Aktualności Centrum Pojednania La Salette, Dębowiec
Aktualności
22 października 2021

Dokąd idę?

Piątek, XXIX Tydzień zwykły, Rok B, I

Wspomnienie św. Jana Pawła II, papieża

Jezus mówił do tłumów: «Gdy ujrzycie chmurę podnoszącą się na zachodzie, zaraz mówicie: „Deszcz idzie”. I tak się dzieje. A gdy wiatr wieje z południa, powiadacie: „Będzie upał”. I bywa. Obłudnicy, umiecie rozpoznawać wygląd ziemi i nieba, a jakże chwili obecnej nie rozpoznajecie? I dlaczego sami z siebie nie rozróżniacie tego, co jest słuszne?
Gdy idziesz do sprawującego władzę ze swym przeciwnikiem, staraj się w drodze dojść z nim do zgody, by cię nie zaciągnął do sędziego; a sędzia przekazałby cię dozorcy, dozorca zaś wtrąciłby cię do więzienia. Powiadam ci, nie wyjdziesz stamtąd, aż zwrócisz ostatni pieniążek».

(Mt 18, 1-5. 10)


Szczera spowiedź może być dla człowieka trudna do osiągnięcia. Mówienie o własnych zdradach, egoizmie, kłamstwach, kradzieżach wymaga odwagi. Jeszcze trudniej jest, gdy nasze grzechy się powtarzają. Pojedynczy upadek jest do udźwignięcia, ale przyznanie się do niego po raz kolejny rodzi poczucie upokorzenia. Trudno zaakceptować bezradność wobec grzechów. Ponieważ sami oceniamy się surowo mamy obawę, że ocena Boga jest równie nieprzychylna. W takiej sytuacji jakieś przemilczenie, niedopowiedzenie wydaje się łatwiejszym i dopuszczalnym rozwiązaniem. Chroni przed spodziewaną krytyką ze strony spowiednika. Nie musimy się narażać na wysłuchiwanie jego przykrych słów, albo na przeżywanie lęku, że choć nie wypowiedział żadnego oskarżenia, to zapewne sobie źle o nas pomyślał.

Przemilczenia jednak rodzą rozdwojenie. Nie znając moich grzechów, wad i słabości inni mogą oceniać nas wyżej niż ja sam siebie. Zaczynam więc żyć z jednej strony utrzymując swój pozytywny obraz w oczach innych, z drugiej coraz bardziej lękając się, że prawda może kiedyś wyjść na jaw. W końcu rodzi się hipokryzja – nieprawdziwa świętość, odgrywanie przed innymi roli kogoś innego, zakrywanie maskami prawdy o sobie samym.

Choć początkowo brak szczerości może być łatwiejszym wyborem okazuje się, że prowadzi do pełnej lęku samotności. Niemożliwość przyznania się do grzechów tworzy w sercu człowieka mur nieufności. Jak trudno jest przez niego się przebić świadczy fakt jak wiele miejsca w swoim nauczaniu Jezus poświęca na rozmowy z faryzeuszami i jak niewiele z nich niestety wynikło.

Dzisiejsza ewangelia mówi o jeszcze jednym skutku hipokryzji: niezdolności do rozpoznania znaków czasu. Obłudnik widzi jedynie część rzeczywistości, która jest dla niego nieznacząca. Potrafi rozmawiać o pogodzie i być może jeszcze paru innych tematach, które nie grożą ujawnieniem jego prawdziwych problemów. Żeby przekonać się, że hipokryzja nie była tylko problemem faryzeuszów warto przyjrzeć się prowadzonym przez nas rozmowom. Ile z nich dotyczy spraw, o których naprawdę chcielibyśmy z kimś porozmawiać? Jak często rozmawiamy szczerze o naszym życiu, o relacjach, rozczarowaniach i niepokojach? Jak często w naszych rozmowach pojawia się Bóg i nasza do Niego relacja, choćby nawet była trudna? Zamiast tego namiętnie debatujemy o sprawach, zza których nikt nie może nas dojrzeć.

Taka postawa sprawia jednak, że „nie rozpoznajemy obecnej chwili”. Lęk przed zatrzymaniem się myślami na własnych grzechach, lęk przed bólem z tym związanym powoduje również, zgodnie ze słowami Jezusa, że sami z siebie nie rozróżniamy tego, co jest słuszne. Życie wydaje się nam mało sensowne i niesprawiedliwe, a problemy nierozwiązywalne. Dopiero odważne spojrzenie wewnątrz siebie może doprowadzić do nawrócenia. Dopiero wówczas zaczynamy rozumieć co nas dzieli i daje nam możliwość pojednania z tymi, których uważamy za przeciwników. Trudne doświadczenie pojednania otwiera nas na relacje, które przestają być zagrożeniem, a stają się przestrzenią wzrostu. W ten sposób droga do Jerozolimy przestaje być drogą dla straceńców, stając się wąską drogą do królestwa Bożego.

