Czwartek, 27 kwietnia 2017 r.


Słowo Boże:


Subskrypcja

Subskrypcja na codzienną Liturgię Słowa z homilią. Użyj poniższego formularza.

W Centrum Pojednania

Zobacz

Zatrzymaj się...

Maryja płacze

Jej słowa i jej smutne oblicze, po którym spływają łzy, nie czynią nic innego tylko powtarzają z czułością to, co powiedziała w Kanie Galilejskiej: „Uczyńcie wszystko, cokolwiek wam powie”. Te słowa zapewniają nas o najwyższej trosce Matki Najświętszej o nasze zbawienie. Te słowa pobudzają nas do wiernej uległości Jej Synowi, Jezusowi Chrystusowi. Jakże delikatne ale także mocne są Jej słowa! Czyż można Jej nie słuchać, jeśli Ona „nieustannie się za nas modli”, jeśli „od tak dawna cierpi za nas”? Ona stoi u stóp Krzyża i „podtrzymuje” ramiona Swojego Syna, wyciągnięte na Krzyżu dla naszego zbawienia. Jakże można Jej nie słuchać, jeśli nie tylko daje "pobożne" rady o Mszy św., poście i modlitwie, ale z bólem mówi o ludziach głodnych i umierających w ramionach rodziców dzieciach, troszczy się o zboże, które się psuje, o ziemniaki, które gniją, martwi się bezowocnością ludzkiej pracy i brakiem chleba!

* Artykuł, którego autorem jest Jan Stern MS, ukazał się w: Etudes mariales, Bulletin de la Société française d‘études mariales... 55e session... 1999 Médiaspaul, Paris 2000, 233-243. Obecne tłumaczenie zostało opublikowane w: Studia saletyńskie 2/2002, 18-27 (tłum: J. Mituś MS i A. Zagórski MS).

Parafia La Salette znajduje się we Francji, w Alpach Delfinatu i należy do diecezji Grenoble. Maryja Panna zjawiła się Maksyminowi Giraud (10 lat) i Melanii Mathieu lub Calvat (15 lat) po południu, 19 września 1846 roku, w górach tej parafii, przy źródle położonym na wysokości około 1800 metrów. Była sobota, jesienne suchedni i czas pierwszych nieszporów święta Matki Bożej Siedmiu Boleści, obchodzonego wtedy w trzecią niedzielę września. Pięć lat po zjawieniu ks. biskup Grenoble Philibert de Bruillard orzekł w Dekrecie z dnia 19 września 1851 r., że zjawienie „posiada w sobie wszelkie cechy prawdziwości i że wierni mają uzasadnione podstawy uznać je za niewątpliwe i pewne”. A oto początek „wielkiej nowiny”, którą przyniosła „Piękna Pani”:

Jeżeli mój lud nie zechce się poddać, będę zmuszona puścić ramię mego Syna. Jest ono tak mocne i tak ciężkie, że nie zdołam go dłużej podtrzymywać.

Od jak dawna cierpię już za was. Chcąc, by mój Syn was nie opuścił, jestem zmuszona ustawicznie Go o to prosić, a wy sobie nic z tego nie robicie.

Choćbyście nie wiem jak się modlili, i nie wiem co czynili, nigdy nie zdołacie wynagrodzić trudu, którego się dla was podjęłam.

Dałam wam sześć dni do pracy, siódmy zastrzegłam sobie, i nie chcą mi go przyznać. To właśnie czyni tak ciężkim ramię mego Syna...[1]

Orędzie dotyczy obowiązków religijnych: przestrzegania niedzieli, czci imienia Bożego, naznaczonych przez Kościół praktyk pokutnych. W ten sposób orędzie wpisuje się w tradycję sięgającą swym początkiem wieku apostolskiego. Już Nowy Testament kładzie nacisk na uczestnictwo wiernych w kulcie. Czytamy w liście do Hebrajczyków (10, 25): „Nie opuszczajcie waszych wspólnych zebrań, jak to się stało zwyczajem niektórych”. Można powiedzieć, że te zaniedbania stanowią od początków doświadczenia chrześcijańskiego figurę, która „współistnieje równolegle z całą historią nowego Izraela”[2]. Jeszcze zanim zaczęto głosić orędzie, wieśniacy z Delfinatu i innych regionów wiele razy słyszeli różne wezwania i napomnienia w sprawie niedzieli. La Salette „nie jest nową nauką”, zaznacza w Instrukcji duszpasterskiej z 4 listopada 1854 roku bp Ginoulhiac, następca Philiberta de Brouillarda w diecezji Grenoble. La Salette „jest nową łaską”[3]. Na czym polega ta łaska, co jest szczególne w La Salette, co jest charakterystyczne w tym orędziu w porównaniu z innymi? Inaczej mówiąc, jaki jest sens La Salette?

Zacznijmy od przypomnienia kilku opinii, wygłaszanych w przeszłości na temat orędzia. Wyrażają one, choć nie zawsze w sposób jasny, wysoką ocenę wartości i sensu orędzia. Cechę „objawienia parakletycznego” przypisuje orędziu Leon Bloy po swej  pierwszej pielgrzymce do La Salette, odbytej we wrześniu 1879 r., a zatem gdy nie znał jeszcze opublikowanej przez Melanię sławetnej tajemnicy[4]. W 1891 r. odbył pielgrzymkę do La Salette niezupełnie jeszcze nawrócony Huysmans. Przybył w towarzystwie pewnego przewrotnego kapłana, a pisząc potem do zagorzałej okultystki wyraża opinię, że Kościół „samowolnie sfałszował fakty i sfabrykował madonnę, która wygłasza marne przemówienie na temat zbiorów”[5]. Ks. Hipolit Delehaye, bollandysta, wyraził opinię równie niemal niepochlebną: z porównania z osławionymi „Listami z nieba”, które były w obiegu już od dawna, mogłoby wynikać, że La Salette jest tylko plagiatem[6]. Ostatnio pewien teolog przedstawiał „Chrystusa z La Salette, którego pełna współczucia i miłosierdzia Dziewica błagała, żeby nie karał”, jako typowy obraz chrześcijaństwa, dla którego Bóg jest zazdrosnym o swoją cześć Panem i mścicielem miłującym sprawiedliwość[7]: jednym słowem, sentymentalny wariant religii strachu. Na początku swego orędzia, Matka Boża rzeczywiście skarżyła się: „Jeżeli mój lud nie zechce się poddać, będę zmuszona puścić ramię mojego Syna. Jest ono tak mocne i tak ciężkie, że nie zdołam go dłużej podtrzymywać”. Ale czy to ramię jest wzniesione tylko po to, by karać? Czyż raczej nie po to, by stwarzać i zbawiać? W Biblii ramię bądź karze, bądź ocala – jak ramię Mojżesza w czasie bitwy Hebrajczyków z Amalekitami (Wyj 17, 12). Pani z La Salette sama wyjaśnia, jaki sens ma to wyrażenie w jej ustach, gdyż natychmiast dodaje: „Chcąc by mój Syn was nie opuścił, jestem zmuszona ustawicznie go o to prosić...” Oczywiście, nie chce ona do tego dopuścić, co oznacza, że ramię, o którym mówi, jest ramieniem, które zbawia. Obecność i dzieła jej Syna są dobroczynne i zbawcze.

Należy tu wskazać na pewien rodzaj daltonizmu, który utrudnia dotarcie do właściwego znaczenia orędzia z La Salette. Ów daltonizm sprawia, że błędnie słyszymy: „Chcąc by mój Syn was nie zabił, nie ukarał” tam, gdzie Maryja wypowiada słowa: „nie opuścił”. Po odkryciu przyczyny błędu, nic nie stanie na przeszkodzie w dostrzeżeniu pełnego światła centrum, z którego płynie cały sens zjawienia.

Podstawowa zasada

Wróćmy do ocen La Salette, tym razem w innym aspekcie. Niektórzy chcieliby zaliczyć La Salette do zjawisk naznaczonej lękiem pobożności ludowej, dość powszechnej w dziewiętnastym wieku. W ten sposób, bardziej aniżeli o „wiarę w Jezusa Chrystusa” chodziłoby o pewną formę „wierzenia w Boga stwórcę i mściciela, groźnego Boga Starego Testamentu”[8]. Czy pobożność ludowa, a szczególnie La Salette należą do Nowego czy do Starego Testamentu?

