kubie Światowe Dni Młodzieży?

Wyjątkowo dużym. Już te w Krakowie były ważne dla kubańczyków, ale z powodów finansowych i odległości nie mogli być w Polsce, dlatego Episkopat Kubański zorganizował dla tutejszej młodzieży równoległe obchody w Hawanie na placu katedralnym, gdzie odtworzono video z przesłaniem skierowanym do nich przez papieża Franciszka. Byli bardzo wzruszeni i zapewniali, że będą w Panamie. Rzeczywiście pojechała rekordowo duża liczba około sześciuset osób. Musimy pamiętać, że to wciąż nie jest łatwa wyprawa.

Chcę dodać, że wizyta polskiej grupy tu w Hawanie, spotkała się z bardzo dużym oddźwiękiem, zwłaszcza w tej parafii, w której teraz jesteśmy.

Jaki ślad na Kubie pozostawili młodzi pielgrzymi z Polski?

            Myślę, że najważniejszy ślad to relikwie św. Jana Pawła II przywiezione z Polski i przekazane przez kard. Stanisława Dziwisza. Było to wielkie przeżycie dla nas wszystkich, i na tyle ważne, że następnego dnia wraz z jednym z księży udzieliliśmy na ten temat wywiadu w rozgłośni radiowej.

Św. Jan Paweł II jest znany na Kubie?

Św. Jan Paweł II jest postacią bardzo ważną dla kubańczyków. To jego wizyta w 1998 roku była początkiem bardzo długiego procesu zmian na Kubie. Myślę o przeobrażeniach w ludziach, w duchowości ludzkiej. Wszyscy o tym pamiętają. I chociaż później byli tutaj Benedykt XVI i Franciszek, to wszyscy są zgodni, że to wizyta Jana Pawła II była najważniejsza i do tej pory o Nim pamiętają. W ubiegłym roku, z okazji czterdziestolecia pontyfikatu św. Jana Pawła II i dwudziestej rocznicy jego pielgrzymki na Kubę zorganizowaliśmy kilka uroczystości, które cieszyły się bardzo dużym zainteresowaniem. Rozmawialiśmy o papieżu i jego spuściźnie. Po części oficjalnej ludzie opowiadali o swoich doświadczeniach. Mówili: ja byłem na tym placu, ja to pamiętam, dla mnie to było wielkie przeżycie. Św. Jan Paweł II zostawił naprawdę ogromny ślad wtedy w 1998 roku, i myślę, że ten ślad odnowił się przez waszą obecność.

Jak Pani Ambasador osobiście przeżyła te dni młodych w Panamie?

Ubolewam, że nie mogłam uczestniczyć bezpośrednio. Nie zawsze można mieć wszystko, czego się chce. W Krakowie też nie mogłam być, ale pamiętam te Dni, w których uczestniczyłam. Pierwsze były w Częstochowie z Janem Pawłem II, w 1991 roku. Pamiętam je do dzisiaj. I zawsze bardzo zazdroszczę – tak pozytywnie – tym, którzy w tym wydarzeniu uczestniczą, bo wiem jak wielkie jest to przeżycie duchowe, zwłaszcza dla młodych, którzy mają okazję spotkać młodych z całego świata. Ma to, oprócz aspektu religijnego, przede wszystkim wymiar ogólnoludzki, możliwość spotkania ludzi, których nigdy w innych okolicznościach by się nie spotkało.

Czy dużo Polaków mieszka na Kubie ?

Polonia kubańska nie jest zbyt liczna. Rozmawiamy o kilkuset (200-300) osobach, ale jest to grupa dobrze zorganizowana, zintegrowana i prężna. Sami organizują różne wydarzenia i chętnie uczestniczą w inicjowanych przez ambasadę. Teraz właśnie postanowiliśmy zaktywizować najmłodszych wychowanych w rodzinach, gdzie trochę zapomniano język polski. Chcemy przybliżyć ich do Polski. W ubiegłym roku z okazji 100-lecia odzyskania niepodległości, zorganizowaliśmy dla najmłodszych konkurs plastyczny. Rezultat był fantastyczny, dzieci wykazały obok talentu chęć poszukiwania wiedzy o Polsce. Byliśmy zaskoczeni, gdyż okazało się, że nawet w rodzinach, gdzie dzieci mają mały kontakt z krajem, że trudno znaleźć jakiś punkt odniesienia, to jednak chcą poznawać Polskę i uczyć się języka polskiego, bo czują się Polakami.

Rozmawiamy w parafii prowadzonej przez księży pallotynów z Polski. Czy dużo jest misjonarzy Polaków na Kubie?

Na całe szczęście jest ich coraz więcej. W tym momencie mamy 15 księży i 4 siostry zakonne. Pełnią posługę na Kubie w bardzo różnych miejscach, najczęściej w małych parafiach oddalonych od miast. Są bardzo cenieni przez wspólnoty, w których pracują. Oprócz duszpasterstwa pełnią bardzo ważną funkcję integracyjną. Organizują różnego rodzaju zajęcia dodatkowe dla dzieci, młodzieży i dla osób starszych. Wykonują świetną pracę. Niestety jest ich za mało, potrzebowalibyśmy więcej. Gdyby jakiś ksiądz czy siostra zakonna byli gotowi tu przyjechać, to jestem pewna, że biskupi kubańscy z radością ich przyjmą.

Dziękuję Pani Ambasador. Kiedy nadejdzie urlop w Europie, to zapraszam do La Salette do Francji albo polskiego La Salette w Dębowcu koło Jasła.

Z przyjemnością, przy najbliższej okazji na pewno skorzystam.