——————————-

ks. Marcin Ciunel MS – Rektor WSD Księży Saletynów, Kraków

——————————-

 

 

21 października 2021

Rozłam

Czwartek, XXIX Tydzień zwykły, Rok B, I

Jezus powiedział do swoich uczniów:
«Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę, ażeby już zapłonął. Chrzest mam przyjąć, i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie.
Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie podzielonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej».

(Łk 12, 49-53)


To czas, kiedy Duch Święty przynosi rozłam.
(bp Andrzej Siemieniewski)

Nawet w środowisku, które wyznaje wspólny świat wartości, dochodzi do rozłamów. Przykładem są rozłamy w partiach politycznych. Zawsze ludzkie ambicje, pycha, zawiść stają u źródeł podziałów. Dlatego nie dziwi nas rozłam między wyznawcami Chrystusa, gdyż ludzkie słabości – duma, zawziętość czy upór – nigdy nie łączą i nigdy nie budują.

Pójście na serio za Chrystusem prowadzi nas do jasnych postaw, w których nie ma półcieni czy półprawd. Gdzie – tak jest tak, a nie jest nie! Bycie jednoznacznym jest solą niezwietrzałą i pochodnią świecącą. To prawda, że musi być w nas zgoda na to, że przylepią nam etykiety: talib, konserwatysta, fanatyk, fundamentalista, dewot, katol, moher… Ale taką płaci się cenę.

Rozłam w rodzinie

Wiele razy słuchałem zwierzeń młodych ludzi, którzy mówili wprost: mama nie zakazałaby mi pójść na dyskotekę, z której wracałabym nad ranem. Ale kiedy idę do kościoła czy do wspólnoty, to wszczyna awanturę.

Pamiętam SMS-a, w którym studentka napisała, że nie może przyjść na Wigilię Paschalną, gdyż zabronili jej rodzice.
Znam rodziny podzielone tylko z jednego powodu: bo ktoś z rodzeństwa czy dzieci zaangażował się na serio w życie wiarą. Liturgie Słowa i celebracje Eucharystii stały się dla nich czymś ważniejszym niż dotychczasowe biesiady rodzinne przy grillu czy wspólne oglądanie meczu piłkarskiego. Są oskarżani o rozbijanie rodziny, czy wręcz o demontaż małżeństwa!

Kiedy papież Franciszek mówił do młodych, aby słuchali swoich dziadków, to siedząca obok mnie znana polska aktorka powiedziała: „Gdybym słuchała mojej babci, to nigdy nie byłabym w Kościele”. I dodała: „Cała moja rodzina traktuje mnie jak czarną owcę. Tylko ja jedna jestem w Kościele”.

Nie zapomnę tego, co usłyszała od swojej matki Kasandra, kiedy wstępowała do Karmelu – klasztoru klauzurowego: „Wolałabym, żebyś została starą panną, miała dziecko nieślubne czy męża alkoholika”. Przez wiele lat nie odwiedzała córki w klasztorze.

Wspomnę jeszcze o Małgorzacie, matce dziesięciorga dzieci. Sama była jedynaczką. Z mężem są otwarci na życie z powodu Chrystusa. Gdy jej matka dowiadywała się o kolejnej ciąży, rozbiła awantury, źle mówiła do sąsiadów o swojej córce, poniżała ją. Zarzucała jej, że nie umie się zabezpieczyć. Jezus mówi dziś: „przyszedłem dać (…) rozłam!”.

Widzimy, że w rodzinie jedni idą na „całość” za Jezusem, drudzy są obojętni, a jeszcze inni reagują agresją. Ci idący na „całość” muszą sprzeciwić się rodzinie: ojcu, matce, zięciowi, żonie, bratu…