Pytanie tak postawione prowadzi nas do sedna problemu. Zakłada bowiem jako rzecz oczywistą i nie podlegającą dyskusji pochodzącą od herezjarchy Marcjona (II w.) i bronioną przez niego tezę o różnicy między stwarzającym i okrutnym Bogiem Starego Testamentu, a dobrym i czułym Bogiem Nowego Testamentu. Owa teza przetrwała i pobrzmiewa – jak mówi René Girard (być może z przesadą, ale zasadnie) – w „przyjętym przez modernizm podstawowym poglądzie na temat Starego Testamentu” uznającym, że stosunki między Bogiem a człowiekiem „odtwarzają heglowski schemat «pana» i «niewolnika»”[9]. Pojawia się tu nieświadomie przyjęte dziedzictwo średniowiecznego nominalisty, z jakimś bogiem samowolnie decydującym o dobru i złu, a więc bogiem z gruntu amoralnym, wszechmocnym stworzycielem surowego bytu, nie zaś źródłem prawdziwego dobra[10]. Odkupienie przez krzyż polegałoby na zaspokojeniu jego pragnienia zemsty. Ludzkości przynosi ono dobro tylko pośrednio, łagodząc gniew pana.

Wobec tego rodzaju tyrana, widzenie człowieka jako istoty stworzonej na obraz Boży i rozumienie dzieła Chrystusa jako nowe stworzenie, jako odnowę owego obrazu, jako pojednanie nie ma żadnego sensu, ponieważ Bóg jest zły. Dlatego według dzisiejszych marcjonistów, Jezus zbawia przede wszystkim przez nauczanie. Jest On tylko ideologiem. To, czy nas opuszcza czy nie – ma tylko drugorzędne znaczenie. Liczą się tylko poglądy i ich zastosowanie. Obarczone błędem daltonizmu odczytanie orędzia z La Salette, dostrzegające w ramieniu, o którym mówi Maryja, tylko narzędzie niszczenia, wywodzi się w prostej linii z tego rodzaju założeń. Ponieważ Syn „Pięknej Pani” nie naucza, ponieważ działa lub grozi podjęciem działania, czymże może być, jeśli nie kopią starotestamentowego boga Marcjona? Jeśli nawet nie wszystkie interpretacje zmierzają do marcjonizmu, to skoro ich autorzy nie potrafią rozpoznać oryginalności zjawienia, ale widzą w nim stare banały ujęte w nową formę, poglądy ich pochodzą od marcjonizmu lub zakładają tego rodzaju myślenie.

Orędzie z La Salette nie kojarzy się w żaden sposób z przeciwstawieniem Syna i Jego Matki, jeśli tylko właściwie widziany jest związek między Starym a Nowym Testamentem, między stworzeniem a nowym stworzeniem. Chrystus z La Salette, którego Maryja błaga, by został z nami i nie opuszczał nas jawi się zupełnie naturalnie jako Zbawiciel. Najlepszą metodą jest objaśnienie zjawienia wychodząc od Chrystusa, jakiego nam przedstawiają Pismo Święte i Tradycja: Chrystusa, przez którego Ojciec stworzył świat, napełniając go dobrami materialnymi, o których mówiła Dziewica z La Salette, Chrystusa, przez którego, mocą otrzymanego od Ojca posłannictwa, świat został zbawiony, wyzwolony spod panowania złych potęg i na nowo stworzony, aby był całkowicie poddany Ojcu[11]. Według świadectwa dwojga świadków Chrystus i to Chrystus ukrzyżowany – a zatem nie w postawie Sędziego, lecz Zbawiciela – stanowił pełne światłości centrum zjawienia w La Salette. Przy krzyżu znajdowały się młotek i obcęgi. Bez trudu można je utożsamić z narzędziami Męki Pana, ukazanymi tu po to, by usposabiać do zajęcia wobec Chrystusa właściwej postawy. Bez Chrystusa Zbawiciela, zjawienie w La Salette przyrównać można do sztuki Shakespeare‘a Hamleta bez księcia Danii.

„Wielka nowina” dotycząca ludu

Kiedy Matka Boża z La Salette mówi o swoim ludzie, wtedy mówi również o swoim Synu. Słowo „lud” znajduje się na początku i na końcu orędzia, bowiem kończy się ono nakazem: „Ogłoście to całemu mojemu ludowi”. Właśnie temat ludu charakteryzuje zjawienie z 19 września 1846 r. w zestawieniu ze zjawieniami wcześniejszymi i późniejszymi: rue du Bac (1830), Sant’Andrea delle Fratte w Rzymie (1842) i Lourdes (1858).

W swoim orędziu Maryja mówi o uległości, o dniu Pańskim, o Imieniu Pana. Są to ważne tematy biblijne, doprowadzone do spełnienia i doskonałości przez Chrystusa Zbawiciela. Według Pisma Świętego, poddanie Bogu jest cechą stanowiącą o przynależności do ludu Bożego. Izraelici po wyjściu z Egiptu stali się ludem Bożym składając obietnicę uległości: „Wszystko, co Pan powiedział, uczynimy” (Wyj 19, 8). Ekonomia nowotestamentowa zachowuje tę strukturę. To właśnie dzięki uległości Maryi – „Oto ja służebnica Pańska” (Łk 1, 38) – Słowo staje się ciałem, a później odnowi przymierze zgodnie z posłannictwem otrzymanym od Ojca, któremu poddaje się całkowicie (1 Kor 15, 28-29). Pismo Święte uczy nas jeszcze, że lud Boży, lud kapłański (Wyj 19, 6; 1 P 2, 5) otrzymał posłannictwo chwalenia Imienia Pańskiego, szczególnie poprzez zachowywanie dnia Pańskiego i sprawowanie pamiątki zbawienia (Wyj 20, 8). Wypełnienie tych zadań zapewnia ludowi spójność. Niedbalstwa w tej dziedzinie prowadzą lud do rozbicia. Msza święta jest pamiątką, którą z kolei lud chrześcijański ma obowiązek sprawować. Uobecnia ona ofiarę nowego przymierza, całkowitą odnowę ludu Bożego, która dokonała się w dziele Syna Maryi poprzez krzyż. Nic dziwnego, że w La Salette jest również mowa o mszy świętej[12].

Otóż Pani ze zjawienia słusznie wyrzuca swojemu ludowi zaniedbywanie praktyk, które zapewniają mu spójność: zachowanie dnia Pańskiego, sprawowanie pamiątki zbawienia. Zaniedbania, o których mowa w La Salette, jak już powiedziano, spotykamy na przestrzeni historii chrześcijaństwa, a nawet w całej historii ludzkości[13]. W dziewiętnastym wieku pojawia się jednak coś nowego. Nie tylko ma miejsce zaniedbywanie obowiązków religijnych (jak w przeszłości), ale powstała dwa wieki wcześniej mentalność Oświecenia zaczyna przenikać do mas. Bóg nie interesuje nikogo. Zbawienia zacznie się szukać gdzie indziej. Pojawi się myśl, że przez wykluczenie Boga z życia człowiek się uszlachetnia[14]. Jeśli zdarza się myśleć o Bogu to po to, by Go oskarżać bluźniąc, gdy sprawy źle się układają. „Kłamstwo postawiło w stan oskarżenia, w stan permanentnego podejrzenia, samą stwórczą i zbawczą Miłość“, zauważa Jan Paweł II[15]. Zapomniano, że oprócz Boga i człowieka istnieje trzecia osoba, mianowicie Zły, którego władzę może złamać tylko sam Chrystus[16].

Odpowiedź na tę sytuację daje orędzie powierzone dwojgu świadkom zjawienia. „Wielka nowina” – jak ją nazywa sama Maryja. „Jestem tu, aby wam ogłosić wielką nowinę. Jeżeli mój lud nie zechce się poddać, będę zmuszona puścić ramię mego Syna. Jest ono tak mocne i tak ciężkie, że nie zdołam go dłużej podtrzymywać”. Czymże stanie się lud bez ramienia Zbawiciela?

Problem cierpienia

Należy pamiętać, że ramię Zbawiciela czasem karci. W ślad za Nowym Testamentem przypomina to „Piękna Pani“ z La Salette. Co więcej, karcenie bierze Ona na swój własny rachunek: „Pokazałam wam to zeszłego roku na ziemniakach…” List do Hebrajczyków stwierdza, że cierpienie ma dla nas wychowawczą wartość. “Bóg obchodzi się z wami jak z dziećmi. Jakiż to bowiem syn, którego by ojciec nie karcił?“ (Hbr 12, 7). „Ja  wszystkich, których kocham, karcę i ćwiczę” (Ap 3, 19).

Ale istnieje coś jeszcze poważniejszego, mianowicie cierpienie niewinnych. Najświętsza Dziewica z La Salette przypomina problem zła w postaci najbardziej oburzającej, kiedy ofiarami są małe dzieci. „Ach, przynajmniej to dziecko było niewinne”, woła bohater Alberta Camusa w związku z dzieckiem zmarłym z powodu zarazy[17]. Otóż Najświętsza Dziewica oznajmia na górze w La Salette śmierć dzieci poniżej siedmiu lat. Istotnie, w ciągu następnej zimy umarło ich wiele[18]. Oznacza to, że cierpienie nie jest prostym skutkiem win osobistych. Wynika ono z samej przynależności do ludzkości, która wystawiona jest na wszelkiego rodzaju złe wpływy, a przy tym zbyt często unika troskliwej opieki Zbawiciela.