Pani Ambasador z kubańskimi dziećmi – foto ks. Bohdan Dutko MS


Zobacz fotorelację z pobytu na Kubie – ŚDM Panama 2019


 

5 marca 2019

Widziałem wiarę

Z Francisco Ozoria Acosta, arcybiskupem Santo Domingo na Dominikanie i Prymasem Ameryki rozmawia ks. Bohdan Dutko MS


 Czym dla Ameryki Środkowej są Światowe Dni Młodzieży?

To błogosławieństwo Boga. Jesteśmy bardzo zadowoleni. Dziękujemy Bogu za Światowe Dni Młodzieży odbywające się w Panamie. Orędzie papieża Franciszka przyciągnęło uwagę. To bardzo dobrze, że papież przedstawił Maryję jako model świętości, model chrześcijanina, wzór dla wierzącego. Wszystkie kraje w Ameryce Środkowej bardzo kochają Dziewicę Maryję jako naszą matkę. Wszystkie kraje ją czczą.

 Ksiądz Arcybiskup przybył z Dominikany?

Tak, przybyłem z Republiki Dominikany. Jestem arcybiskupem w Santo Domingo. Dominikana jest dość blisko Panamy, dwie i pół godziny lotu samolotem.

 Ilu młodych przybyło z Dominikany?

Przyjechało ponad tysiąc pięciuset osób.

Czy może Ksiądz Arcybiskup opisać sytuację młodzieży w Dominikanie?

Jestem przewodniczącym Duszpasterstwa Młodych w naszym kraju. Mamy wielu młodych ludzi, którzy spotykają się w naszych parafiach w różnych grupach. Oni są siłą Kościoła. Niestety, mamy także młodych, którzy oddalili się od Kościoła, ale pracujemy nad ewangelizacją młodzieży.

Wiem, że Ksiądz Arcybiskup uczestniczył w Światowych Dniach Młodzieży w Krakowie. Jakie pozostały wspomnienia po tamtym spotkaniu?

Widziałem wspaniałą wiarę. Byłem też w sanktuarium Miłosierdzia Bożego, gdzie odbyło się spotkanie modlitewne. Mam pragnienie, aby następnym razem pojechać do Częstochowy.

Proszę przybliżyć Kościół na Dominikanie.

W Republice Dominikany Kościół ma dwanaście diecezji i dwudziestu biskupów. W kraju jest dziesięć milionów mieszkańców.

Dwa razy więcej niż w Panamie.

Tak. Kościół jest bardzo dynamiczny. Na Mszę św. uczęszcza 64% katolików. Ci, którzy przychodzą, czują się odpowiedzialni za ewangelizację. Mamy narodowy plan duszpasterski i każda diecezja wprowadza go życie. Ten plan duszpasterski jednoczy Kościół.

Jaka jest sytuacja powołań kapłańskich i zakonnych?

Jest bardzo dobra. Mamy diecezjalne seminaria w Santo Domingo. Posiadamy dwa Wyższe Seminaria Duchowne, jedno diecezjalne, drugie Redemptoris Mater. Obecnie w formacji mamy ponad pięćdziesięciu seminarzystów. Studiują filozofię i teologię. Ponadto mamy Niższe Seminarium Duchowne, w którym jest dwudziestu dwóch seminarzystów.

Czy są powołania do życia klauzurowego?

Tak, mamy żeńskie zakony karmelitańskie i klaryski kapucynki. Tylko dwie diecezja nie mają klasztorów klauzurowych.

Chciałbym dotknąć bardzo delikatnego tematu. Były nuncjusz apostolski śp. abp Wesołowski, bardzo poranił Kościół na Dominikanie. Czy ta rana wciąż jest otwarta, czy już zagojona?

Jest bardzo dobrze leczona przez jego następcę. Wykonał on wielką pracę, co sprawiło, że ta rana się zabliźniła. Wśród hierarchii ten temat ciągle wraca, ale zwykli ludzie nie wracają już do tego. Interesuje to jedynie dziennikarzy, którzy chcą mieć zawsze powód, aby atakować Kościół.

Jednym z patronów tegorocznych Dni Młodzieży był św. Jan Paweł II. Czy Ksiądz Arcybiskup spotkał się z Nim za Jego życia?

Miałem parę spotkań. Pierwsze było podczas studiów w Rzymie w Pontificio Collegio Pio Latinoamericano, które obchodziło 150 lecie istnienia i my, księża, zostaliśmy zaproszeni przez Papieża na te uroczystości. Odbyła się wtedy Msza św. w kaplicy papieskiej i wówczas właśnie spotkałem Papieża Jana Pawła II. Podczas Mszy św. wyznaczono mnie do czytania Ewangelii. Potem Jan Paweł II był trzy razy w moim kraju. Wspominam te doświadczenia, także Jego orędzia, i Jego bardzo miłą osobowość.

Blisko Dominikany, na Haiti, są bracia Saletyni.

Możliwe, że kiedyś przybędziecie także na Dominikanę?

 Hm…

Francisco Ozoria Acosta, abp Santo Domingo na Dominikanie

Nadchodzące wydarzenia
17
STY
Pojednanie z utraconym dzieciństwem

Sesja "Pojednanie z utraconym dzieciństwem" prowadzona jest w ramach... czytaj więcej

osoby dorosłe

Godzina rozpoczęcia 18:00

24
STY
Konwiwencja Wspólnot Neokatechumenalnych

Wspólnoty Neokatechumenalne Konwiwencja dla wspólnot z Krakowa i... czytaj więcej

Godzina rozpoczęcia 18:00

31
STY
Spotkanie trzeźwościowe I

SPOTKANIA TRZEŹWOŚCIOWE Na comiesięczne spotkanie zapraszamy... czytaj więcej

Osoby dorosłe

Godzina rozpoczęcia 15:00

Droga życia

„Największe cuda powstają w największej ciszy.”
(W. Raabe)

 

"