Rozłam w klasztorze

Nie ma co ukrywać, że także i w zakonach dochodzi do napięć, sporów i rozłamów. Źródłem są zawsze grzechy osobiste zakonników, ale może być nim także zamknięcie się na charyzmaty w Kościele, jakim są różne ruchy i wspólnoty zrodzone po Soborze Watykańskim II. Jedni doświadczają w nich łaski odnowy życia wiary, inni stoją w opozycji, przestraszeni zagrożeniami utraty swojego charyzmatu. To może prowadzić do rozłamów, do powstania dwóch obozów. Wtedy diabeł zaciera ręce, bo widzi, ile jest sądów, pomówień, fałszywych oskarżeń. Cieszy się, gdy bracia robią sobie „wypominki”, kiedy oskarżają się o rozbijanie jedności zakonnej, kiedy stawiają siebie do pionu i wskazując palcem, mówią: jesteś od Jana, a ty od Pawła. Życie wspólnotowe zostaje zablokowane, zamknięte na działanie Ducha Świętego. Miłość i jedność wyprowadzają się, a w murach klasztornych zamieszkuje sąd i rozłam. Naprawdę trudno połączyć braci w jedno. Tylko Jezus Zmartwychwstały może tego dokonać.

Rozłam w człowieku

Pójście za Chrystusem domaga się walki nie z kimś, ale z samym sobą. Pamiętam, jak przed laty jeden z moich duchowych „guru” powiedział: „O rzeczy ważne musisz walczyć!”.
Dzisiejsza Ewangelia właśnie do takiej postawy mnie wzywa. Walcz! Nie z kimś, ale walcz w sobie, walcz w wewnętrznym rozłamie.
Ile to razy widziałem w moim wewnętrznym domu ten ewangeliczny rozłam, ową duchową bitwę. Pamiętam, jak troje stawało przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; „ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu, matka przeciw córce, a córka przeciw matce, teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej”. Świetnie widzę moją wewnętrzną rodzinę! Kiedy moje serce i uczucia stają przeciw rozumowi, logicznemu myśleniu i opinii innych. Kiedy moje obliczenia, zestawienie plusów z minusami i rachunek prawdopodobieństwa zderzają się z zaufaniem Jezusowi.

Jednego się nauczyłem: że ten rozłam we mnie nigdy się nie skończy. On będzie trwał tak długo, dopóki będę naprawdę w drodze za Panem! Bo ten rozłam nie jest ze mnie, ale z Ducha Świętego!

——————————-

ks. Bohdan Dutko MS – dyrektor Centrum Pojednania ” La Salette”

——————————-

 

 

19 października 2021

Umieć przyjąć posługę

Wtorek, XXIX Tydzień zwykły, Rok B, I

Wspomnienie św. Pawła od Krzyża, prezbitera

Jezus powiedział do swoich uczniów:
«Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie. A wy bądźcie podobni do ludzi oczekujących swego pana, kiedy z uczty weselnej powróci, aby mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze. Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę, powiadam wam: Przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc, będzie im usługiwał. Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjdzie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie».

(Łk 12, 35-38)


Słyszałem, że większość kobiet (może i wszystkie?) bardzo sobie ceni to, że przynajmniej raz na jakiś czas są obsługiwane przez innych. Szczególnie te, które codziennie przygotowują posiłki dla swojej rodziny lub pracują w restauracjach czy jadłodajniach. Odpoczywają i mają wielką radość, gdy małżonek lub chłopak zaprosi je na obiad do lokalu. Są wtedy obsługiwane i jakby z drugiej strony mogą popatrzeć na siebie, na swoją służbę lub pracę zawodową. Szkoda, że wielu mężczyzn (mężów czy narzeczonych o tym nie wie lub nie pamięta).

Dziś w Ewangelii sam Jezus zapewnia, że kiedyś On sam będzie nas obsługiwał i to wiecznie. Niesamowite. Ale aby to docenić, należy najpierw samemu uczyć się służyć innym z radością i bezinteresownie. Ale też, i to może jest jeszcze ważniejsze, umieć przyjmować posługę od innych. To wcale nie jest takie oczywiste, proste i łatwe. Wymaga bowiem pokory i zrozumienia, o co tak naprawdę chodzi.

Po pierwsze, posługa innym nie może być moim kaprysem, jednorazowym wydarzeniem, by uspokoić własne sumienie i powiedzieć sobie, jaki to ja jestem dobry. Nie może być „na pokaz”, nie może być zmuszaniem kogoś do jej przyjęcia. To nie „akcja” świąteczna i „ z okazji dnia…”.

Po drugie, do czynienia dobra, do tego, by pomóc innym trzeba być zawsze gotowym. To tak jak strażak. Zawsze musi czuwać, by móc wyruszyć jak tylko będzie pożar, powódź, lub inne niebezpieczeństwo. Nigdy nie może być napisu w moim sercu: „zamknięte, zaraz wracam, urlop, itp.”