Pobudzani przez godne pochwały pragnienie wyłączania Opatrzności poza zasięg przyczyny, jesteśmy skłonni przypisywać srożący się zimą 1846-1847 głód przyczynom możliwym do opanowania przez człowieka. Jest w istocie prawdą, że spekulacje i podstępne gromadzenie towarów wywarły rujnujący wpływ. Z drugiej strony, modlitwa i pokuta w żaden sposób nie zwalniają od wypełnienia słów Jezusa na temat dobroczynności i sprawiedliwości. Można jednak powiedzieć, że w tamtym czasie wspierano biednych bardziej niż zazwyczaj. Z powodu powodzi, która dotknęła okolice Loary, biskup Grenoble po prostu zarządził w swojej diecezji zbiórkę na rzecz ofiar[19]. Lepsza organizacja, skuteczniejsze zabezpieczenie, a do tego większa dobroczynność mogłyby jeszcze bardziej zmniejszyć nędzę. Nie byłyby jej w stanie jednak wyeliminować. W rzeczy samej, bieda wynikała z przyczyn wymykających się spod władzy człowieka. Powtórzmy to raz jeszcze: zarówno przez okoliczności jak i poprzez treść orędzia, zjawienie stawia z całą powagą problem cierpienia. Tak cierpienia winnych i odpowiedzialnych, jak i cierpienia niewinnych.

Sens La Salette

Gdy Maryja z La Salette mówi o cierpieniu, czyni to z całym zaangażowaniem. Rozprawia o głodzie nie jako ekonomistka czy specjalistka w dziedzinie statystyki, lecz widzi osoby, które kocha jako matka. Świadczy o tym uwaga nawiązanie do epizodu z życia Maksymina i jego ojca[20]. Stara się też nie przestraszyć dwojga widzących. „Zbliżcie się moje dzieci, nie lękajcie się” – przemawia do nich na początku. Jeśli upomina – wskazuje najpierw własne zranienie. „Strumienie łez płyną mi z oczu nad zniszczeniem mojego ludu” – czytamy w Piśmie świętym (Lm 3, 48) i to zdanie doskonale stosuje się do niej. Można powiedzieć, że „Piękna Pani” z La Salette sama jawi się w słabości, jako „Matka krzyżowana nieustannie”[21]. Współcierpi w całym znaczeniu tego słowa. W La Salette widzimy Maryję zaangażowaną, narażającą się na niebezpieczeństwo i nędzę wraz ze swoim ludem. Jeśli zjawienie w La Salette zawiera coś charakterystycznego, szczególny sens – oto on[22].

Zestawienie z Magnificat pozwala zgłębić tragizm tego sensu La Salette, owo „narażanie się” Maryi. Podobieństwo i różnice rzucają się w oczy, kiedy zestawia się Dziewicę z Magnificat i Dziewicę z La Salette. Tak wobec Elżbiety, jak i wobec Maksymina i Melanii Matka Boża mówi o swoim ludzie. Ale gdy w pierwszym przypadku raduje się „w Bogu swoim Zbawcy”, który „ujmuje się za Izraelem, swoim sługą”, swoim ludem – w La Salette Maryja płacze. Łzy stanowią rys charakterystyczny i najprościej wyróżniający zjawienie. Maryja płacze, ponieważ jej lud nie przejmuje się Bogiem i traci w ten sposób przyniesione przez jej Syna zbawienie. Celem całego życia Maryi jest danie Zbawiciela swojemu ludowi. Niegdyś dała Go przez swoje „fiat”, dzisiaj nie przestaje prosić w łączności z nim. Otóż wszystko to okazuje się bezużyteczne. Życie Maryi jest poniekąd nieudane, jeśli można się tak wyrazić. Mówi o sobie, że musi wstawiać się „nieustannie”. A wy „nic sobie z tego nie robicie”, skarży się.

Bóg stworzył człowieka na swój obraz”

Jeśli jednak Maryja z La Salette sięga po oręż skargi, jeśli przypomina i zapowiada nieszczęścia, czyni to w ściśle określonym celu: chce skłonić do nawrócenia. Jak dawni prorocy, chce doprowadzić swój lud do modlitwy, pokuty i pojednania się z Bogiem. „Jeśli się nawrócą...“ – Maksymin i Melania słyszą te słowa z jej ust. Według Instrukcji duszpasterskiej z 1854 r., zjawienie faktycznie pobudziło do odnowy duchowej, szczególnie w formie ruchu modlitewno-wynagradzającego[23].

Najświętsza Dziewica z La Salette, należy to podkreślić raz jeszcze, nie zadowala się napominaniem i moralizowaniem. Poucza, że jej Syn działa. On bez wątpienia zbawił ten świat nauczając i stawiając większe niż prorocy wymagania. Jednakże wbrew wszelkim marcjonizmom i idealizmom, Chrystus zbawił ten świat przede wszystkim przez modlitwę, cierpienie i odrodzenie człowieka, który pierwotnie wyszedł dobry z ręki Boga i na Jego obraz, jak to czytany w pierwszym rozdziale pierwszej księgi Pisma Świętego.

Także Maryja działa w łączności ze swoim Synem. „Nigdy nie zdołacie wynagrodzić mi trudu, którego się dla was podjęłam“ – powiedziała w La Salette.

Jan Stern MS


[1] Opieramy się na opowiadaniu Melanii, ze sprawozdania z 1847-48 dla biskupa z Grenoble (J. Rousselot, La vérité sur l’événement de La Salette, Grenoble 1948, 54-58). Pozostałe opowiadania Melanii i Maksymina dotarły do nas w formie rzetelnie zredagowanych przekazów z 1846-47 i podają tekst identyczny lub niemal identyczny (różnice w drobnych kwestiach). Prace: J. Jaouen, La grâce de La Salette au regard de l’Eglise, (4. wyd.), La Salette, Association des pèlerins, 1981. (doskonała synteza, mimo, że autor nie mógł przecież korzystać z dokumentów opublikowanych już po pierwszym wydaniu jego książki w 1964.); J. Stern, La Salette - Documents authentiques: dossier chronologique intégral, 3 volumes, La Salette, Association des pèlerins, 1980-1994 ; Id, „La Salette. Dossier du 150ème anniversaire de l’apparition (1846-1996)” w Marianum 59 (1997),  183-245. („Dossier” ukazuje status questionis od Soboru Watykańskiego II i zawiera bibliografię krytyczną. Artykuł nie mógł uwzględnić uniwersyteckiego kolokwium, które odbyło się w Instytucie katolickim w Paryżu 29 i 30 listopada 1996 r. pod przew. F. Angelier, Ph. Boutry i C. Langlois. Por. Ph. Boutry, „Chronique”, w Revue d’histoire ecclésiastique 91 (1996), 1141-1143.

[2] E. Glotin, „Réparation”, w Dictionnaire de spiritualité, 13 (1988), kol. 374. Por. także kol. 409.

[3] Bp Ginoulhiac cytuje bpa Ullathorne z Birmingham w Anglii, który po odbyciu pielgrzymki do La Salette w maju 1854 napisał The holy mountain of La Salette: Pilgrimage of the year 1854 (London 1854, tłum. fr.: La sainte montagne de La Salette..., Grenoble 1854). W Instrukcji duszpasterskiej z 4. 11. 1854 r. nowy biskup Grenoble głęboko wnika w wydarzenie z La Salette tak z punktu widzenia historycznego, jak duchowego.

[4] L. Bloy, Le symbolisme de l’apparition, Paris, Librairie Lemercier, 1925, 50. Książka ukazała się dopiero po śmierci autora, który celnie rozeznał, iż w centrum orędzia znajduje się „Jezus ukrzyżowany” (Le symbolisme..., 129). Do znaczenia tej perspektywy dla właściwego zrozumienia zjawienia powrócimy w dalszym ciągu rozważania.

[5] List z 26.7.1891 do Berthe Courrière, w: J. K. Huysmans, Là-haut, suivi du Journal d’En-route, Tournai, Casterman 1965, 242 (por. także J. K. Huysmans, Là-haut ou Notre Dame de La Salette. Édition critique de M. Barrière, Nancy, Presses Univeritaires de Nancy, 1988). Jeśli chodzi o adresatkę listu, zob. R. Baldick, La vie de J. K. Huysmans, tłum. z angielskiego, Paris, Denoël, 1958. Huysmans przybył do La Salette w towarzystwie byłego księdza Boullan, który zwrócił jego uwagę na tajemnicę Melanii, rozpowszechnianą od zakończenia wojny 1870. Nie miejsce tu na szczegółowe opisywanie treści tajemnicy, której Léon Bloy stał się heroldem wydając Celle qui pleure (1908), ani na ukazanie traumatycznych przeżyć Melanii, wyjaśniających powstanie owej tajemnicy. Zaznaczmy jedynie, że publiczna historia tajemnicy zaczyna się o wiele wcześniej niż w roku 1858, kiedy to „Piękna Pani” miała rzekomo pozwolić Melanii na przynajmniej częściowe jej odsłonięcie. W otoczeniu świadków zjawienia, począwszy od lutego 1847 r., rzeczywiście spotykamy dwa kształtujące ich świadomość tematy: temat złych miast i temat niewiernych wobec swych zobowiązań kapłanów. Nie pochodzą one jednak ani od Maksymina, ani od Melanii, lecz pojawiły się w związku z tekstem, który otrzymał w ciągu miesiąca ks. Piotr Melin, proboszcz Corps, tzn. miejsca pochodzenia i zamieszkania dwojga świadków zjawienia. Ks. Melin poruszony takim wytworem wyobraźni, noszącym tytuł „Dodatek do przepowiedni danej dwojgu dzieciom z okolic Grenoble”, przekazał owo pismo biskupowi de Bruillard. Na początku marca biskup odpowiedział, że na podstawie jego doświadczenia „u ludzi cierpiących na katalepsję igraszki wyobraźni i serca” są nadzwyczajne. „Dodatek” został przesłany do ks. Melin przez ks. Leopolda Baillarda z sanktuarium Matki Bożej z Sion w Lotaryngii. Leopold B. był już wtedy w konflikcie z kurią biskupią w Nancy. Wkrótce potem on i dwaj jego bracia, również księża, wstąpią do sekty Vintras. Colline inspirée Maurycego Barrèsa opowiada o tym dramacie w sposób niewątpliwie powieściowy (por. J. Stern, La Salette. Doc. auth., I, 254-260). Przypomnijmy jeszcze, że tajemnica pastuszki z La Salette nigdy nie otrzymała aprobaty kompetentnej władzy kościelnej, to znaczy Stolicy Swiętej i biskupów Grenoble. Wyczerpujący wykład na ten temat znajdziemy w III tomie La Salette. Doc. auth. (por. także mojego autorstwa Dossier du 150ème anniversaire).

[6] H. Delehaye, ”Un exemplaire de la lettre tombée du ciel”, w Recherche de science religieuse 18 (1928) 164-169. Zestawienie z listami  z nieba było zaproponowane zaraz po zjawieniu w Le miracle de La Salette, par François-Joseph (prawdopodobnie jest to pseudonim antyklerykalnego dziennikarza François Tindemans), Bruxelles 1855. Na ten temat zob: La Salette. Doc. auth. I, 375-383.

[7] C. Duquoc, Dieu différent, Éd. Du Cerf, Paris 1977, 66.

[8] G. Cholvy, „Expression et évolution du sentiment religieux populaire dans la France du XIXe siècle au temps de la restauration catholique ( 1801-1860)”, w Actes du 99e congrès national des Sociétés savantes, Besançon 1974, Section d histoire moderne et contemporaine, t. I, Bibliotheque nationale, Paris 1976, 289-320 (tekst cytowany jest na str. 300). Czy potrzeba dodawać, że historyk powtarza tu cudzy punkt widzenia?

[9] R.Girard, Des choses cachées depuis la fondation du monde, G. Grasset, Paris 1979, 197.

[10] Na temat pochodzenia tego pojęcia, które zapoczątkowuje odrzucenie Boga we współczesnej filozofii, por. H. de Lubac, Le drame de l’humanisme athée, nouv. éd., Éd. Du Cerf, Paris 1998 oraz G. Cottier, L’athéisme du jeune Marx…, Vrin, Paris 1969.

[11] Można tu zacytować encyklikę Dives in misericordia 1, (30.11.1980): „O ile różne kierunki dziejowe i współczesne prądy ludzkiej myśli były i są skłonne rozdzielać, a nawet przeciwstawiać sobie teocentryzm i antropocentryzm, to natomiast Kościół, idąc za Chrystusem, stara się wnosić w dzieje człowieka organiczne i dogłębne zespolenie obojga. Jest to również jedna z głównych, a może nawet najważniejsza podstawa magisterium ostatniego Soboru.” Nauczanie Vaticanum II na temat człowieczeństwa zranionego grzechem i Chrystusa jako Zbawiciela – zob. Gaudium et spes, 13 i 22.

[12] Vaticanum II przedstawiło misję kapłańską ludu Bożego w konstytucji o liturgii Sacrosanctum Concilium. Zob. w szczególności numery: 2, 5 i 6.

[13] Jan Paweł II uważa grzech wieży Babel za prototyp wykluczenia Boga na skutek obojętności religijnej. Zob.: Reconciliatio et paenitentia 14 (2.12.1984).

[14] Na temat owego wykluczenia Boga, por.: Gaudium et spes 7, 19, 20, 21; Dominum et vivificantem 56 (18.5.1986).

[15] Dominum et vivificantem 39 (18.5.1986).

[16] Por. Gaudium et spes, 2 i 37.

[17] A. Camus, La peste, Gallimard, Paris 1966, 174. Już Voltaire sformułował podobne refleksje w Poème sur le désastre de Lisbonne, ułożonym w związku z trzęsieniem ziemi, które dotknęło to miasto w 1755 r., pochłaniając 60 tysięcy ofiar, wśród których było bardzo wiele dzieci.

[18] W ciągu sześciu pierwszych miesięcy 1847 r. umarło w Corps 39 dzieci poniżej siedmiu lat. W porównaniu: w tym samym okresie 1844 r. zmarło 5 dzieci, w 1845 r. – 4, a w 1846 r. – 3 (J. Stern, La Salette. Doc. auth., II, 27, przypis).

[19] List pasterski z 11 listopada 1846.

[20] Maksyminowi, który o tym zapomniał, „ Piękna Pani” przypomina, że pewnego razu wraz z ojcem widzieli zepsute zboże w miejscowości zwanej Terre du Coin. W drodze powrotnej do Corps ojciec dał chłopcu kawałek chleba mówiąc: „Weź moje dziecko, jedz jeszcze chleb tego roku, bo nie wiem czy kto będzie go jadł w roku przyszłym, jeżeli zboże będzie się nadal tak psuło”.

[21] Wyrażenie użyte w związku z La Salette przez Martę Robin w 1942 lub 1943 r. (według świadectwa ks. Hilarego Orseta MS, który usłyszał to od niej).

[22] To współcierpienie Najświętszej Maryi Panny z La Salette uwydatnił Ojciec Święty: „Maryja (...) mająca na sobie obraz swojego Syna ukrzyżowanego, pokazuje, że zjednoczo­na z dziełem zbawienia współczuje swo­im dzieciom w ich doświadczeniach i cier­pi widząc ich oddalenie się od Kościoła Chrystusowego poprzez zapomnienie i odrzucenie obecności Boga w ich życiu oraz świętości Jego Imienia” (list z 6 maja 1996 r. do bpa Louis Dufaux z Grenoble, napisany z okazji 150. rocznicy zjawienia; zob.: Documentation catholique 1996, 553-554).

[23] „Bowiem taki jest prawdziwy sens, taki jest cel nabożeństwa do Matki Bożej z La Salette, pisał bp Ginoulhiac w związku z ruchem modlitw wynagradzających (Instrukcja duszpasterska z 4.11.1854, 44 w La Salette. Doc. auth. III, 270). Przez „sens“ biskup rozumie to, co w języku scholastycznym nazywa się „przyczyną ostateczną“, podczas gdy powyżej użyliśmy tego słowa na oznaczenie „przyczyny formalnej“. Trzeba zaznaczyć, że w Instrukcji duszpasterskiej chodzi o sens nabożeństwa zrodzonego ze zjawienia, tymczasem w drugim przypadku chodzi o sens samego zjawienia.

Homilia Bpa Piotra Libery z okazji 10 rocznicy koronacji figury Matki Bożej Płaczącej i 160 rocznicy zjawienia Matki Bożej


Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

1. Umiłowani Bracia i Siostry! Wysłuchaliśmy dobrze znanego nam fragmentu z Janowej Ewangelii. Jest on czytany w wielu miejscach rozsianych po naszej ziemi, gdzie cześć odbiera Panna Bolesna, Matka Zbawiciela. I w Kalwarii, i w Licheniu, i w Osiecznej koło Leszna, i w Jarosławiu i w Kałkowie. I w tylu jeszcze innych miejscach wpisanych w mapę geograficzną kultu maryjnego w Polsce. Dziś ten fragment czytamy tu w Dębowcu, w Sanktuarium Matki Bożej Saletyńskiej. 
„Obok krzyża Jezusa stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa i Maria Magdalena” (J 19, 25). 
Ekscelencjo! Drogi Księże Arcybiskupie Ignacy, Czcigodni Misjonarze Matki Boskiej z La Salette, opiekunowie tego świętego miejsca, Księże Prowincjale; Drodzy Bracia w Chrystusowym kapłaństwie, z Księdzem Infułatem Wiesławem Szurkiem na czele; Wielebne Siostry Zakonne: Kochani Pielgrzymi – Czciciele Płaczącej Pani z La Salette! 
Wsłuchajmy się w słowa Ewangelii św. Jana. Medytujmy wspólnie opisaną w niej scenę ukrzyżowania z udziałem Maryi, pobożnych kobiet i Jana Apostoła. 