Po trzecie, nie uważać się za samowystarczalnego, za tego, który nie potrzebuje pomocy od innych. „Ja sam sobie poradzę”. „nie chcę pomocy od innych”. To pycha. Nawet wtedy, gdy mógłbym sam coś zrobić, a ktoś inny proponuje pomoc, trzeba ją przyjąć i umieć się nią cieszyć. To świadczy o wielkości człowieka. Ale przede wszystkim taka postawa otwiera na Boga. Otwiera na to, że sam Bóg, Człowiek, Zbawiciel świata, Jezus Chrystus będzie mi usługiwał. A nie tylko to. On już teraz mi służy. Jest na każde zawołanie, obiecał każdą możliwą pomoc. Powiedział nawet, że bez Jego pomocy „nic nie możemy uczynić!”. A my wciąż to samo. Jak małe dzieci: „Mamusiu, Tatusiu: ja siam”.

Św. Piotr w Wieczerniku już to przerabiał. Nie powtarzajmy jego błędu. „Jeśli Ci nóg nie umyję, nie będziesz miał udziału ze mną”.

Lekcja jest prosta a skutek pewny. Czy z tego skorzystamy teraz, w tym czasie? Bo jak nie to i w wieczności zostaniemy sami.
Panie, naucz mnie służyć innym i cenić sobie ich pomoc. Ale nade wszystko Twoją wobec mnie posługę teraz i pragnąć jej w wieczności.

——————————-

ks. Henryk Kuman MS – duszpasterz, pracuje w Republice Czeskiej w Boskov, dom rekolekcyjny

——————————-

 

 

18 października 2021

Pan stanął przy mnie i wzmocnił mnie…

Poniedziałek, XXIX Tydzień zwykły, Rok B, I

Święto św. Łukasza, ewangelisty

Spośród swoich uczniów wyznaczył Pan jeszcze innych siedemdziesięciu dwóch i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał.
Powiedział też do nich: «Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki. Nie noście z sobą trzosa ani torby, ani sandałów; i nikogo w drodze nie pozdrawiajcie.
Gdy do jakiego domu wejdziecie, najpierw mówcie: „Pokój temu domowi!” Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim; jeśli nie, powróci do was.
W tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co mają: bo zasługuje robotnik na swoją zapłatę.
Nie przechodźcie z domu do domu. Jeśli do jakiego miasta wejdziecie i przyjmą was, jedzcie, co wam podadzą; uzdrawiajcie chorych, którzy tam są, i mówcie im: „Przybliżyło się do was królestwo Boże”.»

(Łk 10, 1-9)


Dzisiejsza Liturgia Słowa skłania mnie do wspomnienia wydarzeń z mojego życia, które mocno korespondują z tym, co zapisał św. Łukasz w Ewangelii. Przepraszam za osobiste wynurzenia, ale dzięki łasce Bożej mogłem przeżyć to, co dzisiaj opisuje Ewangelista.

Pięciokrotnie uczestniczyłem w tzw. Ewangelizacji Nadmorskiej, w czasie której wraz ze świeckimi byliśmy posłani przez Kościół, aby głosić Ewangelię na plażach diecezji Koszalińsko–Kołobrzeskiej bez trzosa, bez torby i sandałów, zdani na Bożą Opatrzność. To wszystko, co opisuje św. Łukasz stało się naszym udziałem: mieliśmy co jeść, co pić, gdzie spać, w imię Jezusa dokonywały się uzdrowienia i mogliśmy zwiastować Królestwo Boże.

Ten tekst Łukaszowy nie dotyczy tylko duchowieństwa (jak często się go w ten sposób odczytuje), ale całej wspólnoty Kościoła.

Ewangelizacja jest dziełem Kościoła rozumianego jako świeckich i duchownych, starszych i młodszych posłanych jak owce między wilki.

Owca pośród wilków może liczyć tylko na Pana. Przez te pięć lat może z dwa razy miałem do czynienia z jakąś wrogością ze strony tych, z którymi się spotykaliśmy. Jest to dla mnie wyraźny znak opieki Pana Jezusa, Dobrego Pasterza, nade mną i nad tymi, którzy posłani byli przez Niego do świata, znak wierności danemu przez Niego Słowu.