2. Można postawić pytanie, kto ich przyprowadził pod krzyż? Czy sami tam przyszli? Czy przyszli tylko, aby towarzyszyć Maryi? Czy przyprowadziła ich tam Matka Jezusa? Czy przyprowadziła ich miłość do Jezusa? Takich odpowiedzi nie znajdziemy na kartach Pisma Świętego. Znajdziemy pochwałę Anioła skierowaną do Maryi: „Bądź pozdrowiona, łaski pełna, Pan z Tobą” Łk 1, 28). Znajdziemy powitanie Elżbiety: „Błogosławionaś Ty między niewiastami ...” (Łk 1, 42). Znajdziemy stwierdzenie, że Jezus żył w Nazarecie i był poddany Maryi. Znajdziemy także uwagę, że „Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu” (Łk 2, 19). 
Otrzymujemy wtedy jasną odpowiedź, że Maryja była pod krzyżem najbliższa Jezusowi jako Matka i z wszystkich osób najważniejsza. Tam pod krzyżem została ustanowiona Matką wszystkich ludzi: „Niewiasto, oto syn Twój” (J 19, 26). Taki otrzymała testament. Od tego momentu Maryja będzie na ludzkich szlakach przez wieki. Będzie prowadziła swoje nowe dzieci pod krzyż Jezusa. 
Pod krzyż, który jest ołtarzem wszechczasów. 
Pod krzyż, który jest sztandarem zbawienia. 
Pod krzyż, który jest drogowskazem do domu Ojca. 
Nie inaczej też było sto sześćdziesiąt lat temu, gdy Piękna Pani ukazała się dzieciom w La Salette. Miała na piersi mały złoty łańcuch z krzyżem. Z niego spoglądał na dzieci Jezus jak gdyby był żywy. Całe światło, w którym była zanurzona Zjawiona, i którym była przeniknięta, wychodziło z krzyża. Melania twierdziła później, że nie mogliby zobaczyć Pięknej Pani z wszystkimi Jej symbolami, gdyby nie światło z krzyża. Ukrzyżowany był zatem promieniującym centrum całego Objawienia w La Salette, dowodem Bożego posłannictwa. 
W jednej z najstarszych modlitw maryjnych napisanych ok. roku 1000 modlimy się: „Do Ciebie wołamy wygnańcy synowie Ewy. Do Ciebie wzdychamy, jęcząc i płacząc na tym łez padole. (...) Jezusa, błogosławiony owoc żywota ... nam okaż”. Okazać nam Jezusa, który jest sensem i treścią Jej życia i Jej powołania – to najważniejsza misja Maryi. Ona zawsze okazuje Jezusa. Prowadzi do Niego. 

3. Pod krzyżem z Matką Jezusa była Maria, żona Kleofasa, matka Kleofasowych dzieci. 
Na naszej podkarpackiej ziemi stają też z Matką Bożą Płaczącą, niewiasty – matki żony. W podeszłym, dojrzałym wieku i młode matki i żony z miast, miasteczek i wiosek. Jest Was, Drogie Siostry, wiele. Byłyście tu w sanktuarium w Dębowcu wczesnym rankiem, w ciągu dnia i późną nocą. Przyprowadziłyście ze sobą dzieci i młodzież, waszych mężów i synów. Pod krzyżem Jezusa na Kalwarii Maryja głosiła orędzie modlitwy, wyrzeczenia i wynagrodzenia Bogu za zniewagi. 
Byłem kiedyś świadkiem, jak starsza kobieta z laską i różańcem w ręku szła wpatrzona w niesioną w procesji figurę Najświętszej Pani. Nie zauważyła schodka. Runęła całym ciężarem na ziemię. Wypadła jej laska. Podniesiono ją z powagą. Widać było, że kobieta cierpi. Nie powiedziała ani słowa. Nie wypuściła z ręki różańca. Podano jej laskę. Szła dalej za figurą z różańcem w ręku. Może się modliła za swoje dzieci żyjące w mieście? Może polecała swoje wnuki, którzy w wielkim biznesie, lub daleko za granicą, są mądrzejsi od babci. Czymże jest jednak wiedza studenta czy biznesmena wobec mądrości serca zdobytej w szkole Maryi pod sztandarem krzyża. 
- Za tysiące żon i matek, którym przekazałaś, Maryjo, orędzie swojego Syna, składamy Ci dziś dziękczynienie. 

4. Pod krzyżem z Maryją była Maria Magdalena. Po ludzku sądząc należałoby się wstydzić, że ta słaba kobieta znalazła się pod krzyżem Jezusa. Mówiono o niej źle i była to prawda. Otrzymałem po raz kolejny lekcję Jezusowej ekonomii zbawienia. O niej kiedyś powiedział Jezus: „Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała” (Łk 7, 47). Maria Magdalena była razem z Maryją na Kalwarii. Maryja ją nie odpędzała. Nie gardziła nią. To samo czyni Pan Jezus w stosunku do nas, gdy stajemy przed konfesjonałem: odpuszcza ci się wiele, bo wiele umiłowałeś. 
Maryja w La Salette głosiła orędzie nawrócenia i przebłagania Boga. Wszak Chrystus nie przyszedł na świat, aby sądzić, lecz by ocalić to, co zginęło. Płacząca Pani zaczęła swoje orędzie w 1846 roku od poważnej przestrogi: „Jeżeli mój lud nie zechce się poddać, będę zmuszona puścić ramie mojego Syna”, a kończy to ważne orędzie obietnicą: „Jeżeli się nawrócą, kamienie i skały zamienią się w sterty zboża, a ziemniaki same się zasadzą”. Te dwa zdania spinają całe orędzie i są niczym dwie ręce Maryi Matki, które wyciąga ku nam, swoim dzieciom, narażonym na niebezpieczeństwo, aby uchronić nas przed nieszczęściem i przyprowadzić do swojego Syna. 
- Za dar przebaczenia i nawrócenia na drogi Twojego Syna składamy Ci, Maryjo, dziś dziękczynienie. 

5. Pod krzyżem z Maryją obok niewiast stał najmłodszy z Apostołów Jan. To jemu Zbawiciel powierzył swoją Matkę. On Ją otrzymał w testamencie: „Następnie rzekł do ucznia: Oto Matka twoja. I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie” (J 19, 27). 
To oni, kapłani mówili – i nadal mówią – o Matce Jezusa i Jej orędziu. Mówią o Matce swojej. Stają pod krzyżem w konfesjonałach i podziwiają miłosierdzie Chrystusa. Stoją przy ołtarzu i karmią Ciałem i Krwią Jezusa każdego, kto wyrazi takie pragnienie. Trzymają w dłoni różaniec i uczą dzieci i młodzież modlitwy. Są wśród nich także Misjonarze Matki Bożej z La Salette, którzy ukazują światu świadectwo życia wartościami modlitwy, pokuty i gorliwości zawartymi w orędziu Płaczącej Pani. Podstawowym zaś rysem duchowości Zgromadzenia i jego członków jest szeroko pojęta posługa pojednania wśród ludu Bożego. Saletyni obecni w Polsce od roku 1902, dziś radują się dziesiąta rocznicą koronacji figury Matki Bożej Płaczącej papieskimi koronami w tutejszym sanktuarium. 
- Za Janów duchowych i świeckich, którzy Maryję przyjęli do siebie, niech Bóg będzie uwielbiony. 

6. Widzę pod krzyżem i ciebie, Szymonie Cyrenejczyku. Niosłeś krzyż aż do celu. Stoisz obok w tłumie i na rozum nic przełożyć nie możesz. Czujesz na ramionach odciski krzyża i uważasz, że zaczęło ci go brakować. 
A ty Weroniko, siostro miłosierdzia, z prawdziwym wizerunkiem twarzy cierpiącego Jezusa, czy nie byłaś na Kalwarii? Wy wszyscy – dźwigający krzyż, wy – chorzy, wy – starcy, wy – siostry szpitalne, wy – lekarze, wy – doglądający chorych i wy - ojcowie i matki rodzin wielodzietnych. Maryja głosi swoje orędzie modlitwy, wyrzeczenia i przebłagania. 
Nie musimy – Drodzy Bracia i Siostry – umniejszać ani wypierać się napięcia istniejącego między naszą tęsknotą za szczęściem a rzeczywistością zbawienia, jaką nam zwiastowano i w jaką uwierzyliśmy. Napięcia z powodu którego wszyscy cierpimy, a czasem nawet czujemy się załamani. Ukrzyżowany, jest prawdziwie Bogiem z nami. Z nami, którzy cierpimy z powodu choroby, niedostatku, braku pracy, konfliktów w rodzinie; z nami, którzy jesteśmy spragnienie prawdziwego szczęścia, i którym tylko z rzadka udaje się śpiewać pieśń Bożej chwały. Cierpiący Zbawiciel jest z wami, z ludźmi, którym krzyż ukazuje sens życia. 
- Niech Bóg będzie uwielbiony przez wasze cierpienie, wasze wyrzeczenie i waszą modlitwę, którą łączycie się z tymi, którzy pielgrzymują dziś do Matki Bożej Płaczącej. 

7. Na Kalwarii obok krzyża byli też wrogowie Chrystusa. Wyśmiewali Go i wołali :zejdź z krzyża, a uwierzymy Ci. 
Twój Syn, Matko, powiedział do nich: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23,34). I u nas, w naszej współczesnej rzeczywistości nie brakuje ludzi niegodziwych, przenikniętych złem, kpiących z krzyża, drwiących ze świętych wizerunków, w imię rzekomej tolerancji. Saletyńska Pani użyła w swoim orędziu z 1846 roku porównania z dziedziny specyficznej, bo rolniczej. „Czy nie widzieliście zepsutego zboża?” - zapytała Melanie i Maksymina Pani z trzema wieńcami róż. Można przypuszczać, że w obrazie zepsutego zboża ukryta jest symbolika ludzkiej niegodziwości, czyli grzechu. Rolnicy twierdzą, że spleśniałe, zmurszałe nasiona czuje się z daleka, gdyż wydają nieprzyjemny zapach. Ludzie nie są nimi zainteresowani i chcą się ich pozbyć. 
Jakie więc przesłanie przekazała Maryja przez małych wizjonerów? Przypomniała wszystkim, że jest Bóg pełen miłosierdzia, Pan świata i sprawiedliwy Sędzia. Jest Bóg nagradzający dobro i karzący za zło. Istnieje nagroda za dobro i kara za zło. Istnieje zbawienie i potępienie. Istnieje niebo i piekło. Jest Bóg pełen miłosierdzia zbawiający nawracającego się człowieka i tenże sam Bóg sprawiedliwy, który odtrąca na potępienie zwolenników zła. 
- Płacząca Pani z La Salette, powiedz grzesznikom póki trwa czas zbawienia, że miejsce pod krzyżem jest przestronne. Ramiona krzyża są bardzo szeroko rozpostarte. Niech się nie wstydzą czasu przeszłego. W szkole Maryi pod krzyżem nawet dobry łotr nie jest zaskoczeniem. 

8. Przyprowadziłaś nas Maryjo pod krzyż i spod krzyża głosisz swoje orędzie modlitwy, nawrócenia i przebłagania. 
- Pragniemy jedności w rodzinach. 
Proszę Was Drodzy małżonkowie, Drodzy ojcowie i matki. Przyjdźcie pod krzyż do szkoły Maryi. Będziecie jedno, jeśli przyjmiecie orędzie modlitwy, wyrzeczenia i zadośćuczynienia. Zapraszam wszystkich pod krzyż. Tych, którzy cieszą się piękną miłością; tych, którzy o niej marzą tych, których miłość wygląda jak rozbity dzban. Przyjdźcie pod krzyż do szkoły Maryi. 
- Pragniemy jedności w naszej Ojczyźnie. 
Niech przyjdą piastujący władzę pod krzyż, pod sztandar jedności. Niech porzucą kłótnie, własne ambicje i staną się sługami dobra wspólnego, któremu na imię Polska. Trzeba z pokorą słuchać prostego człowieka, dbać o rodzinę, patrzeć na sprawy nie tylko w perspektywie centrali, ale całego kraju. Trzeba lepiej jeszcze zabiegać o interes Polski na wschodzie i na zachodzie. 
Kościół od zarania, od czasów apostolskich, modlił się za sprawujących władzę. Czyni to i dziś. Niech będą tego świadomi ci, co teraz rządzą na różnych szczeblach władzy, by nie zawiedli pokładanej w nich nadziei i nie zmarnowali duchowej mocy, których źródłem jest modlitwa tych, którymi rządzą. 
- Pragniemy wszyscy zbawienia. 

Zapraszam wszystkich pod krzyż, pod sztandar zbawienia. Tam Płacząca Pani z La Salette głosi orędzie modlitwy, wyrzeczenia i zadośćuczynienia. Ona także tu, w Dębowcu, głosi nam od wielu już lat Chrystusowe orędzie zbawienia. 
Z Maryją, z różańcem w ręku, dziękujemy Ci, Trójco Przenajświętsza, za orędzie zbawienia, które przez świętowanie dziesiątej rocznicy koronacji i sto sześćdziesiątej rocznicy zjawienia się Matki Bożej w La Salette dociera do serc wielu ludzi. Daj, niech świętowanie zbawienia trwa nadal. Amen. Niech się tak stanie.

Dębowiec, dnia 17 września A.D. 2006 
bp Piotr Libera, 
sekretarz generalny KEP
(tekst autoryzowany)


W słowniku wyrazów obcych słowo „scrutatio” znaczy dokładne „badanie”. Słowo „scrutari” znaczy „poszukiwać”, „śledzić”, „badać”.

Z samej etymologii słowa „skrutacja” wynika, ze chodzi tu o specyficzne podejście do Pisma Świętego, które nie jest tylko księgą do studiowania, ale przede wszystkim, aby modlić się Słowem Bożym.

Zycie chrześcijanina powinno sie traktować jak liturgię. Co to jest liturgia? Jest to oddawania chwały Bogu samemu. Chrześcijanin jest szczególną osoba, bo jest ikoną Chrystusa i to powinno być widoczne na każdym kroku. W jego zachowaniu, w sposobie jego życia. Właśnie skrutacja Pisma Świętego ma w tym pomagać. Ma pomagać w tym, by życie chrześcijanina było liturgią.

By lepiej zrozumieć o co tu chodzi i zachęcić do skrutacji oto kilka cytatów z Talmudu, a więc z księgi żydowskiej, zawierającej komentarze do Pisma Świętego. Nie należy się dziwić, że posługujemy sie cytatami z księgi żydowskiej. Chrześcijaństwo ma swoje korzenie w religii żydowskiej. Eucharystia jest zakorzeniona w uczcie paschalnej Żydów. Nasza skrutacja, czyli modlitewne czytanie Pisma Świętego ma także swoje korzenie w religii żydowskiej, w religijnych zwyczajach narodu wybranego. Żydzi mieli specjalne sale, gdzie siedzieli i wspólnie studiowali Pismo Święte. To miejsce nazywali JESZIWA. Słowo to tłumaczy się: „miejsce słuchania”.

W misyjnych seminariach duchownych „Redemptoris Mater” w Rzymie, w Warszawie i w wielu innych krajach maja podobne sale i nazywają je SANKTUARIUM SŁOWA. Jest tam w centralnym miejscu na ścianie tabernakulum z Najświętszym Sakramentem. Nad tabernakulum jest także umieszczona księgą Pisma Świętego, pięknie oprawiona w srebro. Klerycy zaś siedzą w specjalnych fotelach i maja przed sobą pulpit, gdzie mogą położyć swój egzemplarz Pisma Świętego i czyste kartki papieru, na których Pisza. Te fotele maja kształt jakby tronu, bo Żydzi mówią, że kto studiuje Pismo Święte jest jak król. Czytamy w Księdze Daniela (7,9): „Patrzałem, aż postawiono trony, a Przedwieczny zajął miejsce. Szata Jego była biała jak śnieg, a włosy Jego głowy jakby z czystej wełny. Tron Jego był z ognistych płomieni, jego koła - płonący ogień.”

Klerycy seminarium „Redemptoris Mater” co tydzień, zwykle we czwartki, od godz. 16.00 do 18.30 prowadzą skrutację Pisma Świętego, najczęściej Ewangelii z najbliższej niedzieli. Niektórzy z nich dzielą się z pozostałymi rezultatami swojej skrutacji, a diakon wygłasza krotką homilie na temat skrutowanego tekstu Ewangelii. Również po przyjęciu święceń kapłańskich, wielu nawet codziennie robi skrutacje indywidualnie albo spotyka się w niedużych grupach.

Co można przeczytać o studiowaniu Pisma Świętego w Talmudzie?

- ”Stół, przy którym nie wypowiada sie slow Pisma Świętego (Tory) jest stołem idolatrycznym, przy którym oddaje sie cześć bożkom, czyli idolom”.

- ”Jeżeli dwaj bracia w wierze spotykają sie i w czasie ich rozmowy nie są wypowiadane słowa Pisma Świętego ( Tory), to taka rozmowa jest idolatryczna, to po prostu znaczy , ze jest to rozmowa świecka, czyli bez wartości”.

- ”Dla Żyda nie ma większej i ważniejszej rzeczy niż studiowanie Pisma Świętego (Tory).