——————————-

ks. Jacek Sokołowski MS – duszpasterz w Olsztynie

——————————-

 

 

17 października 2021

OBURZENIE

Niedziela, XXIX Tydzień zwykły, Rok B, I

Jakub i Jan, synowie Zebedeusza, podeszli do Jezusa i rzekli: «Nauczycielu, pragniemy, żebyś nam uczynił to, o co Cię poprosimy».
On ich zapytał: «Co chcecie, żebym wam uczynił?»
Rzekli Mu: «Daj nam, żebyśmy w Twojej chwale siedzieli jeden po prawej, a drugi po lewej Twej stronie».
Jezus im odparł: «Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić, albo przyjąć chrzest, którym Ja mam być ochrzczony?»
Odpowiedzieli Mu: «Możemy».
Lecz Jezus rzekł do nich: «Kielich, który Ja mam pić, wprawdzie pić będziecie; i chrzest, który Ja mam przyjąć, wy również przyjmiecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej lub lewej, ale dostanie się ono tym, dla których zostało przygotowane».
Gdy usłyszało to dziesięciu pozostałych, poczęli oburzać się na Jakuba i Jana. A Jezus przywołał ich do siebie i rzekł do nich:
«Wiecie, że ci, którzy uchodzą za władców narodów, uciskają je, a ich wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie między wami. Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich. Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie jako okup za wielu».

(Mk 10, 35-45)


Ten moment kiedy wciągamy więcej powietrza, aby zagrzmieć: Stop! Hola! Kiedy mamy okazję wejść w rolę strażników porządku. Jako początkujący katecheta w przedszkolu obserwuję maluchów, którzy świetnie odnaleźliby się jako dziesięciu pozostałych. Dzieci pełne są ideałów sprawiedliwości, dlatego zadają niestosowne pytania i nieskrępowane udzielają odpowiedzi zawstydzających kolegów i dorosłych.

Z tą podstawą przejdźmy do świata dorosłych i spójrzmy na apostołów, którzy jak jeden mąż okazują się łakomi awansu. Jakub i Jan mają nawet uczciwszy sposób, ponieważ wprost zwracają się do Jezusa. Trochę się wstydzą i podchodzą bliżej, aby nie mówić za głośno.

Pozostali widząc, że Jezus nie pochwalił synów Zebedeusza odpalają salwę krytyki i obscenicznie okazują, jak bardzo są zgorszeni niestosownym zachowaniem tych braci. Ci próbują ugrać swoje na potknięciu innych. Robią coś jeszcze gorszego niż Jakub i Jan, ponieważ w białych rękawiczkach windują mniemanie o samych sobie i nie zwracają się z tym do Jezusa, aby to skomentował.

My także możemy zaglądać do swojego serca. To, co najłatwiej i najmocniej nas oburza w zachowaniu innych, bywa najczęściej tym, do czego sami się nie przyznajemy – do niektórych pragnień i fantazji. O ważności, o atrakcyjności, o popularności, o wrażeniu bycia sprawiedliwym i poważanym oraz wielu innych źródeł, z których próbujemy wszelkimi sposobami wypełnić pustkę – brak poczucia wartości. Coś w nas zaczyna wierzyć, że jeśli będziemy prezesami, dyrektorami, profesorami to cokolwiek zmieni. Zmieni… Będziemy bardziej zabiegani i obciążeni odpowiedzialnością, więc będziemy pozwalali naszym podwładnym odczuć naszą władzę i uciskać ich (to wciąż aktualne w wielu zakładach pracy).

Poczucie swojej wartości odnajdziemy jedynie w Chrystusie. Ps 62,6: Spocznij jedynie w Bogu, duszo moja, bo od Niego pochodzi moja nadzieja. Wpatrując się w Niego, ostudzimy chorobliwe aspiracje i zaczerpniemy inspirację do służenia domownikom i podwładnym jak Syn Człowieczy. On wciąż chce w nas i przez nas służyć dzisiaj.

——————————-

diakon Kamil Stącel MS – WSD Księży Saletynów, Kraków

——————————-

 

Nadchodzące wydarzenia
08
LIS
Rekolekcje kapłańskie I tura 2021

Zapraszamy na I turę Rekolekcji Kapłańskich w dniach 8 - 11... czytaj więcej

kapłani

Godzina rozpoczęcia 18:00

15
LIS
Rekolekcje kapłańskie II tura 2021

Zapraszamy na II turę Rekolekcji Kapłańskich w dniach 15 – 18... czytaj więcej

kapłani

Godzina rozpoczęcia 18:00

19
LIS
Rekolekcje Trzeźwościowe – 3

REKOLEKCJE TRZEŹWOŚCIOWE Kolejne spotkanie 19 listopad... czytaj więcej

Godzina rozpoczęcia 18:00

„Miłość Boga jest przedsmakiem nieba.”
(św. Jan Maria Vianney)

 

 
"