Przypomnijmy sobie film „Skrzypek na dachu” Jest tam marzenie mleczarza Tewiego: gdybym był bogaty nie musiałbym pracować, ale cały dzież mógłbym poświęcić na studiowanie Pisma Świętego (Tory)

Jak prowadzić skrutację Pisma Świętego?

Skrutacja Pisma Świętego to FORMA MODLITWY z Pismem Świętym. Nie chodzi tu o jakieś dociekanie biblijne na sposób rozumowy, ale o modlitewny kontakt z Bogiem przy pomocy tekstów biblijnych. Dlatego nie jest rzeczą konieczną przeczytać i rozważyć wszystkie teksty danej skrutacji. Jeżeli jakiś tekst coś do ciebie mówi, powinieneś zatrzymać sie przy nim i po prostu pytać, co Bóg chce ci powiedzieć o twojej aktualnej sytuacji.

Do skrutacji potrzebna jest tzw. Biblia Jerozolimska, długopis i kartka papieru. Biblia Jerozolimska to takie wydanie Pisma Świętego, w którym na marginaliach, przy kolejnych wierszach oraz na dole każdej stronicy, znajdują się odnośniki i komentarze do innych, paralelnych wersetów biblijnych. Są tam również komentarze teologiczne do ważniejszych tematów. Przy tej okazji warto wyrazić radość, że po tylu latach od zakończenia Soboru Watykańskiego II, w Polsce ukazała się Biblia Jerozolimska, na którą tak czekaliśmy.


1.   Skrutacje zaczyna się od modlitwy do Ducha Świętego. Prosimy o światło i pomoc, by nie zmarnować darowanego czasu.

2.   W kolejnym punkcie skrutacja to powolne i bardzo uważne przeczytanie wybranego zdania Pisma Świętego, które zawiera główną myśl danego tekstu. Przepisujemy wiersz na lewej połowie kartki, wpisujemy numer np. Mt 14,36 i otaczamy ramką. Stawiamy sobie pytanie: co Bóg chce mi w tym słowie powiedzieć? Jakie Słowo o mojej aktualnej sytuacji chce mi przekazać? Po prawej stronie kartki piszemy to, co nam Bóg mówi w sercu i to także otaczamy ramką.

3.   Potem można rozważać następne teksty w dowolnej kolejności, idąc rożnymi „ścieżkami”, to znaczy wyznaczonymi odnośnikami na marginaliach „Biblii Jerozolimskiej” (te odnośniki nazywają się inaczej „sigla”).

4.   Co 15 lub 20 minut modlimy sie o pomoc i światło (można to czynić stojąc z podniesionymi rękami) i dalej odczytujemy oraz zapisujemy teksty, a następnie myśli.

5.   Na koniec jest modlitwa dziękczynna.

Skrutacja zazwyczaj trwa półtorej godziny. Można oczywiście robić skrutację krócej, ale nie powinna trwać mniej niż jedną godzinę. Jeżeli nie rozważymy wszystkich tekstów i sporo z nich zostanie, możemy w oparciu o nie zrobić następną skrutację.

Przy okazji tych kilku refleksji na temat skrutacji Pisma Świętego pragnę bardzo serdecznie zachęcić do nabywania Biblii Jerozolimskiej, abyśmy mogli zasmakować tego rodzaju modlitwy Słowem Bożym.

Ks. F. Przybycień MS

Bezkresne pustynie i sawanny Afryki, martwy niemal krajobraz zmienia się od czasu do czasu, jak pisze mistrz reportażu Kapuściński, w zdumiewający obraz: samotne, szeroko rozgałęzione i soczyście zielone drzewo mangowca. Skąd czerpie soki, jak się broni przed zabójczym żarem? Trudno zrozumieć! Punkt orientacyjny i miara horyzontu. W jego cieniu toczy się życie klanu czy plemienia: „w tamtym słońcu człowiek, aby istnieć, potrzebuje cienia”. W cieniu gromadzą się mieszkańcy, aby obradować i podejmować decyzje niby w auli senatu; nie ma przecież we wsi większego pomieszczenia. Tam różnice i konflikty wychodzą sobie naprzeciw aż spełni się pojednanie. Tam starsi odtwarzają własną historię i tworzą mity, których nikt nie spisuje, bo istnieje tylko ustny przekaz. Tam dzieci uczą się pisać, a posługują się tylko pamięcią, bo nie ma przyborów szkolnych. Obok wody, cień jest najważniejszym sprzymierzeńcem życia. Gdyby piorun uderzył w drzewo i pożar je spalił, człowiek pozostałby sam. Nie przeżyłby. Powstało więc powiedzenie: „człowiek nie może przeżyć dłużej, niż jego cień”.

 

Na bezkresnych zboczach alpejskich wyrosło sanktuarium La Salette, które wygląda z oddali niby stacja kosmiczna, obiekt nie z tej ziemi. Z daleka zachwyca i przyciąga swą tajemnicą. Rejestracje samochodów zdradzają przybyszów z daleka, różnokolorowe twarze dają pojęcie o zasięgu orędzia Matki Pana, „Pięknej Pani”, która odwiedziła to miejsce. Tamto wydarzenie ciągle promieniuje, daleko sięga krąg światła, które wtedy obejmowało przecież tylko Melanię i Maksymina. To światło stworzyło obszar zachwytu i zdumiewającą, a przecież tak zróżnicowaną wspólnotę celów. Chociaż przecięło dzieje świata w miejscu pustym i anonimowym, rozkwitło obecnością i życiem. To wydarzenie stało się depozytariuszem ludzkich losów i nadało sens codzienności wielu. Stworzyło karawanę wierzących, którzy nie przestają odnajdywać się w nim i mówić o łzach i słowach, o miłości Matki Pana.

Wspólnota światła i słowa, przymierze wspólnych celów i wysiłków. Wspólnota dziedzictwa La Salette. I wspólnota zakonna, która nie jest przecież tylko zgromadzeniem chrześcijan poszukujących osobistej doskonałości w drodze za Chrystusem. W znacznie głębszym sensie jest udziałem w Kościele-tajemnicy, jest świadectwem i szczególnym urzeczywistnieniem jego „komunii”. Jako konsekrowani stajemy się na miarę naszego wejścia w światło Maryi z La Salette świadkami i twórcami komunii oraz spadkobiercami misji pojednania, które w zamyśle Boga stanowią przecież szczyt dziejów człowieka.

„Przypatrzcie się bracia powołaniu waszemu” (1 Kor 1,26) to wezwanie do „powrotu do pierwotnej miłości” Boga zarówno w wymiarze osobistym, jak i wspólnotowym. Taki był zawsze kierunek działania Ducha Świętego we wspólnocie Kościoła. „Przypatrywanie się powołaniu” ma być pełne życia, jest przeciwne abstrakcji, rezygnacji z działania i zaangażowania apostolskiego; wiele zresztą głosi się misji i rekolekcji na ten temat w tym roku. Owo „przypatrywanie” to raczej „głębsze i pełniejsze spotkanie z Ewangelią i z pierwotną mocą charyzmatu” (Congregavit nos i unum Christi amor, 1). Dalej dokument wyjaśnia, że po Soborze to spotkanie „zdecydowanie pobudziło poszukiwanie prawdziwego ducha, który ożywia wspólnotę, oraz struktur i środków, które mają go właściwie wyrażać. Tam gdzie powrót do źródeł i do pierwotnej inspiracji był częściowy i niezdecydowany, w życiu braterskim wystąpiły określone zagrożenia i nastąpił pewien spadek jego jakości” (1).

Temat duszpasterski może być dla naszego życia sygnałem do przemyśleń i inicjatyw wielkopostnych, potem paschalnych. Ciągle bowiem potrzeba poszukiwania prawdziwego ducha i ożywiania wspólnoty wokół tego co najistotniejsze i co nie podlega dyskusji w naszym powołaniu, wokół miłości Pana i Jego Matki, objawionej w La Salette. Nie da się tego zrobić bez szczerego dialogu z Panem i osobistych decyzji. Byli świadomi takiego zadania współpracy z Duchem Świętym Apostołowie, kiedy poszukiwali sposobu na życie Kościoła po Wniebowstąpieniu Jezusa. Mieli wtedy odwagę mówić „Duch Święty i my”. Najpierw Duch, potem my. Duch się udziela i prowadzi, my całym sercem się zgadzamy i spełniamy. Kościół czy wspólnota nie rośnie zatem i nie przemienia się bez nas lub poza nami. Lecz zanim „podejmiemy trudne dzieło rozeznania, które jest konieczne aby nasze wspólnoty mogły znów zajaśnieć ewangelicznym blaskiem, musimy wezwać pokornie Ducha Świętego, by dokonał tego, czego tylko On może dokonać: „dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, odbiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała (...) i będziecie moim ludem, a Ja będę waszym Bogiem (Ez 36, 26-28)” (7).

Jan Paweł II powtarzał, że świat potrzebuje dzisiaj braterskich wspólnot ewangelicznych, które są „oazą życia” i „szkołą komunii”. Dla wielu utrudzonych przeciwnościami i zwiedzionych pozorami podróżników doczesności są one jak cień w skwarze, jak światło w ciemności. „Przypatrzcie się bracia powołaniu waszemu”.

ks. Andrzej Zagórski MS

„Jeżeli mój lud nie zechce się poddać” – oto słowa, którymi rozpoczyna się orędzie Najświętszej Maryi Panny, wypowiedziane podczas objawienia w La Salette.

Warto zauważyć, że w zdaniu mówi Maryja o naszym nieposłuszeństwie, nazywając nas pomimo to ciągle „swoim ludem”. Gorycz zawodu i bolesne łzy przenikają całe przesłanie kochającej nas Matki, która zarzuca nam nawet: „nic sobie z tego nie robicie”! A jednak w Jej ustach zagości jeszcze kilka razy ciepłe słowo: „moje dzieci”; na koniec zaś poleci świadkom zdarzenia – Melanii i Maksyminowi – aby przekazali wszystko „całemu Jej ludowi”.

Pewna matka, oddalona tysiące kilometrów od własnego domu, zwierzyła się, że kiedy przez telefon może od czasu do czasu usłyszeć głos swego dziecka, w jednej chwili niemal fizyczny ból przenika jej serce. Wydaje się jej wtedy, że czuje wprost zapach własnego dziecka.

Tak mocno odczuwa matka więź, która łączy ją z dzieckiem! Tak mocno potrafi kochać ziemska matka!

Często wyznajemy, że kochamy i czcimy Maryję, naszą Matkę, całym sercem! Czujemy się Jej dziećmi i Jej ludem.

Ale czy zdajemy sobie sprawę, że o wiele bardziej Ona czuje się naszą Matką i jest nam bliska. Wszakże wzywamy Ją pod imieniem „Matki pięknej miłości”. I choć dzieli nas od Niej przepaść, bo Ona cała jest święta i piękna, a my pozostajemy ciągle w niewoli grzechu i oszpeceni jesteśmy naszymi słabościami, Ona całym sercem kocha swój lud i swe dzieci!

Przepaść grzechu nie oddziela Jej od nas, lecz pobudza do głębszego pochylania się nad nami, do jeszcze większej modlitwy i ofiary dla nas. Nawet w grzechu nie przestajemy być „Jej ludem”! Przyglądnijmy się bliżej znaczeniu tego słodkiego imienia, które nadaje nam Maryja w La Salette: „mój lud”, „moje dzieci”. Jaka jest treść tych słów?

Święty Lud Starego Testamentu to Izrael. Korzeniami swoimi sięga on do wiary Abrahama, ale staje się ludem kapłańskim na mocy przymierza zawartego na Synaju, po wyprowadzeniu z niewoli egipskiej. Celem zwołania tego ludu jest nie tylko wyzwolenie z niewoli egipskiej, ale objawienie Imienia Boga i pielgrzymowanie do Ziemi Obiecanej w posłuszeństwie Słowu Bożemu.

Do tego ludu Izraela Bóg przemawia z miłością: „Nie lękaj się, bo cię odkupiłem. Wezwałem cię po imieniu; jesteś mój” (Iz 43, 1). Wielokrotnie jednak strofuje swój lud, bo łamie on przymierze zawarte na Synaju: „jak niewiasta nie dotrzymuje wiary swemu oblubieńcowi, tak nie dotrzymaliście Mi wiary wy, domu Izraela” (Jr 3, 20).

Prorok Ozeasz posługuje się nawet sugestywnym obrazem, aby ukazać wierność Boga oraz zdradę ze strony ludu. Kiedy przychodzi na świat jego syn, otrzymuje polecenie: „Nadaj mu imię Lo-Ammi, bo wy nie jesteście mym ludem, a Ja nie jestem waszym Bogiem” (1, 6. 9). Lecz Bóg nie zniechęca się w obliczu słabości Izraela. Zapowiada przez usta tego samego proroka ustanowienie doskonalszego przymierza: „I stanie się w owym dniu — wyrocznia Pana — że nazwie Mnie: «Mąż mój» […] I poślubię cię sobie [znowu] na wieki, poślubię przez sprawiedliwość i prawo, przez miłość i miłosierdzie. […] Zlituję się nad Lo-Ruchamą, powiem do Lo-Ammi: «Ludem moim jesteś», a on odpowie: «Mój Boże!»” (Oz 2, 18. 25).

Wiemy, że to doskonałe i ostateczne przymierze zawarte zostało przez Jezusa Chrystusa. Chrystus gromadzi nowy lud. Ojciec święty Jan Paweł II mówi: „Zwołanie Boże” jest dziełem Jezusa Chrystusa, wcielonego Syna Bożego; On zakłada i buduje „swój” Kościół jako „zwołanie wszystkich ludzi w Nowym Przymierzu” (audiencja ogólna, 04 09 1991).

Miejscem Nowego Przymierza jest Golgota. Przez Krew wylaną na Krzyżu, Chrystus czyni nas „swoim ludem”. Przez Zmartwychwstanie Ojciec miłosierny kładzie pieczęć na dziełu Syna, a nam udziela w Jego Imię przebaczenia grzechów i godności swoich dzieci!

Zatem teraz naszym celem – celem nowego ludu Bożego – jest już nie tyle wyjście z jakiejś niewoli politycznej, ale wyzwolenie z kajdan grzechu i śmierci i pielgrzymowanie ku wieczności z Bogiem. Wiedzieli o tym i odczuwali to pierwsi chrześcijanie: „Nie mamy tutaj trwałego miasta, ale szukamy tego, które ma przyjść” (Hbr 13, 14). „Nasza […] ojczyzna jest w niebie. Stamtąd też jako Zbawcy wyczekujemy Pana naszego Jezusa Chrystusa” (Flp 3, 20).

Jak zdążać do tego celu? Jan Paweł II poucza, że „pierwszym środkiem pozwalającym osiągnąć ten cel jest słuchanie słowa Bożego” (audiencja ogólna, 20 07 1991). Więc posłuszeństwo Słowu, które wzywa nas do miłości Boga i bliźniego – to pierwsze przykazanie. Także wsłuchiwanie się w to, co mówi do nas Pan poprzez wydarzenia życia, to rzecz ważna! Konieczność wsłuchiwania się w znaki Boże uwypukla Maryja w La Salette: „Pokazałam wam to, a wy sobie nic z tego nie robiliście”.

Dla ludu pielgrzymującego równie ważna jest Eucharystia, która jednoczy, karmi i umacnia na drodze do niebieskiej ojczyzny. Pozwala nam też dziękować Bogu za nowe życie i za Chrystusa, w którym staliśmy się dziećmi Bożymi!

Jakie jest więc miejsce Maryi w nowym ludzie Bożym? Gdzie znajduje swe źródło niezwykłe uczucie miłości, jakim ogarnia Maryja „swój lud”? Oczywiście, Maryja jest członkiem ludu Bożego, ale jest też Jego Matką.

Wyjdźmy od porównania. Gdy ambasador staje przed głową państwa, w którym ma reprezentować swój kraj, przedstawia listy uwierzytelniające. W La Salette Matka Boża też wykazuje się takim listem. Jej listem uwierzytelniającym jest Krzyż Chrystusa na piersi.

Jeśli więc chcemy krótko wyjaśnić, dlaczego w La Salette Matka Najświętsza ma prawo nazwać nas „swoim ludem”, musimy zwrócić nasze oczy na Kalwarię. Przez Krzyż Maryja przypomina nam bowiem Kalwarię i słowa Jej Syna Jezusa: „Niewiasto, oto syn Twój” (J 19, 26). U stóp Krzyży staliśmy się dziećmi Maryi, Jej ludem, Jej szczególną własnością. O Maryi Ojciec św. powie: „Uczestnicząc w zwycięstwie Chrystusa nad grzechem pierwszych Prarodziców, Maryja jawi się jako prawdziwa „Matka żyjących”. Jej macierzyństwo, przyjęte w sposób wolny jako akt posłuszeństwa wobec Bożego planu, staje się źródłem życia dla całej ludzkości” (audiencja ogólna, 18 09 1996).

Z ust Maryi płaczącej i napominającej nas w La Salette słyszymy: „Od jak dawna już cierpię za was... Muszę się nieustannie za was modlić”. W swej macierzyńskim powołaniu względem nas, Matka Jezusa jest więc całkowicie podobna do Boga, który nieustannie przychodził w osobie proroków, aby napominać „swój lud”. Podobna jest też do Jezusa, który cierpiał i modlił się za swój lud: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23, 34).

Oto jak Maryja kocha swój lud, oto jak „Piękna Pani” nie opuszcza grzeszników, powierzonych Jej przez Chrystusa na Kalwarii.

ks. Andrzej Zagórski MS

Podkategorie